Zestawienie najlepszych płyt za rok 1992

GUITARRIZER

Mimo iż da się odczuć, że złote czasy hard rocka i innych melodyjnych odmian muzyki rockowej chylą się pomału ku końcowi, na brak zacnych wydawnictw w tych gatunkach narzekać naprawdę nie można. Wręcz przeciwnie, znakomitych płyt jest od groma, gdy ma się czas i pieniądze, to nic tylko siedzieć przed swoją wieżą i odsłuchiwać kolejne krążki. Podsumowując rok 1992 byłoby co najmniej nietaktem ograniczenie się do raptem 10 płyt, zatem w niniejszym zestawieniu znajdzie się ich dwadzieścia, w kolejności niemal przypadkowej:

Dream Theater - Images And Words

1. Dream Theater - Images And Words

Arcydzieło, które zadowoli wielu. Mieszanka rocka progresywnego z melodyjnym hard rockiem. Mniej więcej ten sam gatunek muzyki, gdzie sytuują się takie płyty jak "Empire" Queensrÿche i "Parallels" Fates Warning. Same hity, zero wypełniaczy. Po tym krążku poprzeczka idzie technicznie i melodycznie kilka metrów wyżej i teraz nie tylko Dream Theater będzie miało pod górkę.

Marty Friedman - Scenes

2. Marty Friedman - Scenes

Ta pozycja może nieco zadziwić jak na tę listę. To bardzo spokojny album, klimatyczny, skłaniający do... medytacji i przenoszący słuchacza gdzieś w okolice Tybetu, jak w tytule jednej z kompozycji. Oczywiście gitarowe wymiatanie też tu znajdziemy, ale nie w takiej ilości jak na debiucie Marty'ego Friedmana. Płyta naprawdę wyjątkowa.

Joe Satriani - The Extremist

3. Joe Satriani - The Extremist

Jeden z najlepszych krążków Satrianiego. Do tego, że potrafi wymiatać i chętnie to czyni, już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Tutaj wszystko brzmi jakby żywiej, czuć, iż za plecami mistrza gra prawdziwy zespół, nawet jeśli robi wszystko pod jego dyktando. Tytułowy numer - majstersztyk, "War" - ponury nastrój, "Summer Song" - masa melodii i świetna zabawa, a to nie jedyne atrakcje tutaj.

Yngwie Malmsteen - Fire And Ice

4. Yngwie Malmsteen - Fire And Ice

Yngwie nagrał całą masę dobrych albumów, ale ten jest pierwszym, o którym mogę powiedzieć, że jest całkowicie spójny bez względu na tempa utworów. Część nagrań brzmi tajemniczo ("Dragonfly", "How Many Miles To Babylon", "Perpetual", "Final Courtain"), część to rasowe hard rockowe numery ("Fire And Ice, "Teaser"), no i trochę power metalowych galopad. Nad wszystkim oczywiście unosi się charakterystyczny duch neoklasyki.

Hardline - Double Eclipse

5. Hardline - Double Eclipse

Hard rockowa uczta dla tych, którzy uwielbiają gitarowe riffy, składne kawałki i nieprzeciętnych wokalistów. Naturalna ewolucja tego, co kryło się pod projektem Brunette, teraz z lepszym gitarzystą (de facto znanym z Journey). Zespół pokazuje, że mimo iż grunge napiera, nadal można grać melodyjnie, wesoło i z pazurem.

Def Leppard - Adrenalize

6. Def Leppard - Adrenalize

Tego krążka nie mogło zabraknąć na liście "beściaków", zwłaszcza że moim zdaniem całościowo jest jeszcze lepszy od znakomitej "Hysterii". Histeria mogła podpadać nawet pod muzykę pop, tutaj może nie ma powrotu do klimatów z "Pyromanii" i "High N' Dry", ale jest zdecydowanie bardziej (hard) rockowo niż u Leppardów A.D. 1987. Najlepszy numer wg mnie to nieco niedocenione "Heaven Is".

