
Whitecross - Nineteen Eighty Seven
Wydawca: Girder Records
Rok wydania: 2005/2007
- Who Will You Follow
- Enough Is Enough
- He Is The Rock
- Lookin' For A Reason
- No Way I'm Goin' Down
- Seein' Is Believin'
- All I Need
- Nagasake [instrumental]
- Signs Of The End
- Love On The Line
- Re:Animate [instrumental - New Rex Carroll Guitar Solo]
- Enough Is Enough [studio outtake] [bonus track w edycji Girder]
- No Way I'm Goin' Down [studio outtake] [bonus track w edycji Girder]
- Love On The Line [studio outtake] [bonus track w edycji Girder]
- Scott's Ramble [studio outtake] [bonus track w edycji Girder]
Skład: Scott Wenzel - śpiew; Rex Carroll - gitary, gitara basowa; Michael Feighan - perkusja
Gościnnie: Antonio Acevedo - gitara basowa w [1,2,3,11], chórki; Dave Parker - chórki
Produkcja: Rex Carroll
Do różnego rodzaju reedycji starych płyt chyba wszyscy już się przyzwyczaili. Zazwyczaj są to wydania remasterowane wzbogacone o kilka bonusowych nagrań i mogłoby się wydawać, że Nighteen Eighty Seven chrześcijańskich metalowców z Whitecross będzie właśnie taką reedycją, a jednak... Muzycy postanowili po prawie 20 latach od wydania swego debiutu wejść do studia i zarejestrować go ponownie. Efekt powala na kolana!
Whitecross powstało w 1984 r. w Waukegan (stan Illinois, USA) i specjalizuje się w tzw. christian metalu. Debiutancki krążek o takim samym tytule jak nazwa zespołu wydany został w 1987 r., a w kolejnych latach grupa zmieniając po drodze skład wydała jeszcze kilka albumów. Najistotniejszym jednak momentem była reaktywacja zespołu w 2000 r., gdyż w składzie pojawiły się wreszcie oba filary załogi: niezwykle utalentowany gitarzysta Rex Carroll i wokalista Scott Wenzel. W 2005 r. obaj panowie wpadli na rewelacyjny pomysł. Ponieważ ich debiutancka płyta zawierała dobry materiał, ale ze względu na ograniczony budżet posiadała słabe brzmienie, postanowili zremasterować podstawowe ścieżki, większość zagrać od nowa i zaopatrzyć w nowe solówki. W ten sposób na Nighteen Eighty Seven znalazła się większość utworów z debiutu poza You're Mine; do tego dodano Love On The Line pochodzące z EP-ki o tym samym tytule, nigdy wcześniej nie wydane na CD oraz nowe instrumentalne nagranie o tytule Re:Animate, czyli pokaz umiejętności gitarowych Carrolla (2000 egzemplarzy pierwszego wydania posiada jeszcze 4 utwory bonusowe). Jak już wspomniałem, efekt tego zabiegu jest piorunujący, otrzymujemy bowiem płytę w zasadzie doskonałą. Od razu powiem, że jest to rzecz obowiązkowa dla fanów Ratt, Strypera, Dokken i Fifth Angel. Brzmi zachęcająco? Po odpaleniu krążka przywita słuchacza znakomite Who Will You Follow z bardzo charakterystycznym riffem w stylu Ratt. Linie wokalne też są prowadzone tak, by kojarzyły się nieodparcie z ekipą Pearcy'ego, a Rex dwoi się i troi, by jego solówki w niczym nie ustępowały tym od Warrena De Martiniego i George'a Lyncha z Dokken. Różnica pojawia się natomiast w tekstach - tutaj są one do bólu chrześcijańskie, więc należy nastawić się na dużą dawkę Jezusa (mam ten luksus, że nigdy nie wsłuchuję się w teksty, bowiem gdy byłem jeszcze młody, nie znałem angielskiego; teraz znam, ale na słowa z przyzwyczajenia nie zwracam uwagi). Enough Is Enough różni się nieco w klimacie, przede wszystkim jest nieco wolniejsze i mimo podobieństw do Ratt pojawiają się też pewne nawiązania do Van Halena. Zwrotki wypadają wprawdzie dość przeciętnie, za to znacznie lepiej jest w refrenach, bo i gitarowo Rex potrafi rozłożyć na łopatki większość