GUITARRIZER
Wygląda na to, że epoka wieków ciemnych melodyjnego rocka chyli się w końcu ku upadkowi. Oto mieliśmy pierwszy rok licząc od roku 1995, kiedy to do odtwarzacza CD mogliśmy włożyć wiele płyt bez narażenie naszych uszu na nieprzyjemne doznania. Do pełni szczęścia trzeba było tylko nie ograniczać się do jednego gatunku, dlatego na mojej liście "beściaków" 1999 znajdzie się hard rock, AOR, progmetal, wirtuozi gitary i nie tylko. Oto zwycięzcy ubiegłorocznych eliminacji:

1. Vinnie Moore - The Maze
Udany powrót Vinmana do grania neoklasycznego, plus nieco klimatów w stylu flamenco. Oczywiście nie zabrakło elementów progresywnych zgodnie z obowiązującą w tym okresie modą. Dużo świetnych melodii, które spodobają się fanom gustującym we wczesnej twórczości Vinniego.

2. Dream Theater - Metropolis Pt. 2: Scenes From A Memory
"Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki", czy jakoś tak... Ekipa Dream Theater spróbowała jednak nawiązać do swojego wiekopomnego dzieła "Images And Words" i stworzyła drugie wiekopomne dzieło. Znam takich, którzy twierdzą, że nawet lepsze, moim zdaniem nie. Nie ma to wszakże znaczenia, cieszmy się, że znakomitej muzy przybyło.

3. Roland Grapow - Kaleidoscope
Jeszcze jeden gitarzysta z solowym krążkiem na mojej liście. Tym razem nie jest to album instrumentalny, a wynurzenie gitarzysty znanego ze swojej działalności w grupie Helloween. Grapow nagrał płytę bardzo zbliżoną do tego, co Yngwie Malmsteen prezentował na "Magnum Opus", nawet część muzyków znana jest z tego, że wcześniej współpracowała z Malmsteenem. Nic odkrywczego, za to porcja dźwięków miła uszom.

4. Robin McAuley - Business As Usual
Solowe dzieło Robina McAuleya, wokalisty najbardziej znanego z występów w grupie MSG, to spore zaskoczenie. Raz, że nagrania są przebojowe, jakby zostały żywcem wyjęte z poprzedniej dekady, dwa, że mają jeszcze krystaliczną produkcję, co w roku 1999 nie jest przecież takie oczywiste. Kapitalna mieszanka rockerów i ballad.

5. Liquid Tension Experiment - Liquid Tension Experiment 2
Oto druga odsłona progmetalowego grania w stylu Dream Theater, ale bez linii wokalnych. By przekonać do siebie wybrednego słuchacza, muzycy sięgają po cały arsenał smaczków aranżacyjnych i skomplikowanych wywijasów. Mnie przekonali szybko i bezboleśnie. Wydawnictwo szybko się nie znudzi.

6. Bonfire - Fuel To The Flames
W końcu chłopaki, a w zasadzie już panowie z Bonfire postanowili dolać paliwa do ognia i zarejestrowali materiał dorównujący poziomem swym klasycznym dziełom. Premierowe utwory epatują melodyką jak dawniej, ale i dojrzałością, teksty też stały się bardziej poważne, co akurat trzeba policzyć na plus. Najlepiej wypada pierwsza połowa albumu, ale druga niewiele mu ustępuje.

7. Yngwie J. Malmsteen - Alchemy
Pewnie wszyscy już zauważyli, a jeśli nie, to zauważą teraz, Yngwie od pewnego czasu wyostrzył brzmienie i zaczął grać ciężej. Nie zmienia to faktu, iż nadal neoklasycznie i nadal na wysokim poziomie. Album z pewnością mroczniejszy od klasyków Szweda i z większą ilością power metalowych galopad.

8. Steelhouse Lane - Slaves Of The New World
Tutaj coś wyczekiwanego przez sympatyków AOR-u zahaczającego o melodyjnego hard rocka lat osiemdziesiątych. Mike Slamer jak zwykle w doskonałej formie kompozytorskiej i technicznej. Płyta wyróżnia się pozytywnie spośród gatunkowo podobnych z tego samego okresu pod każdym względem i robi spory apetyt na więcej.

9. Children Of Bodom - Hatebreeder
Tak, inna bajka niż zazwyczaj. Cóż począć, skoro ten krążek Finów jest pod wieloma względami lepszy od zeszłorocznych dokonań kapel hard rockowych? Kto szuka dobrej gitarowej roboty w połączeniu z brutalną, choć nie pozbawiona melodii muzyką, na pewno "Hatebreedera" polubi, a do wokali... można się przyzwyczaić.

10. Danny Danzi - Somewhere Lost In Time
Udało się Danny'emu uchwycić klimat wczesnych lat '80, kiedy to królowały nagrania Rainbow czy Alcatrazz, przy okazji wyostrzając brzmienie. Jest tu taki jeden numer (otwierający album), którego mógłbym słuchać bez końca. Jego tytuł to "Save Us" - prawdziwa bomba z fajnymi partiami gitar rytmicznych i świetną solówką.
Jeśli komuś mało powyższych, niech sięgnie jeszcze po ostatnie albumy takich wykonawców jak Sinergy, Lynyrd Skynyrd, Von Groove, Ratt, Mercyful Fate, Steve Vai, Amaze Me, Beggars & Thieves, Black Label Society, Bob Catley, Burning Rain, Doctor Butcher, Glenn Hughes, Grave Digger, Great White, Jaded Heart, Jeff Beck, Johnny Lima, Millenium, Narnia, Nevermore, Ten, TNT, Tony MacAlpine, W.A.S.P. i Yes.