Lillian Axe - Poetic Justice

7. Lillian Axe - Poetic Justice

Jedni z moich ulubieńców, czemu dotąd nie zrobili wielkiej kariery, choćby przy okazji poprzedniego wydawnictwa, pozostaje dla mnie zagadką. Mamy tu tak kapitalne rockery jak "Body Double" (zabójczy riff napędowy!) czy "Living In The Grey", nie wspominając o świetnych gitarowych solówkach wzdłuż i wszerz płyty analogowej czy CD, w zależności od wariantu, który się w odtwarzaczu kręci.

Bon Jovi - Keep The Faith

8. Bon Jovi - Keep The Faith

Wokalista obciął włosy i plotki głosiły, że ta płyta nie będzie miała z rockiem nic wspólnego. Ze strachem zatem sięgnąłem po nią i okazało się, że to wszystko bzdury. Owszem, album jest bardziej dojrzały od wcześniejszych, może już nie tak wesoły, ale hej, to tutaj dostaliśmy najcięższy jak do tej pory numer Bon Jovi - "If I Was Your Mother", de facto mój najulubieńszy z dotychczasowej dyskografii chłopaków z New Jersey.

Giant - Time To Burn

9. Giant - Time To Burn

Po kultowym AOR-owym debiucie, ekipa Danna Huffa poszła nieco w stronę hard rocka. Wystarczy posłuchać otwierającego dzieło kawałka "Thunder And Lightning", toż to nie czcze obietnice, prawdziwe gitarowe gromy i błyskawice, moc energii i powalająca na kolana solówka. Reszta zestawu już łagodniejsza, co nie znaczy, że gorsza. Dopracowane kompozycje, pełny profesjonalizm.

Megadeth - Countdown To Extinction

10. Megadeth - Countdown To Extinction

Płytą "Rust In Piece" udowodnili, że technicznie mało kto im może podskoczyć, szczególnie w gatunku thrash metalu. Tym razem chyba zapragnęli pobić "czarną Metallikę" i pod pewnymi względami chyba nawet się im udało. Utwory zrobiły się bardziej przystępne dla typowego słuchacza nieobeznanego z tajnikami gatunku, bardziej melodyjnie nawet kilka nagrań w postaci teledysków dało się zobaczyć za dnia w MTV.

Danzig - Danzig III: How The Gods Kill

11. Danzig - Danzig III: How The Gods Kill

Tak zabijają bogowie! Ekipie Glenna można tylko pogratulować tego, że co album, to lepszy. W promocji tego fajnego krążka z pewnością pomógł ciekawy teledysk do utworu "Dirty Black Summer", czarno białe ujęcia w epoce kolorów mają swój urok. Jak zawsze porcja wyważonego, brudnego hard rocka, pożeniona z wokalami a'la Jim Morrison po prostu sprawdziła się.

Warrant - Dog Eat Dog

12. Warrant - Dog Eat Dog

Kolejna załoga, która wraz z nastaniem nowej dekady postanowiła porzucić swoje wesołe, hair metalowe konotacje i zajęła się graniem cięższym i "poważnym". Co ciekawe, do takiego grania głos Janiego Lane'a też świetnie pasuje. Grupa wypada zadziwiająco dobrze, nawet gdy pogrywa punka.

Wildside - Under The Influence

13. Wildside - Under The Influence

Wildside miało być kolejną kapelą, która miała odnieść murowany sukces na miarę Guns N' Roses (nawet muzycznie podobni), ale coś poszło nie tak. Przede wszystkim chyba wytwórnia nie przyłożyła się należycie do promocji. Tak czy inaczej, materiał jest świetny, nie brak killerów takich jak "Hang On Lucy", "Monkey See Monkey Do", "Heart N' Soul" czy power ballada "So Far Away".

Iron Maiden - Fear Of The Dark

14. Iron Maiden - Fear Of The Dark

Ten album obok "Somewhere In Time" "Powerslave" zaliczam do trójki moich najulubieńszych płyt "Ajronów". Była to miłość od pierwszego usłyszenia, a właściwie zobaczenia teledysku do "Be Quick Or Be Dead", choć to oczywiście nie jedyny przebój w zestawie. Całościowo dużo lepszy set od swego poprzednika.

