Don Dokken - Solitary

Don Dokken - Solitary

Wydawca: Dokken Enterprises Inc.
Rok wydania: 2008

  1. In The Meadow
  2. I'll Never Forget
  3. Where The Grass Is Green
  4. Ship Of Fools
  5. You Are Everything
  6. Venice
  7. Sarah
  8. The Tragedy
  9. Someday

Skład: Don Dokken - śpiew; Michael Thompson - gitary, gitara basowa, Steve Ornest - gitary, Wyn Davis - gitary, gitara basowa, syntezatory; Tony Franklin - gitara basowa; Frank Lentz - perkusja; Gary Ferguson - perkusja; Vinnie Colaiuta - perkusja; John Schreiner - pianino, syntezatory; John Keane - pianino, syntezatory; Kelly Keeling - chórki w [3]

Produkcja: Don Dokken i Wyn Davis

Fani energetycznego hard rocka pamiętają zapewne pierwszą solową płytę Dona Dokkena o tytule Up From The Ashes z 1990 r. Materiał tam zaprezentowany w wielu miejscach zahaczał o stylistykę Dokken i nie zawiódł ani miłośników tej grupy, ani samego Dona. Gdzieś w 2006 r. Don udostępnił na swojej stronie internetowej sample z niewydanej jeszcze wówczas drugiej płyty, która doczekała się swej edycji finalnie w 2008 r. Albumu nie można normalnie kupić w sklepie, dostępny w sprzedaży jest jedynie poprzez Internet i podczas trasy koncertowej Dona, a jego nakład jest ograniczony. Cały krążek nagrany został w wersji akustycznej, co może niektórych zdziwić...

Takie podejście do tematu podzieliło fanów jeszcze w czasach udostępnienia sampli. Jedni uważali, że nowe nagrania to straszna lipa i że nawet cień nie pozostał po dawnym Dokken oraz że Don powinien znowu zrobić coś wspólnie z Lynchem. Inni wprost przeciwnie, twierdzili, że te piosenki są całkiem niezłe i ci akurat mieli rację. Don wpadł w pułapkę swego nazwiska, którego udziela obu grupom, swemu macierzystemu zespołowi i projektowi solowemu, więc robiąc coś nietypowego zawsze narazi się na krytykę. Należy to powiedzieć wprost - to nie jest album kierowany do fanów zespołu Dokken i poza osobą wokalisty nie ma on z nim nic wspólnego. Po prostu Don chciał zrobić coś, co byłoby odskocznią od dokonań jego grupy. Jak umyślił, tak i zrobił. In The Meadow jest spokojnym utworem o charakterze balladowym. Tempo zdecydowanie wolne, Don z racji utrzymania nastroju nie wchodzi swoim głosem w wysokie rejestry, piosenka nadaje się do wolnego tańca z kobietą lub jako podkład muzyczny pod romantyczna kolację przy świecach. Dużo nie zmienia się wraz z I'll Never Forget, brzmieniowo i prędkościowo to ta sama stylistyka. Tutaj nastrój robi się jakby zimowy, klimatyka raczej smutnawa i gwarantuję, że takim kawałkiem można zdjąć uśmiech z twarzy nawet największym wesołkom. Gdzieś w środku pojawiają się momenty niby to orientalne, innym razem coś niby to z repertuaru średniowiecznych bardów. Where The Grass Is Green jest w zasadzie coverem, którego oryginalną wersję można było znaleźć na płycie Worlds Away Johna Noruma. Norum skomponował ją wspólnie z Kelly Keelingiem, który zresztą tutaj w coverze pojawia się w chórkach. Ta piosenka nie jest już tak przybita jak poprzedniczka i choć do uśmiechu jeszcze wiele brakuje, to pojawia się w niej jakiś promyk nadziei. Gitary akustyczne stanowią bardziej tło, rolę instrumentu prowadzącego przejmuje pianino. Następne w kolejności Ship Of Fools zaczyna się od króciutkiej wprawdzie, ale rewelacyjnej serii flażoletów odegranych na akustyku. Dalej podkłady są już bardziej oszczędne, ale i linie wokalne wydają się być minimalistyczne. Osiągnięto przez to jakby efekt oczekiwania, to znaczy słuchacz cały czas na coś oczekuje i cokolwiek miałoby to być, raczej nie następuje, bo utwór ciągnie się tak aż do końca. Tym, czego mi tu i uprzednio najbardziej brakuje, to jakiejś dłuższej solówki zagranej na gitarze akustycznej, która stanowiłaby taki smaczek, jak wisienka w torcie. You Are Everything kojarzy mi się trochę z piosenkami granymi przy ognisku, ale jest to jeszcze wolniej zagrane. To taki numer typowo dla kobiet i myślę, że one mogą go pokochać, jak zresztą całą płytę (właśnie sobie przypomniałem, że Dokken miał przecież nie tylko fanów, ale i liczną rzeszę fanek). Podobną balladą jest Venice, tutaj gitarzyści nie ustrzegli się zapożyczeń z muzyki country. Kto wie, czy nie przeczytamy za jakiś czas, że Don robi teraz karierę w Nashville. "Wenecja" mogłaby być dobrą kompozycją, by ją tam wylansować jako przebój. Niepokojąco rozpoczyna się Sarah, jak łatwo się domyślić, jeszcze jedna ballada. Zazwyczaj nie podobają mi się kawałki, w których tytule użyto jakiegoś imienia, ale tym razem numer jakoś do mnie trafia. Może dlatego, że Don nie powtarza tego imienia w kółko jak nawiedzony, nie próbuje zastąpić takim marnym patentem pomysłu na dobry refren. Podoba mi się też brzmienie gitar akustycznych, nawet jeśli same melodie nie są jakieś szczególnie genialne, to długość wybrzmienia wiosełek jest po prostu godna podziwu. Znakomity rezonans. The Tragedy też ma fajny początek, taki trochę na nutę bardzo wolno zagranego flamenco, dalej cały klimat psuje wokal Dona. No cóż, nie popisał się tutaj, nawet jak piosenki nie kaleczy, to brzmi jak wokaliści o kilka klas niżej, jak np. śpiewak z Crash Test Dummies (był kiedyś taki ich mruczany kawałek do znudzenia puszczany na MTV). Na końcu krążka zamieszczone zostało nieco słodkawe i zarazem bardziej radosne od reszty Someday. Nastrój bardziej kołysankowy, do tego pojawiają się nawet króciutkie solówki na gitarach elektrycznych, które też w taki sposób grają. Najważniejsze, że Don powrócił do swej normalnej maniery śpiewania i już nie próbuje kopiować gorszych od siebie.

Płyta króciutka, co ma swoje dobre strony, bo przy tak dużej ilości ballad można by po prostu usnąć. Nie jest to album do codziennego odsłuchiwania, chociaż pewnie kobiety byłyby do tego zdolne. Ja wolę posłuchać go raz na jakiś czas, bo słuchając go klika dni z rzędu popadłbym chyba w jakąś depresję. Tak więc fani dawnego Dokken szukający ostrych gitar i solówek mogą sobie ten krążek podarować, natomiast polecić go mogę z czystym sercem właśnie kobietom i co bardziej wrażliwym mężczyznom.

Oficjalna strona artysty: www.dondokken.com