GUITARRIZER
Dobra passa dla melodyjnych odmian rocka i metalu trwa w najlepsze, czego dowodem niech będzie ogromna ilość doskonałych krążków, jakimi obdarzył nas rok 1990. Na duży wybór narzekać nie można, jak już, to raczej na brak czasu, by je wszystkie przesłuchać. Część z nich wpada w ucho już przy pierwszym kontakcie, inne wymagają kilku odsłuchów, by je należycie docenić, ale to nic nowego. Tym razem prezentuję listę trzydziestu znakomitych albumów (kolejność niezbyt istotna) i kilkunastu niewiele słabszych, po które również warto sięgnąć.

1. Queensrÿche - Empire
Formacja wykorzystała popularność płyty "Operation: Mindcrime" i zarejestrowała dzieło jeszcze lepsze, przy okazji poprawiając brzmienie. Muzykom udało się połączyć hard rocka z rockiem progresywnym i uczynić to strawnym nawet dla słuchaczy spoza kręgów rocka i metalu. Same hity, brak wypełniaczy, niesamowita spójność całości, ciekawe aranżacje.

2. King Diamond - The Eye
Rewelacyjny album drużyny Kinga oparty o (w większości) prawdziwą historię. Nie podoba mi się tu tylko jeden mało istotny i krótki numer "Two Little Girls", tak poza nim mamy tu same przeboje. Ujmują melodie, wspaniałe solówki, powplatane smaczki aranżacyjne, fajne brzmienia syntezatorów, a nawet rozkład utworów. Jedna z moich ulubionych płyt Króla.

3. Don Dokken - Up From The Ashes
Ekipa, jaką skompletował Don do nagrania tego krążka i efekt końcowy powodują opad szczęki. Nagrania mają oczywiście wiele wspólnego z tym, co grało wcześniej Dokken, ale czuć też wpływy występujących tu muzyków Kinga Diamonda, Accept i Europe. Całość można podsumować tytułem pierwszego kawałka "Crash 'N Burn", de facto jednego z najlepszych tutaj i w ogóle wszystkich z roku 1990.

4. Megadeth - Rust In Peace
Jeszcze jeden killer roku 1990. Oto Megadeth nagrało swoją najlepszą płytę, nieziemsko techniczną, z długimi gitarowymi solówkami, łamanymi tempami, energetyczną, melodyjną i zarazem ostrą jak na thrash metal przystało. "Hangar 18", "Take No Prisoners" czy "Rust in Peace... Polaris" to mistrzostwo świata, reszta setu niewiele im ustępuje. Megadeth w szczytowej formie.

5. Winger - In the Heart Of The Young
Drugi długograj Kipa i spółki jest w sumie dość podobny stylistycznie do debiutu, dalej jest to radosny i melodyjny hard rock choć pojawiają się nieliczne elementy progresywne. Jak dla mnie pierwsza liga, dodatkowe plusy za niebanalne riffy, genialne solówki i choćby za wyjątkowy numer "In The Day We'll Never See" (bardzo oryginalny zresztą, na myśl nie przychodzi mi nic podobnego).

6. Judas Priest - Painkiller
Również Judas Priest pokazało ostry pazur i wydało najeżoną sztucznymi flażoletami mocno gitarową płytę. Co tu wyrabia duet Tipton/Downing, to czapki z głów! Królowie heavy metalu, ścisła czołówka. Przy okazji dodam, że wydawnictwo jest bardzo spójne, dobrze się go słucha od początku do końca. Przeważają utwory średnie i szybkie, choć jednym z "naj" obok numeru tytułowego jest tu akurat wolne "A Touch Of Evil".

7. FireHouse - FireHouse
Recenzenci często zarzucali chłopakom z FireHouse, że są wtórni i nie grają niczego nowego. Zapomnieli dodać, że robią to samo co inni, ale jednak na wyższym poziomie i z lepszymi solówkami. Debiut FireHouse to od samego początku jedna z moich ulubionych płyt w gatunku melodyjnego hard rocka. Nie podoba mi się tu tylko ballada "Love Of A Lifetime" - przesłodzona, niestety.

