Tony MacAlpine - Premonition

Tony MacAlpine - Premonition

Wydawca: Shrapnel Records
Rok wydania: 1994

  1. Opus 28 #18
  2. The Violin Song
  3. Ghost Of Versailles
  4. Tower Of London
  5. Rusalka
  6. Rondeau Partita #2
  7. Gila Monster
  8. The Czar
  9. Maestro Di Cappella
  10. Inflection
  11. Opus 28 #3
  12. Animation
  13. Winter In Osaka

Skład: Tony MacAlpine - gitary, instrumenty klawiszowe, fortepian; Tony Franklin - gitara basowa; Deen Castronovo - perkusja; Jens Johansson - instrumenty klawiszowe [2, 10]

Produkcja: Tony MacAlpine

Przyjąłem sobie za punkt honoru recenzowanie co jakiś czas płyty instrumentalnej, najlepiej gitarowej. Tym razem mój wybór padł na mało znanego w Polsce (w kręgach powszechnych oczywiście, bo gitarzyści z pewnością go znają) czarnoskórego wirtuoza gitary Tony'ego MacAlpine'a. Nie tylko gitary zresztą, gdyż Tony posiada klasyczne wykształcenie muzyczne, uczył się grać na skrzypcach i znakomicie gra na wszelkich instrumentach klawiszowych. Jego grę można podziwiać przesłuchując liczne pozycje z dyskografii solowej, jak również wydawnictwa innych zespołów i wykonawców, na których MacAlpine się udzielał, chociażby Project X, Vinniego Moore'a, CAB, czy od pewnego czasu Steve'a Vaia.

