The Poodles - Performocracy

The Poodles - Performocracy

Wydawca: Frontiers Records
Rok wydania: 2011

  1. I Want It All
  2. Until Our Kingdom Falls
  3. Father To A Son
  4. I Believe In You
  5. Cuts Like A Knife
  6. As Time Is Passing
  7. Love Is All
  8. Your Time Is Now
  9. Action!
  10. Bring Back The Night
  11. Vampire's Call
  12. Into The Quiet Night
  13. Don't Tell Me [bonus track]
  14. Cuts Like A Knife (video)

Skład: Jakob Samuel - śpiew; Henrik Bergqvist - gitary; Pontus Egberg - gitara basowa; Christian Lundqvist - perkusja

Produkcja: Mats Valentin

The Poodles pojawili się na rynku muzycznym w 2005 r. i trzeba przyznać, że silnie się na nim trzymają. Skład kapeli okrzepł, płyty Szwedów ukazują się regularnie - poza jedną koncertówką muzycy mają już na koncie cztery albumy studyjne, z czego jak dotąd najnowszy zatytułowany Performocracy pochodzi z 2011 r. Tytuł bardzo adekwatny do wydawnictwa, ale o tym za chwilę.

Performocracy - słowo-kombinacja złożone z "performance" i "democracy", co razem ma oznaczać "rządy wydajności". Tytuł ambitny, ale zarazem dobrze pasujący do sytuacji, w jakiej grupa się aktualnie znajduje. Odnoszę wrażenie, że kolejne krążki The Poodles robią się coraz lepsze, z płyty na płytę znacznie poprawia się brzmienie (obecnie odpowiadają za nie producent Mats Valentin i odpowiedzialny za miksowanie materiału Tobias Lindell, wcześniej współpracujący z Mustasch i Europe), a i okładki wydają się być coraz milsze dla oka - niby mało istotny szczegół, ale też liczący się na plus ... Jakiś czas temu zespół zawitał pod skrzydła wytwórni Frontiers Records, która rozrasta się, zyskuje szacunek w branży, ale przede wszystkim skupia pod swoją banderą coraz większą rzeszę wykonawców z gatunku AOR-u i melodyjnego hard rocka. No, jak by nie było, The Poodles stacjonuje teraz w tej samej stajni co Whitesnake, Winger, Mr. Big i Uriah Heep - czyż to nie powód do dumy?. Ale zajmijmy się muzyką. Stylistycznie Performocracy jest rozwinięciem tego, co mieliśmy na The Clash Of The Elements. Można rzec, że kompozycje robią się mroczniejsze i zarazem bardziej rozbudowane, dopracowane aranżacyjnie. Ot, choćby pierwsze w zestawie I Want It All ze swoim wstępem objawia pewne ambicje progresywne. Dalej jednak ścieżka rozwija się w bardzo melodyjną piosenkę, zagraną ze smakiem i ułożoną z rozmachem, na jaki w dzisiejszych czasach tylko Gotthard by się poważył. Nie przepadałem jak dotąd za Pudlami, ale tym numerem Szwedzi zdobyli sobie moje uznanie, bo mogę go słuchać bez końca. Inaczej, acz nie mniej zacnie jest w Until Our Kingdom Falls. Tutaj trochę skopano pod względem wokalnym zwrotki i refreny, za to w rekompensacie natrafiamy na inne smaczki. Przede wszystkim nie zabrakło jakże lubianej przez mnie gitarowej pirotechniki, zarówno w solówkach jak i riffach. Brawo Panowie, oby tak dalej. Jakiś czas temu wzrostem formy technicznej zaskoczyło mnie Wig Wam, teraz w ich ślady idą The Poodles. Co do Father To A Son, czyli trzeciej pozycji z zestawu, mam mieszane odczucia, choć przeważają te pozytywne. Więcej tu cięższego hard rocka, wciąż jednak bez zaniedbań w liniach melodycznych, przynajmniej jeśli chodzi o gitary, które grają tu wzorcowo. Kawałek ciągną w dół nieco niemrawe moim zdaniem linie wokalne (w zwrotkach, bo refreny ujdą). Nieco "bzyczące" brzmienie gitar z początku I Believe In You trochę mnie zniesmaczyło, na szczęście dalej mamy znakomitą kompozycję, z tym że trzeba się z nią oswoić. Nie jest to rzecz łatwo wpadająca w ucho od razu, za to z każdym kolejnym odsłuchem potrafi oczarować. Pewne partie utworu brzmią