White Widdow - White Widdow

White Widdow - White Widdow

Wydawca: AOR Heaven
Rok wydania: 2010

  1. Shoukai (Intro)
  2. Tokyo Rain
  3. Broken Hearts Won't Last Forever
  4. We've Got The Wings
  5. Cross To Bare
  6. Don't Fail Me Now
  7. Spirit Of Fire
  8. Shadows Of Love
  9. One More Day
  10. Change Of Passion
  11. Fire & Ice

Skład: Jules Millis - śpiew; Enzo Almanzi - gitary; Trent Wilson - bas; Xavier Millis - instrumenty klawiszowe; Jim Naish - perkusja

Produkcja: White Widdow

Istnieje pewna grupa zespołów, która otwarcie przyznaje się, że jej celem jest przywrócenie na salony melodyjnego rocka lat '80 ubiegłego wieku w takiej postaci, w jakiej figurował on wtedy na antenie MTV i królował w radiowym eterze. Do tego grona dołącza australijska formacja White Widdow, która w 2010 r. wydaje swój debiutancki, eponimicznie zatytułowany album, kierowany głównie do fanów AOR-u.

Ekipa reklamuje się jako mieszanka Icon, White Sister, Dokken, Roxus, Aviator, Survivor, Giuffrii i wczesnego Bon Jovi, nie trudno się więc domyślić, że dostaniemy porcję solidnego, melodyjnego grania spod znaku AOR i hard rocka. Trzej muzycy - Jules Millis, Trent Wilson i Enzo Almanzi, uformowali grupę w Melbourne w 2008 r., po wstępnych sesjach szybko uzupełniając skład o klawiszowca (de facto, brata Julesa) oraz perkusistę. Efektem współpracy było trzyutworowe EP dostępne do pobrania gratis tylko w formie cyfrowej. Pełny debiut o tytule White Widdow ukazuje się roku kolejnego nakładem wytwórni AOR Heaven, która byle czego nie wydaje, a oliwy do ognia dolewa fakt, iż miksowaniem i masteringiem zajął się Martin Kronlund (Overland, Bangalore Choir, Hammerfall, Joe Lynn Turner). Płytę otwiera nadzwyczaj zgrabne intro opatrzone tytułem Shoukai - coś jakby grzmot i opady intensywnego, acz delikatnego deszczu i zaraz po nich, a właściwie jeszcze na ich tle pojawia się subtelne, gitarowe solo. Uwielbiam takie klimaty. Dalej rusza z kopyta Tokyo Rain i można byłoby się spodziewać po otwarciu jakiegoś hard rockowego kawałka, lecz panowie zaraz prezentują nam mocną domieszkę AOR-u. Styl gry Australijczyków przypomina mi tu trochę Brytyjskie Double Cross, ale więcej uwagi zwraca u mnie genialna solówka. Jest technicznie zagrana, dokładnie tak jak lubię, plasuje się gdzieś stylistycznie pomiędzy Eddiem Van Halenem a Crissem Olivą z Savatage, momentami zahaczając o Fifth Angel. Tematyka piosenki wydaje się być ukłonem w stronę kraju, gdzie album najlepiej się sprzeda, czyli Japonii. Drugi właściwy numer z krążka, Broken Hearts Won't Last Forever fatalnie się zaczyna, ale kto przetrwa początek, usłyszy całkiem niezłą mieszaninę wczesnych Bon Jovi, Danger Danger i Honeymoon Suite. Wszystko osadzone w klimatach lat '80 i nie wiedząc, że to nowość, można pomyśleć, iż to jakiś remaster materiału z tamtej epoki. Praca gitar i sekcji rytmicznej, linie wokalne, aranżacje klawiszy, dosłownie wszystko jest tu "eightisowe". Nic dziwnego, że nie zaskoczy już słuchacza bliski muzyce pop kawałek o tytule We've Got The Wings. Jest to ponoć cover jednego w wczesnych nagrań Roxus z