Styl gry MacAlpine'a zawiera w sobie mieszankę dość różnorodną i zależną od konkretnej płyty. Jest więc w nim i sporo grania neoklasycznego, coś jakby pod Malmsteena, chociaż Tony gra zupełnie odmiennie od Yngwiego, z innym feelingiem i artykulacją, bliżej mu zdecydowanie do Vinniego Moore'a. Jest sporo naleciałości z grania progresywnego, z fusion i jazzu, co chyba najważniejsze dla czytelników naszego serwisu - nie brak solidnej porcji rockowych dźwięków. Płyta Premonition jest moją ulubiona pozycją w dyskografii MacAlpine'a, może dlatego, że usłyszałem ją jako pierwszą, choć bardziej dlatego, że znajduje się na niej najwięcej kompozycji miłych moim uszom i bliskich moim preferencjom muzycznym. W moim mniemaniu przewyższa ona inny genialny album - Maximum Security, a także na jej korzyść przemawia ponadto fakt, że ukazała się w 1994 r., czyli w czasach, kiedy ukazywało się mało godnych uwagi wydawnictw. Na wstępie Tony jawi się nam jako utalentowany pianista i wita nas Opus 28 #18, utworem pochodzącym z repertuaru Fryderyka Chopina. Chopina zawsze omijałem jakoś z daleka, jego twórczość była dla mnie zawsze dość ciężko strawna, wolałem poza tym muzykę barokową i jej podobną. Cóż zatem mogę powiedzieć o tej kompozycji... Przede wszystkim słychać, że Tony w swojej grze przykłada bardzo dużą wagę do artykulacji. Jest tu wiele dynamicznych akcentów, pewne dźwięki grane są zdecydowanie głośniej, są momenty szybsze i wolniejsze, jednak z przewagą tych pierwszych. Nie jestem pianistą, ale domyślam się, ze są to partie bardzo trudne do zagrania - dla MacAlpine'a nie stanowi to żadnego problemu, po prostu wirtuoz i perfekcjonista najwyższej klasy. The Violin Song to już stylistyka typowo rockowa, znana z tego, co Tony prezentował na Maximum Security i Freedom To Fly, kawałek spokojnie mógłby się tam znaleźć. Słychać podobieństwa do gry Vinniego, ale też łatwo wychwycić różnice w stylach gry obu gitarzystów. MacAlpine zazwyczaj celuje w utwory z odrobiną melancholii, z bardziej rozbudowanymi tematami, jego kompozycje nie zawsze trzymają się schematu refren-zwrotka, podczas gdy Moore wydaje się grać bardziej radośnie i być jeszcze bliższym neoklasyce, gdzie bądź co bądź przywiązanie do pewnych schematów jest znacznie silniejsze. Po tym ilustracyjnym kawałku następuje Ghost Of Versailles, coś cięższego i granego z hard rockowym zacięciem. To przypomina mi z kolei dokonania innego wymiatacza z obozu wytwórni Shrapnel Records, gitarzysty Grega Howe'a, który grywał podobnie. Mógłby to tez być bardzo dobry utwór na standardowy skład rockowy, gdyby tylko dodać do niego ścieżki wokalne. Dzieje się tu bardzo wiele, ale to nic nowego na takich wydawnictwach, kto lubi tego typu granie, z pewnością się już do tego przyzwyczaił, że każda kompozycję można by pociąć i zrobić z niej kilka innych. Jeden z moich ulubionych numerów z tego krążka i zarazem z całej dyskografii MacAlpine'a. No i kolejna bomba w postaci Tower Of London. Następuje przyspieszenie tempa, Tony serwuje nam garść arpeggiów, flażoletów, do tego dochodzi jeszcze skoczność zaczerpnięta jakby z muzyki folkowej, po raz kolejny gitarzysta pokazuje swoją klasę. Wiele tu momentów podobnych stylistycznie do gry Jasona Beckera i chyba własnie ten kawałek kierowany jest do tego samego kręgu słuchaczy. Prawdziwa uczta dla zmysłów. Znów bardziej ilustracyjnie w kompozycji o swojsko brzmiącym tytule Rusalka. Jest wolniej, bardziej rozwlekle, słychać że Tony ustąpił pola pozostałym muzykom grającym na krążku i dzięki temu bardziej słyszalni robią się basista Tony Franklin i perkusista Deen Castronovo. Dodam, że tutejsze melodie wydają sie bardzo znajome, numer bardzo przypomina któryś z kawałków z Maximum Security. Odpoczynek od gitar i przesteru i powrót za fortepian, czyli Rondeau Partita #2, czyli coś z repertuaru Bacha. W przeciwieństwie do pierwszej pozycji z zestawu mniej jest tutaj muzycznego niepokoju i chaosu, więcej muzyki "salonowej", wszystko zagrane w sposób radosny, nieco w stylu menuetów. Doskonały przerywnik i chwila oddechu przed Gila Monster , numerze niemal power metalowym, tyle że wciąż instrumentalnym. Zebrało się Tony'emu na galopady połączone z szybkimi pasażami na klasyczną nutę skrzypcową, coś na nutę Paganiniego czy Telemanna. Żartobliwy początek The Czar, a potem głęboki ukłon w stronę muzyki fusion, choć nadal wszystko oparte na rockowych podstawach. Niektóre fragmenty przywodzą na myśl podobne zagrywki, jakie popełnił na swych krążkach Blues Saraceno, brzmi to wspaniale i u jednego i drugiego gitarzysty. Gdzieś w środku natkniemy się na różne eksperymenty, na szczęście udane, widać, że chodziło o dobrą zabawę. To również jeden z moich faworytów z tego wydawnictwa. Zaraz po nim znakomity Maestro Di Capella, jeszcze jeden hard rockowy utwór, bardzo melodyjny dla odmiany i zarazem typowy dla MacAlpine'a. Wydaje się być zagrany szczególnie czysto, brzmienie jest bardziej wyraziste, jego wartość podnosi dodatkowo ciekawa praca sekcji rytmicznej w środku numeru. Za takie kompozycje też uwielbiam Tony'ego. Jak można zaskoczyć słuchacza? MacAlpine zrobił to w ten sposób, że po melodyjnej piosence umieścił mniej melodyjną w postaci Inflection. Jest tu jazzowo, właściwie jazz rockowo, całość to w sumie fusion i aż dziw mnie bierze, że w tym kawałku gościnnie partie klawiszowe odegrał Jens Johansson, znany przecież z ogrywania znacznie bardziej melodyjnego repertuaru. Stylistycznie gra Tony'ego zbliża się tutaj do pewnej mieszanki Franka Gambale'a i Stevea Vaia, przy okazji widać, jak bardzo elastycznym kompozytorem i gitarzystą jest MacAlpine. Opus 28 #3, czyżby ponownie Chopin? A jakże. Mniej niespokojnie jak pod pozycja pierwsza, ale i zarazem już nie tak słodko jak pod szóstką, a do tego bardzo króciutko. Klimaty trochę jak z "Jeziora Łabędziego", wcale bym się nie zdziwił, gdyby je wykorzystano jako podkład pod jakieś widowisko baletowe. Pod koniec płyty pojawia się Animation, utwór klon do The Violin Song, coś jakby male deja vu. Chyba Tony'emu zaczęło brakować pomysłów, ale to w sumie nie jest tutaj wadą, bo obie kompozycje są bardzo dobre, chociaż gdyby zabrakło tej drugiej, album nie zostałby szczególnie okaleczony. Krążek zamyka wyśmienita kompozycja Winter In Osaka, znów powroty w klimaty hard rockowe. Doskonale zaaranżowane partie gitar w podkładach i riffach napędowych, a do tego tradycyjnie powalające solówki, czyli przepis MacAlpine'a na instrumentalny przebój, wykorzystany zarówno przed jak i po tym wydawnictwie.

Płyta nadzwyczaj spójna, pomimo różnorakich wątków i niezwykle udana. Jedna z perełek w mojej kolekcji albumów instrumentalnych. Wprawdzie nie leży wszędzie na półkach sklepów muzycznych, ale chyba też nie jest aż taka nieosiągalna, warto więc chyba zadać sobie nieco trudu i poszukać jej na aukcjach internetowych lub sprowadzić ją na zamówienie z katalogu (w szanujących się sklepach to nie problem). Krążek przypadnie do gustu fanów Guitar Oriented Rocka, więc jak jesteś miłośnikiem Vaia, Satrianiego, Malmsteena, Moore'a, Beckera czy Friedmana, to jest to coś dla Ciebie. Myślę, że płyta powinna spodobać się także fanom grania progresywnego w stylu starego Dream Theater i Fates Warning. Polecam.

Oficjalna strona artysty: www.tonymacalpine.com