ciężko, inne z kolei lekko, ale wszystko gustownie łączy się w całość. Mam tu jakieś dziwne skojarzenia z harnellowskim Starbreakerem... Singlowe i obrazowane teledyskiem Cuts Like A Knife większości słuchaczy powinno spodobać się od pierwszego kontaktu z piosenką. Z pewnością Szwedzi przyłożyli się do melodyki, ale i uprościli nagranie w strukturach, chyba ze względów komercyjnych, by właśnie pozyskać jak największe grono słuchaczy. Tak sobie słucham tej piosenki i stwierdzam, że idealnie nadawałaby się na jakąś Eurowizję i to z dużą szansą na zawojowanie publiczności. Hair metalowe wydawnictwo nie mogłoby się obyć bez ckliwej pościelówki. Tutaj mamy balladę o tytule As Time Is Passing, która powinna z miejsca podbić serca płci pięknej. Ja jestem innej płci, więc idę do kawałka kolejnego ;). Love Is All wyróżnia się z całego zestawu swoim klimatem. Ja tu słyszę jakąś mieszankę wpływów U2 i INXS, jest coś przestrzennego, są charakterystyczne zagrywki gitar. Nie słucham takich rzeczy na co dzień, ale muszę przyznać, że mi się to podoba. I tak bez żadnej wpadki dochodzimy do Your Time Is Now, ale spokojnie, tego numeru też Szwedzi nie muszą się wstydzić. Z jednej strony jakoś się on szczególnie nie wyróżnia - ani pirotechniką (no, może poza odjechaną solówką), ani melodyką, ani jakimiś szczególnymi smaczkami, a mimo tego znakomicie się go słucha. Wydaje mi się, że The Poodles osiągnęło pewien poziom, który pozwala im po prostu na komponowanie zgrabnych kawałków. Zresztą sam zespół w wywiadach twierdził, że zebrał zwyczajnie do kupy całe swe dotychczasowe doświadczenie. Dojrzałem tytuł Action! i byłem niemal pewien, że za chwilę usłyszę cover słynnego przeboju Sweet, lecz nic z tego. To autorska kompozycja The Poodles. Piosenka całkiem przyzwoita i miła dla ucha, chociaż jak na mój gust to trochę zabrakło jej wyrazu. Tak sobie pomyślałem, że po wolnym nagraniu dla odpowiedniego balansu kolejny kawałek powinien być bardziej dynamiczny i owszem, jest. Bring Back The Night jakby nieco bardziej skoczne, wciąż trzymające poziom, jednak nie za bardzo trafiają do mnie zwrotki. Z refrenami jest już lepiej, bo są bardziej przebojowe. Solówka też porządna, ale mogłaby być z kolei dłuższa. Vampire's Call uzbrojone jest w świetne intro pasujące doskonale do tytułu, potem mamy trochę dźwięków, po których spodziewać można się jakiegoś nu-metalu - na szczęście takowy nie następuje, choć nie uniknięto wokali na styl industrialny. Chwalebnie, że też na krótko, bo finalnie dostajemy kompozycję wzorowaną trochę na Pink Cream 69. Cóż mogę powiedzieć o Into The Quiet Night? Ano, że jest to jeszcze jedna ścieżka, do której przyczepić się w żaden sposób nie można. Mało tego, urozmaicają ją różne smaczki aranżacyjne, co dodaje jej tylko walorów artystycznych. Płytę kończy bonusowy kawałek o tytule Don't Tell Me. Powiedzmy, że nie jest on najwyższych lotów, do nadzwyczaj udanego albumu niczego istotnego już nie wnosi, ale i nie jest w stanie zaniżyć jego ogólnej oceny. Jest melodyjny i o to chodzi. Mnie się podoba okolica solówki, gdzie całą aranżację zrobiono nieco tajemniczo, jak w niektórych kompozycjach Rainbow.

Najnowszy album The Poodles jest w zasadzie pozbawiony jakichkolwiek zgrzytów. Zadbano o różnorodność, mamy i nastrojowe utwory, i pozycje bardziej dynamiczne ze shredderskimi wręcz popisami gitarzysty, ale przede wszystkim brak tu typowych zapychaczy. Jedne kawałki są lepsze, inne nieco słabsze, ale wszystkie trzymają wysoki poziom. Moim zdaniem najlepsza jak dotąd pozycja w dyskografii Szwedów. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.poodles.se