TXS - Transmission X

TXS - Transmission X

Wydawca: Escape Music / Phantom Sound & Vision
Rok wydania: 2009

  1. Who Will You Run To
  2. Chameleon Man
  3. Time To Say Goodbye
  4. Breathe You Out
  5. Unbelievable
  6. Kicking Leafs
  7. Rat Trap
  8. Turn Back Time
  9. Bad
  10. Stay

Skład: Kenneth E. Kristiansen - gitara, chórki; Dag Aspen Brekke - śpiew; Terje Smedfold - gitara, instrumenty klawiszowe, chórki; Kjell Reierstad - gitara basowa, chórki

Produkcja: Kenneth E. Kristiansen

TXS jest młodą, norweską grupą, która powstała na gruzach formacji Hush, gdzie wcześniej grało trzech członków z obecnej ekipy (Dag, Terje i Kenneth). Na Transmission X muzycy debiutują ze stylistyką zbliżoną do swoich wcześniejszych dokonań. Mamy tu więc tzw. Scandi AOR, łączony z melodic rockiem i silnymi wpływami modern rocka.

Od razu powiem, by nie owijać w bawełnę, że na co dzień nie słucham takich rzeczy i sięgam po nie tylko wtedy, gdy przypadkowo wpadną mi w ręce. Zespół sam siebie przedstawia jako naśladowców Led Zeppelin, Pink Floyd i Foo Fighters, ale jakoś z tego zestawu niestety wpływy tylko tego ostatniego da się w muzyce Norwegów wychwycić. W rzeczywistości prędzej doszukamy się zapożyczeń od macierzystego Hush, Stage Dolls, późniejszych płyt Harem Scarem, Def Leppard z czasów albumu X i bardziej modern rockowego oblicza Bon Jovi. Tak chociażby brzmi Who Will You Run To, który jako pierwszy zostaje rzucony lwom na pożarcie. Jest to właśnie coś pomiędzy modern rockiem a AOR-em, jakie to granie prezentowała ekipa Jona gdzieś na krążkach Crush czy Bounce. Nawet głos wokalisty wydaje się kroczyć ścieżkami wytyczonymi przez pana Bongioviego. W sumie da się tego słuchać, choć tych wysokich zaśpiewów z refrenu po prostu nie trawię. Kilka pierwszych nut z Chameleon Man jest bardzo obiecujących, niestety zwrotka już zupełnie przeciętna, a w refrenach irytuje naprzemienne odgrywanie akordów kostką w górę i w dół (typowa maniera wioślarzy poruszających się w alternatywie, punku i modern rocku, czyli zaprzeczenie dobrej muzy na całego). Paradoksalnie, najlepiej wypada tu przedrefren, gdzie pojawiają się porządne, hard rockowe riffy, które ratują całe nagranie. Time To Say Goodbye przenosi słuchacza w klimaty westcoastowo-popowe. Jak dla mnie jest to granie zbyt łagodne, ale jak ktoś lubi delikatne, niemal nostalgiczne pozycje kojarzące się z porannym wschodem słońca, to być może jest to coś dla niego. Coś przyzwoitego trafia się wraz z Breathe You Out, gdyż tutaj grupa zapuszcza się w okolice europejskiego AOR-u. Jakieś podobieństwa do takich kapel jak Hardreams, Faithfull czy Silence dają się wychwycić. Może nie jest to żadna rewelacja na skalę światową, ale sama kompozycja jest cholernie składna i poza brakiem oryginalności nie ma się tu do czego przyczepić. W zestawie znalazł się też jeden cover - wybór padł na Unbelievable z repertuaru Def Leppard. Oryginał mnie na kolana nie rzucił i przeróbka też jakoś nie jest w stanie mnie oczarować. Ot, ballada, gdzieś spomiędzy country a muzyki pop. Balladowe jest też Kicking Leafs, bardzo spokojne nagranie, gdzie najlepiej wypadają chyba klawiszowe podkłady. Irytuje mnie trochę sposób śpiewania przez gardłowego w zwrotce z powodu pewnych podobieństw do Crash Test Dummies z ich najbardziej znanego kawałka, ale reszta utworu jest niczego sobie. Dość interesujące jest oparte głównie na partiach gitar akustycznych i pianistycznych klawiszach Rat Trap. Pewnym mankamentem numeru są wprawdzie jego linie wokalne, lecz myślę, że sprytnie prowadzone ścieżki country-bluesowych gitar (brzmiące trochę na southernrockową nutę) są w stanie kompozycję wybronić. Jeszcze jedna ballada na płycie w postaci Turn Back Time. Bardzo łagodna, subtelna; zwykłem nazywać takowe "atmosferycznymi". Słucha się tego i czuje wokół powietrze - myśli pomału zamarzają i opadają na ziemię jak płatki śniegu ;). No i wielki plus za lekko bluesującą solówkę, w której faktycznie można wyczuć wpływy gilmourowskiego Pink Floyd. W Bad muzycy postanowili podlać hard rocka funkowymi rytmami i wyszło to nieźle, choć czynnikiem ciągnącym nagranie w dół są partie wokalne. Niby momentami głos Daga próbuje podchodzić pod stylistykę śpiewania Kipa Wingera, tyle że nie pasuje to zbytnio do ogólnego konceptu owej ścieżki. Album kończy zupełnie niezła ballada o tytule Stay, mogąca kojarzyć się z pościelówkami Bon Jovi z czasów, kiedy ekipa Jona jeszcze komponowała bardzo przyzwoite numery. Mam na myśli ten okres ich kariery, kiedy ukazało się These Days (np. This Ain't A Love Song) i gdy oglądający MTV raczeni byli superballadą Always. Dzieło TXS dużo tym nagraniom nie ustępuje.

Odnoszę wrażenie, że Norwedzy chcieli do jednej sieci złowić kilka gatunków słuchaczy. Pierwsza część płyty nosi znamiona "nowoczesnych" hitów i kierowana jest prawdopodobnie do fanów modern rocka i współczesnego melodic rocka, natomiast za połową grupa podchodzi do sprawy ambitniej i przedstawia bardziej zróżnicowany repertuar. Mnie odpowiada część druga, ale każdy sam wybierze, co mu bardziej podchodzi.

Oficjalna strona zespołu: www.txs.nu
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/txsnorway