dzisiejszych wioślarzy. Stylistycznie jego solówki przypominają te od Viviana Campbella z czasów jego najwyższej formy. Jednym z moich tutejszych faworytów jest utrzymane w marszowym rytmie He Is The Rock. Cóż to jest za kawałek! Strukturalnie najbliżej mu do klasyków Dokken, wokalnie do Ratt, a w solówkach znów Vivian jak żywy. Ten numer to prawdziwa potęga i mógłbym go słuchać "na okręta", jednak trzeba iść dalej. Lookin' For A Reason to rewelacyjna kompozycja łącząca w sobie style Strypera i Fifth Angel (plus oczywiście znakomite, może nawet lepsze od oryginału rattowe wokale). Oprócz wspaniałych partii gitar, których jest tu naprawdę dużo, warto zwrócić uwagę na dobrą pracę sekcji rytmicznej. Podobne rzeczy mógłbym powiedzieć o kolejnym numerze No Way I'm Goin' Down. Trochę innego rodzaju riffy napędowe, bardziej rytmiczne, ale zestaw inspiracji muzycznych bez wątpienia ten sam, co u poprzednika. Im głośniej się tego nagrania słucha, tym większe robi wrażenie zachęcając do przesłuchania rattowego, płynącego do przodu Seein' Is Believin'. Jest to miła dla ucha kompozycja, która momentalnie spodoba się wszystkim fanom załogi Stephena Pearcy'ego. Prawdziwym diamentem jest tu niesamowicie melodyjna i zarazem techniczna solówka, znów jakby wyjęta spod palców Viviana Campbella ze szczyptą Malmsteena. Uwielbiam takie solówki! All I Need rozpoczyna się i kręci jak jakiś zagubiony hit z repertuaru Dokken. W refrenach to aż odruchowo chciałoby się zaśpiewać "It's not love that left you standin'" ;). Nie ma się co dziwić, wszak w drugiej połowie lat '80 ekipa Dona święciła swe największe tryumfy, co musiało się jakoś chocby pośrednio odbić na Whitecross. Już od kilku pierwszych nut instrumentalnego Nagasake wiadomo będzie, że wśród ulubionych mistrzów Rexa znajduje się Eddie Van Halen i bardzo dobrze, uczenie się od najlepszych to praktyka godna pochwały. Jak nie trudno się domyślić, mamy tu coś na ksztalt pamiętnego Eruption. Potem następuje nieco bardziej heavy metalowe Signs Of The End, którego riff główny przywodzi mi na myśl słynne Two Minutes To Midnight z repertuaru Iron Maiden, ale bliźniacze motywy są dość częste i u innych załóg metalowych. W środku od czasu do czasu pojawi się jakaś zagrywka vanhalenowska... Jeszcze jeden dobry numer z fajnymi solówkami, dobrze pasujący do reszty. Zapożyczone ze wspomnianej EP-ki Love On The Line różni się od reszty utworów głównie znacznie wolniejszym tempem (co dodaje mu zresztą mroku), no i słabszym brzmieniem, zwłaszcza bębnów. Wynika to prawdopodobnie z tego, że trzeba było go odzyskać z kasety lub starego winylu. Na finiszu mamy instrumentalne popisy Carrolla w postaci Re:Animate, choć tym razem z towarzyszeniem sekcji rytmicznej. Nagranie ze względu na swój charakter przypomina bardziej albumy wydawane niegdyś przez wytwórnię Shrapnel Records i jak tak go sobie słucham, dochodzę do wniosku, że Rex mógłby spokojnie wydać dla niej płytę solową. Sprawności technicznej i talentu do układania melodii z pewnością mu nie brakuje.
Oryginalne wydanie Nighteen Eighty Seven z 2005 r. zostało całkowicie wyprzedane i wytwórnia Girder Records postanowiła kilka lat później wydać jego reedycję, co świadczy o tym, jakiego kalibru jest to krążek. Płyta absolutnie genialna, mimo iż bez krztyny oryginalności. Wszystko słyszało się już wprawdzie gdzieś u Ratt, Dokken, Strypera czy Fifth Angel, ale to deja vu jest niesamowicie miłe dla ucha. Album wart każdych pieniędzy.
Brak oficjalnej strony zespołu