8. Sanctuary - Into The Mirror Black
Progresywny ale zarazem melodyjny thrash metal. Z początku irytowały mnie te długie wstępy i wprowadzenia na początku niemal każdego nagrania, nie da się jednak ukryć, że zaraz za nimi kryły się bardzo szlachetne dźwięki tworzące muzyczne perełki. Podziw budzą umiejętności wokalne Warrela Dane'a i postęp, jaki cała grupa zrobiła od czasu "Refuge Denied".

9. Warrant - Cherry Pie
Jeszcze jedna pozycja z kufra podpisanego "melodyjny hard rock". Długo nie mogłem przekonać się do kawałka tytułowego i często go pomijałem przy odsłuchach, aż w końcu zaskoczył. Reszta zestawu zabija od razu. "Uncle Tom's Cabin" i "Mr. Rainmaker" stały się z marszu moimi ulubionymi kawałkami Warranta. Plotka głosi, że solówki dogrywał w studiu kto inny, ale czy zawsze warto słuchać plotek?

10. Extreme - Pornograffitti
Dla Extreme trzeba by było utworzyć osobną ligę. Mimo iż drażni mnie barwa głosu wokalisty, samym utworom muszę chylić czoła. Nuno Bettencourt to niesamowity gitarowy wymiatacz, trzepie solidne riffy i wygrywa niebanalne solówki. Zespół słynie z łączenia hard rocka z funkiem i jest to jedyna formacja łącząca te gatunki, która trafia w mój gust.

11. Artillery - By Inheritance
Thrash metalowa grupa z Danii zadziwiająca melodyką i energią, jaką wkłada w swoje kompozycje. Brak wypełniaczy, same hiciory, w tym brawurowe wykonanie coveru "Razamanaz" z repertuaru Nazareth. Przy tej płycie nie da się długo usiedzieć na miejscu, energia od razu rozpiera człowieka. Jedno z najlepszych dzieł w tym gatunku, posłuchajcie koniecznie!

12. Steve Vai - Passion & Warfare
Jeśli chodzi o gitarową pirotechnikę i granie rzeczy niemożliwych do zagrania, Steve nie ma sobie równych. Mimo iż pomysły na ten krążek muzyk zbierał ponoć już od 1982 r., zawstydził konkurencję dopiero osiem lat później (prawdę mówiąc, to już to, co pokazał na "Slip Of The Tongue" Whitesnake nieźle zawstydzało gitarzystów). Mieszanina wirtuozerii, hard rocka i eksperymentów na miarę kocich dźwięków, finalnie nadzwyczaj udana.

13. AC/DC - The Razors Edge
Fanem AC/DC jestem raczej umiarkowanym, grupę cenię za upór i własny styl, ale nie jeżdżę po całym świecie na jej koncerty. Niemniej jednak od pierwszego usłyszenia (i zobaczenia, bo teledysk był emitowany jednak dość często) "Thunderstruck" wiedziałem, że ten krążek będzie najlepszą rzeczą od czasu pamiętnego "Back In Black". Jak będą nagrywać same takie płyty, nie będzie mi już przeszkadzać, że brzmią podobnie ;)

14. Annihilator - Never, Neverland
Już debiutanckie "Alice In Hell" powaliło mnie na kolana. Techniczny thrash z wywijasami i ze znakomitymi solówkami nie może być zły. Debiut był dość jednorodny mimo wszystko, na "Never Neverland" Kanadyjczycy zadbali o większą różnorodność i dołożyli jeszcze więcej melodyki, co wyszło nagraniom na plus. Najlepsze numery to "The Fun Palace", "Road To Ruin" i "Stonewall".

15. Victory - Temples Of Gold
Mimo iż w gatunku melodyjnego hard rocka przodują zespoły amerykańskie, tutaj mamy miłą niespodziankę z Niemiec. No, może nie do końca niespodziankę, bo to przecież nie pierwsza ich płyta, za to płyta jak dotąd najlepsza. Świetnie spisuje się za mikrofonem Fernando Garcia, wioślarze wycinają niezłe riffy i solówki, a sekcja rytmiczna brzmi potężnie. Tyle naprawdę wystarczy, by mieć radochę z odsłuchów.

