
Bombay Black - Psycho Magnet
Wydawca: Kivel Records
Rok wydania: 2009
- The Ride
- Best Laid Plans
- Psycho Magnet
- Inflicted
- Knock You Down
- If Only
- S.F.C.R.
- Head Full Of Hate
- Misery
- Break Up Anthem
- What You're Doing To Me
- The Last Time
- The Ride [radio edit bonus track]
Skład: Erik Johnson - śpiew, gitary, instrumenty klawiszowe; Jim Perry - gitary, chórki; Ty Sims - gitara basowa, chórki; Rob McCauley - perkusja, chórki
Produkcja: Beau Hill, Ty Sims i Erik Johnson
Amerykańska formacja Bombay Black pochodzi z Little Rock w stanie Arkansas i w niezmienionym składzie istnieje na rynku muzycznym już od dobrych kilku lat. W 2005 r. pod swe skrzydła przyjęła ich wytwórnia Kivel Records, czego efektem było wydanie debiutanckiego krążka o tytule Mercy. Po nim ukazały się jeszcze dwie pozycje, czyli wydany rok później album Anger Management, na którym gościnnie zagrał Bill Leverty (gitarzysta Firehouse) oraz prezentujący możliwości zespołu na scenie album koncertowy zatytułowany Junk Food, zawierający też kilka niepublikowanych wcześniej ścieżek. Grupa jest bardzo konsekwentna w tym, co robi, tak więc trzecie studyjne wydawnictwo, Psycho Magnet, nie odbiega zbytnio od swych poprzedników. Nadal jest to mieszanka ostrego acz melodyjnego hard rocka ze sporym dodatkiem "nowoczesności".
Recenzenci często porównują muzykę graną przez Bombay Black do twórczości Firehouse, AdrianGale i Heavens Edge, coś w tym jest, chociaż zespół ten gra jakby ostrzej/ciężej od wspomnianych wykonawców, może nawet nieco bardziej (czytaj: "zbyt") nowocześnie. Poprzednie krążki muzycy wyprodukowali samodzielnie, tym razem z pomocą przy produkcji i miksowaniu przyszedł im Beau Hill, którego odwiedzającym nasz serwis przedstawiać raczej nie trzeba. Powiem szczerze, że jakoś większej różnicy w brzmieniu z tego powodu nie słyszę (no, może wszystko brzmi bardziej selektywnie), chociaż sławne nazwisko zapewne chłopakom pomoże w promocji płyty. Pierwszy numer w zestawie, The Ride, zgodnie z niemal obowiązkową w świecie rocka i metalu tradycją otwiera zgrabne intro z trudnymi do sklasyfikowania odgłosami. Zaraz po nich pojawiają się bardzo delikatnie przesterowane gitary i można by pomyśleć, że będzie to ballada, lecz linie wokalne sprytnie łączą ten fragment z wchodzącym później już pełnym przesterowaniem wioseł. Zespół gra dynamicznie, więc z pewnością nikt ze słuchaczy nie uśnie, bardzo podoba mi się tu efekt grania na dwie gitary, gdzie jedna ogrywa akordy na niskich dźwiękach, a druga bierze na siebie wyższe częstotliwości. Wypada wspomnieć nieco o barwie głosu wokalisty, która przypomina mi Wyndorfa z Monster Magnet. W Best Laid Plans muzycy podpadają mi swymi ciągotami ku brzmieniom alternatywnym, wyraźnie słychać tu inspiracje dokonaniami modern rockowych wynurzeń, jakich pełno było na soundtrackach do amerykańskich filmów młodzieżowych w ostatnim dziesięcioleciu. Pozycja zdecydowanie słabsza i mniej pomysłowa od pierwszego kawałka, jako tako ratuje ją całkiem jeden z bardziej melodyjnych riffów. Nowocześnie i z większym naciskiem na rytmikę niż melodykę robi się w tytułowym Psycho Magnet, bliżej temu do cięższego metalu. Jeśli ktoś gustuje w brzmieniach rodem z Black Label