X-Drive - Get Your Rock On

X-Drive - Get Your Rock On

Wydawca: Frontiers Records
Rok wydania: 2014

  1. Love's A Bitch
  2. Get Your Rock On
  3. Steppin On The Rock
  4. Baby Bye Bye
  5. California
  6. Lay Me Down
  7. Turn The Noize Down
  8. Fly Beyond The Angels
  9. Rattlesnake Eyes
  10. Just Can't Stay
  11. Change Of Heart
  12. Love Breaks The Fool
  13. Lay Me Down [Mellow Mix - japoński bonus]
  14. California [Andy Johns Mix - digital bonus]

Skład: Keith St. John - śpiew; Jeremy Brunner - gitary; James Lomenzo - gitara basowa; Fred Fischer - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Dennis Mackay

Ponad dziewięć lat główny pomysłodawca projektu (a może już zespołu) zbierał materiał na ten debiut, a nagrania i dopieszczanie szczegółów w studiu zabrało kolejny rok. W 2014 r. ukazuje się wreszcie płyta X-Drive zatytułowana Get Your Rock On, może nie jakieś szczególne objawienie wszechczasów, ale z pewnością na tle innych to melodyjne hard rockowe dzieło bardzo pozytywnie się wyróżnia.

Za projektem stoi raczej nieznany dotąd gitarzysta Jeremy Brunner. Muzyk ten pochodzi z Oregonu, ale przebywa na stałe w Los Angeles, gdzie też zresztą zmajstrował tę kapelę. Gra bardzo solidnie, mimo że nie posiada żadnego formalnego gitarowego wykształcenia (pierwotnie grał na pianinie), za to podpatrywał swoich idoli takich jak Eddie Van Halen czy George Lynch, więc inspiracje zdecydowanie słuszne. Do współpracy zaprosił wokalistę Keitha St.Johna (Montrose, Burning Rain, Lynch Mob, z którym znali się trochę z czasów, gdy Jeremy parał się dziennikarstwem, a St. James przyniósł ze sobą gotowy pomysł na nazwę przyszłego kwartetu. Szybko dołączył do nich znający się z Keithem basista James Lomenzo (White Lion, Megadeth, wreszcie perkusista Fred Fischer (Midline, Cure For The Fall), będący z kolei wieloletnim znajomym Brunnera. Na tym doborowe towarzystwo się zresztą nie kończy, produkcję albumu jeszcze przed swoją tragiczną śmiercią w 2013 r. wykonał Andy Johns (współpracował z Led Zeppelin), natomiast za miksowanie i mastering odpowiada Wyn Davis, gość pracujący wcześniej z takimi tuzami jak Black Sabbath, Dio, Whitesnake i Dokken. Przedstawienie grupy może nieco przydługie, ale przynajmniej wiemy, na czym stoimy. Kilka uderzeń w bębny i startuje Love's A Bitch. Od razu da się wyczuć przemożny wpływ Lynch Mob z czasów Wicked Sensation, zwłaszcza numeru tytułowego, ale kto czytał wywiady w Brunnerem, wie, że muzyk wcale się z tym nie kryje. Tak to miało właśnie z założenia brzmieć. Kawałek bardzo przebojowy, łatwo wpadający w ucho, a o to przecież chodzi. Do tego porządne brzmienie i nader przyzwoity warsztat techniczny - fani hard rocka początku lat '90 będą zachwyceni. Jedyna wada jest taka, że te 3 minuty utworu strasznie szybko mijają. Początek do Get Your Rock On jest mocno "defleppardowy", dalej wchodzi bas atakujący słuchacza tak, jak to niegdyś zrobili Lillian Axe w kawałku Body Double. Mnie to raz jeszcze przekonuje (takie słodkie deja vu), zwłaszcza że i solóweczka jest zgrabna. Steppin On The Rock ma w sobie coś z Ozzy'ego Osbourne'a z czasów, gdy grał tam Randy Rhoads, tyle że wokale są już z innej bajki (okolice dwójki Skid Row, ale z kolei nie tak agresywne). Znów strzał w dziesiątkę. Na pozycji czwartej dostajemy cholernie dobrą balladę w postaci Baby Bye Bye. Gdzieś już słyszałem coś podobnego i to chyba