Firehouse - Hold Your Fire

15. Firehouse - Hold Your Fire

Do grona moich fawryzowanych zespołów trafili szybko dzięki swojemu debiutowi, którego z radością i dumą chętnie słuchałem od deski do deski. Mimo iż na dwójce też nie brakuje hitów, prawie połowa nagrań jest jednak dość przeciętna. Nie zwracając na ten fakt zbytniej uwagi posłuchajcie choćby "Reach For The Sky" czy numeru tytułowego, by album od razu docenić.

Axel Rudi Pell - Eternal Prisoner

16. Axel Rudi Pell - Eternal Prisoner

Choć dwóm pierwszym wydawnictwom tego wyśmienitego niemieckiego gitarzysty w zasadzie niczego szczególnego nie mogłem zarzucić, dopiero "Eternal Prisoner" sprawił, że CD pojawiło się w mojej płytotece. Jeff Scott Soto za mikrofonem robi dobrą robotę, gitary i solówki są świetne, a sekcja rytmiczna daje radę i to wystarczy.

Von Groove - Von Groove

17. Von Groove - Von Groove

Płyta, której chce się słuchać kilka razy z rzędu i która wcale się nie nudzi. Byłem w jeszcze większym szoku, gdy dowiedziałem się, że tak dobry materiał zespół zarejestrował w raptem trzyosobowym składzie. Dużo energii, żywiołowość, przebojowość i przede wszystkim dużo gitar, co przecież tygrysy lubią najbardziej.

FM - Aphrodisiac

18. FM - Aphrodisiac

Kolejna udana mieszanka hard rocka i AOR-u od Brytyjczyków. Album warto nabyć chociażby dla trzech pierwszych kawałków ("All Or Nothing" to jedno z najlepszych nagrań roku 1992 i nie tylko!), choć reszta również ma swoje zalety, zwyczajnie ma pecha, że jest po tych trzech pierwszych ;)

Pretty Maids - Sin-Decade

19. Pretty Maids - Sin-Decade

Może przy pierwszym kontakcie "Sin-Decade" nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak pamiętne "Future World", ale i tak koniec końców uważam to dzieło za jedno z najlepszych w karierze tej duńskiej załogi. Największy killer w tutejszym zestawie to "Nightmare In The Neighbourhood", słuchałem go raz po raz, zanim dałem szansę reszcie numerów.

Great White - Psycho City

20. Great White - Psycho City

Po słabszym, choć ogólnie dobrym "Hooked", zespół Marka Kendalla i Jacka Russella nagrał coś, co można postawić obok takich dzieł jak "Once Bitten" i "Twice Shy". Gdy wszyscy pchali się hurtowo w hair metal lub później w cięższego hard rocka, Great White wciąż obstawiał hard rocka opartego na bluesie, finalnie chyba dobrze na tym wychodząc.

Na tym oczywiście nie koniec. Kto jest wymagający i nie ma dość, powinien sięgnąc jeszcze po płyty takich wykonawców jak W.A.S.P., Damn Yankees, Return, Alice In Chains, Bangalore Choir, Bolt Thrower, Extreme, Fair Warning, Faith No More, Gotthard, Holy Soldier, House Of Lords, Hypocrisy, John Norum, Kiss, Kreator, Jerusalem Slim, Lynch Mob, Manowar, Masquerade, M.ill.ion, Nightfall, Nocturnus, Obituary, Paradise Lost, Robby Valentine, Rockhead, Running Wild, Saints & Sinners, Shadow Gallery, Skew Siskin, Slaughter, Sleez Beez, Southgang, Spinal Tap, Steelheart, Ugly Kid Joe, Tiamat, TNT, Tony MacAlpine, Treat, Triumph, Trixter, Unleashed, Unruly Child, Vader, Victory, Wall Of Silence, Widowmaker i Xentrix.