czasów, gdy część członków tej ekipy nagrywała jeszcze demówki pod nazwą De Arrow. Oryginału nie znam, więc nie mam jak porównać. Z pewnością rzecz bardzo melodyjna i łatwo wpadająca w ucho, w dodatku ze zgrabną solóweczką - powinna trafić w gusta sympatyków pamiętnego debiutu Aviatora. Podobać powinien się też Cross To Bare, kawałek o klawiszowym wstępie przypominającym mi niektóre utwory z gatunku dance (choćby Dr. Alban miewał podobne zagrywki). Dalej oczywiście już bardziej typowy AOR uzbrojony w wokale, jakie tylko w melodyjnych odmianach muzyki rockowej mogą być obecne. Ponadto oczywiście zgrabne solówki, ale to przecież na tej płycie żadna nowość. Don't Fail Me Now wydaje mi się słabsze, ale może dlatego iż jest nieco rozwleczone, zdecydowanie wolniejsze. No cóż, AOR ma swoje standardy i najwidoczniej White Widdow będzie się ich kurczowo trzymać (ale i jakieś nawiązania do Van Halena z czasów z Hagarem za mikrofonem też tu można odnaleźć). Fanów gatunku z pewnością to nie odstraszy. Z kolei Spirit Of Fire ma sporo z klimatów soundtracków do filmów z lat '80. Brzmi trochę jak ze ścieżki do "Top Gun", ale i da się wysłyszeć jakieś podobieństwa do wzmiankowanych już Honeymoon Suite i Bon Jovi. Był taki okres w moim życiu, kiedy uwielbiałem takie granie. Zresztą daleko od niego nie odbiega Shadows Of Love, też jakby żywcem wyjęte z lat '80. Doskonała ścieżka, którą można przytaczać jako dowód na to, iż nawet w dzisiejszych czasach można grać tak jak w złotej erze hair metalu. Wystarczy tylko chcieć i porządnie się przyłożyć. Fakt, że się takie rzeczy już słyszało setki razy, wcale do kolejnych odsłuchów nie zniechęca. Nieco bardziej dynamicznie jest w One More Day i tutaj raz jeszcze aż chce się wymienić wspomniana już nazwę - Honeymoon Suite. Solówka całkiem przyzwoita, chociaż chętniej widziałbym tutaj również coś na wzór Derry'ego Grehana. Przedostatnie w zestawie Change Of Passion nieodparcie musi kojarzyć się w wczesnym Bon Jovi, już choćby za sprawą trzymających specyficzną rytmikę klawiszy. Gdyby tak podmienić wokale, można by ludziom wstawiać, że to jakiś niepublikowany dotąd archiwalny numer znanej ekipy z New Jersey. Dodam jeszcze, że owo kopiowanie sław z lat '80 coś dziwnie łatwo muzykom z Melbourne wychodzi (co prawda, szybki rzut oka na zdjęcie kapeli i widać, że raczej z nastolatkami do czynienia nie mamy). Album zamyka kompozycja utrzymana w klimatach White Sister, mianowicie Fire & Ice. Na brak ultra-słodkich klawiszy narzekać tu nie można, z kolei wokalnie jakieś zapożyczenia z Aviatora. Krążek, trzeba przyznać, bardzo wyrównany, co sprawia, że ma się ochotę do niego wracać.

Po Australijczykach spodziewałem się kolejnego klona AC/DC, ale jak sam zespół mówi, powielanie tej legendy zostawia on Airbourne. Tutaj mamy szlachetny i pełnowartościowy AOR, album pełen chwytliwych melodii, z dużą ilością klawiszy i udanych, dobrze dopasowanych solówek. Gdybym miał układać listę Top 10 z samych krążków AOR-owych z 2010 r., to White Widdow z pewnością znalazłoby się blisko szczytu.

Oficjalna strona zespołu: www.whitewiddow.com.au