nawet w ostatniej dekadzie, ale na chwilę obecną żadnej konkretnej nazwy nie przytoczę. Piosenka brzmi bardzo ciepło i miło dla ucha, więc śmiało można rwać na nią panienki ;). Dalej na liście utworów widnieje California, czyli rzecz w klimatach, jakie w ostatnich latach eksploruje Night Ranger. Do jednej z wersji tego nagrania (tej zmiksowanej przez Andy'ego Johnsa) nakręcono nawet teledysk - można w nim zobaczyć, jak bardzo pan Lomenzo przypomina teraz Zakka Wylde'a sprzed lat kilku(nastu) ;). Sam numer już mnie tak nie bierze, jak wcześniejsze, choć uczciwie trzeba powiedzieć, że zły nie jest. W Lay Me Down słychać inspiracje zespołami, w których grał George Lynch, tyle że wokalista chyba za nimi niespecjalnie przepada, skoro postanowił iść pod prąd i zaśpiewać w innym stylu... ale wypadło to znakomicie i pasuje do reszty. Im więcej odsłuchów, tym większą radochę ten utwór sprawia. Turn The Noize Down to Lynch Mob na całego, ewentualnie z niewielką domieszką Junkyard. Da się wyczuć pozytywną energię, rzecz często brakującą na płytach wydawanych w dzisiejszych czasach. Fly Beyond The Angels, tak, tytuł zdradza, że będzie to ballada. Można spodziewać się sporej dawki gitar akustycznych i klawiszy stylizowanych na pianino Eltona Johna. Kompozycja bardzo zgrabna, uzbrojona w fajną bluesującą solówkę, choć finalnie bardziej rusza mnie jednak poprzednia ballada. Hard rock w amerykańskim wydaniu to następne w zestawie Rattlesnake Eyes. Fajny, wesoło brzmiący riff gitarowy od razu wpada w ucho. Cały numer płynie do przodu z naturalnym luzem, bez spinania się i bez pozerstwa, tak, jak powinno być. Początek Just Can't Stay to riff w stylu Ratt, ale dalej mamy więcej bluesrockowego "bujania" (Steelheart miało kiedyś jeden numer z podobnym bujaniem, tyle że wolniejszy). Wypada to znakomicie, bo z jednej strony jest feeling, ale ostrości też nie brakuje. Można słuchać długo bez oznak znużenia. Jeden z moich ulubieńców z tego krążka. Przy finiszu jeszcze jedna ballada - Change Of Heart. Ta najbardziej przypomina chyba pościelówki Mr. Biga i najbardziej nadaje się do śpiewania przy ognisku. W uszy nie kłuje, większości słuchaczy (nawet tych przypadkowych) pewnie się spodoba, mnie nie urzeka. Za to pozycja dla mnie to zdecydowanie Love Breaks The Fool. Bardzo solidne i dopracowane w każdym detalu połączenie starej Tesli z Dokken - lepsza argumentacja byłaby zbędna. Po prostu bajka. Od razu muzyczna dusza nabiera optymizmu, że jeszcze takie numery powstają. Na różnych wydaniach płyty można znaleźć jeszcze po utworze bonusowym w zależności od wersji. Wydanie cyfrowe posiada ścieżkę California w wersji zmiksowanej przez Andy'ego Johnsa - można ją zobaczyć w formie oficjalnego teledysku na YouTube. Skośnoocy dostali z kolei zmiksowane Lay Me Down. Nie wiem, jak ten miks wypada, mnie całkowicie satysfakcjonuje wersja podstawowa, zamieszczona na albumie.

X-Drive zarejestrowało krążek pełen zgrabnych nagrań, z których kilka nosi znamiona przebojów. Nie ma tu żadnego zapychacza, co najwyżej raptem ze dwie słabsze piosenki i tak trzymające odpowiedni poziom. Jak ktoś szuka czegoś dobrego, a tegorocznego, niech dopisze sobie Get Your Rock On do listy pozycji wartych posłuchania/zakupu. kto lubi Lynch Mob, Wild Horses i zespoły okazyjnie wspomniane w recenzji, niech po płytę sięgnie tym bardziej.

Oficjalna strona zespołu: www.x-drivemusic.com