Society, z pewnością nie bedzie miał nic przeciwko takiej stylistyce grania, ba, sam nie mam nic przeciwko, przyczepiłbym się za to do punkujących lini wokalnych. Bardzo specyficznym numerem jest kolejne Inflicted, które niby jest utworem hard rockowym, ale trochę w tym hard core'u, czy też rytmiki rodem jak z Rage Against The Machine. Mniej ponuro, za to bardziej nastrojowo robi się w solówce, dalej znów coś w klimatach grunge, na szczęście tego w stylistyce Soundgarden. Knock You Down zaczyna się od obiecującego pląsania basu, dobre wrażenie psuje później wejście wokali przefiltrowanych na wzór industrialny (coś jakby głos przepuścić przez silnie przesterowaną krótkofalówkę) - jakże drażni to moje uszy. Całkiem przyzwoita solówka nie jest już w stanie uratować tego utworu w moim odbiorze. Niezłą balladą jest If Only, jedynym minusem są tu "bożonarodzeniowo" brzmiące talerze, ale jestem to jeszcze w stanie tolerować. Fajnie chodzą gitary, zadbano o odpowiednią do nastroju rytmikę, solóweczka też utrafiła w klimat. Jeden z najlepszych kawałków na krążku. S.F.C.R. ma najwięcej wspólnego z hard rockiem lat '80, jest w tym i sporo sleazu, jest i rock'n'roll. Dobry numer na jakieś prywatki i chyba jeden z najbardziej przebojowych w całym secie. Coś z T. Rex ma w sobie Head Full Of Hate, taki glamujący rock, tyle że z cięzszym brzmieniem. Nie najgorsze, ale też i nie w moim guście. Lepiej już z Misery, gdzie mamy wprawdzie pokręcony riff, ale słychać przynajmniej, że jest to rasowy hard rock. Wokalista też śpiewa nieco inaczej niż uprzednio, sporo dzieje się w partiach gitar, bardziej pomysłowa solówka i to mi się podoba. Chyba najbardziej przemyślana technicznie kompozycja na płycie. W Break Up Anthem niestety znów alternatywny modern rock, z którym grupa flirtowała już gdzieś na początku krążka, ale jest to tym razem na tyle melodyjne, że nawet słuchalne. Jeśli kapela wkręci się do Hollywood, to nie wykluczone, że usłyszymy ten numer na ścieżce dźwiękowej do "American Pie 10" ;). Modern rock, ale z hard rockowym riffem przewodnim to patent na What You're Doing To Me. Momentami ponuro, momentami weselej, zabrakło chyba pomysłu na jakąś ciekawą aranżację linii wokalnej, a szkoda, bo kawałek jest niczego sobie. Na końcu zamieszczono The Last Time z całkiem przyzwoitym początkiem, dalej zespół gubi się jednak muzycznie i idzie w kierunku cienizny w klimatach Offspring, co jest słyszalne zwłaszcza w wokalach i niestety również w żenujących partiach gitar.
Są tu cztery utwory, których lubię czasem posłuchać, ale to zdecydowanie za mało, bym po płytę często sięgał. Odnoszę wrażenie, że grupa chciała z jednej strony być jak najbardziej amerykańska i zadowolić jak największą część jankeskiej publiczności, z drugiej strony nie wiem, czy na pewno grono fanów kapeli aż tak bardzo się poszerzy. Jest tu taki miks odmiennych stylistycznie gatunków, że mało kto album strawi w całości. Jest hard rock, modern rock, alternatywa, modern punk, glam rock, hard core, no by objąć muzycznie całe Stany, to chyba tylko country i popu tu brakuje. Ciężko do twórczości zespołu zapałać jakąś dozgonną miłością, ale posłuchać jej czasem warto.
Oficjalna strona zespołu: www.bombayblackmusic.com