16. Danzig - Danzig II: Lucifuge
Hard rock na miarę Black Sabbath z wokalami w stylu The Doors wypada znakomicie po raz kolejny. Jak tu nie lubić takich kawałków jak "Her Black Wings", "Long Way Back From Hell", "Devil's Plaything" czy "Snakes Of Christ"? Reszta nagrań też ma swój urok, zwłaszcza gdy lubi się wpływy bluesa w tego typu muzyce. Glenn i spółka przebili niezły przecież debiut.

17. Vixen - Rev It Up
Na pierwszym krążku panienek z Vixen cały materiał skomponowali panowie spoza zespołu, ale na dwójce udział pań stał się bardziej proporcjonalny i panowie tylko nieco pomagali. Imponuje silny głos wokalistki Janet Gardner czy gitarowy warsztat Jan Kuehnemud. Czy weźmiemy "How Much Love" czy "Love Is A Killer" czy cokolwiek innego z tej płyty, Vixen nie można już ignorować na muzycznej scenie.

18. Blue Tears - Blue Tears
Gratka dla tych, którzy lubują się w melodyjnym hard rocku zahaczającym o AOR i utrzymanym gdzieś w bliźniaczych klimatach Bon Jovi z czasów "Slippery When Wet", czasem z domieszką Def Leppard. Rok wydania 1990, ale czuć lata '80 pełną gębą. Grupa uzyskała przy okazji bardzo porządne brzmienie nie wydając zdaje się na nie miliona dolarów. Gdyby zaistnieli wcześniej, kariera stałaby dla nich otworem.

19. Ratt - Detonator
Poprzednie dzieło "Reach For The Sky" złe nie było, znalazło się na nim kilka hitów, jednak wszyscy wiemy, że Ratt stać na więcej. Sytuacja poprawiła się znacznie wraz z wydaniem "Detonatora". Wraz z zatrudnieniem speca od czarnej roboty - Desmonda Childa, nagrania nabrały odpowiedniej melodyki przy jednoczesnym zachowaniu stylu Szczurzyska.

20. Heaven's Edge - Heaven's Edge
Jeszcze jedna sprawna technicznie załoga penetrująca rejony melodyjnego hard rocka. Możemy być pewni, że dostaniemy wysokooktanowe utwory pełne energii i polotu, że nie zabraknie cennych w tej muzyce solówek, power ballad i galopad. Jedyny zarzut, to mała przebojowość połowy materiału i niestety wtórność (nie zawsze jest to wadą, tym razem akurat jest).
21. Slayer - Seasons In The Abyss
22. Sleeze Beez - Screwed Blued & Tattooed
23. Jon Bon Jovi - Blaze Of Glory
24. Yngwie J. Malmsteen - Eclipse
25. Cinderella - Heartbreak Station
26. Lynch Mob - Wicked Sensation
27. Baton Rouge - Shake Your Soul
28. Black Sabbath -Tyr
29. Bruce Dickinson - Tattooed Millionaire
30. Billy Idol - Charmed Life
Jak już zapowiadałem we wstępie, dobrych wydawnictw poza wymienionymi jest jeszcze sporo i zachęcam do zapoznania się z nimi. Lista wykonawców, którzy popełnili te dzieła prezentuje się następująco: Damn Yankees, Scorpions, Obituary, Death, Kreator, Roxxi, Steelheart, Valentine, Pretty Maids, Testament, Fate, Sodom, Trouble Tribe, Hericane Alice, Holy Soldier, Alias, Alice In Chains, Anthrax, Axxis, Cry Wolf, Demolition Hammer, Death Angel, Deicide , Dio, Doro, Dream Police, Entombed, Gypsy Rose, House Of Lords, Hurricane, Laos, Lita Ford, Napalm Death, Nocturnus, Pantera, Paul Laine, Poison, Pretty Maids, Riverdogs, Sacred Reich, Saxon, Slaughter, Sons Of Angels, Spread Eagle, Stryper, Talisman, Tankard, Tigertailz, Thunder, Trixter, Vicious Rumors i Y&T.