Terry Brock - Diamond Blue

Terry Brock - Diamond Blue

Wydawca: Frontiers Records / King Japan / Zoom
Rok wydania: 2010

  1. Diamond Blue
  2. It's You
  3. Jessie's Gone
  4. No More Mr. Nice Guy
  5. The Rain
  6. Broken
  7. Face In The Crowd
  8. Why
  9. Too Young
  10. Soldier Falls
  11. Face The Night

Skład: Terry Brock - śpiew, gitara; Mike Slamer - gitara, gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Andy Bigan - perkusja

Produkcja: Mike Slamer

Diamenty znowu w modzie, chciałoby się rzec. W zeszłym roku z krążkiem Diamond Dealer udanie zaatakował Steve Overland, teraz o tych szlachetnych kamieniach opowiadał będzie na swym drugim solowym albumie Terry Brock. Nie tylko podobne tytuły łączą oba wydawnictwa, obie płyty mają też zbliżoną zawartość, czyli coś między delikatnym, melodyjnym hard rockiem a AOR-em.

W zasadzie Terry'ego Brocka fanom gatunku specjalnie przedstawiać nie trzeba, w końcu niemal każdy siedzący w tej muzyce zna jego nazwisko choćby jako gardłowego w AOR-owym, pochodzącym ze Szkocji zespole Strangeways, choć zaczynał od chórków w Kansas i grania ze Stevem Morsem. Kto śledził poczynania wokalisty w późniejszym okresie, wie też, że współpracował z producentem Neilem Kernonem, dzięki czemu mógł śpiewać chórki dla Aviator, Heaven's Edge, Valentine, Britny Fox i Michaela Boltona. Jako pełnoprawny wokalista udzielał się w The Sign i Seventh Key, a obecnie zastąpił Danna Huffa w reaktywowanej grupie Giant i zdążył już z nią nagrać płytę. Co ciekawsze, zapowiedziano też reaktywację Strangeways. Zajmijmy się póki co aktualnym materiałem Brocka, gdzie zbratał się on raz jeszcze z Mike'iem Slamerem, nie mniej znanym gitarzystą, kompozytorem i producentem w jednym, z którym współpracował już przy okazji slamerowskiej solowej płyty Nowhere Land, jak i w samym Seventh Key. Pierwsze w secie, tytułowe Diamond Blue jest całkiem przyzwoite, choć to jeszcze nie szczyt możliwości duetu Slamer/Brock. Dość dobry AOR, z racji charakterystycznych gitar momentami przypominający niektóre dokonania Def Leppard, że nie wspomnę macierzystych formacji Terry'ego. Mnie najbardziej podoba się tu taki króciutki fragmencik, gdzie mamy podobne linie melodyczne do Perfect Strangers Purpli. It's You też powinno zadowolić fanów wokalisty. Niby granie delikatne, ale nie pozbawione mocniejszych akcentów. Trochę pospolite jak na ten jakże wyeksploatowany gatunek muzyczny, wciąż jednak cieszące ucho. Prawdziwą bombę mamy jednak dopiero na pozycji trzeciej. Jessie's Gone jest właśnie takim utworem, jakiego od Brocka bym oczekiwał. Ewidentne nawiązania do twórczości Strangeways, zresztą nieprzypadkowe, bo numer ten Terry skomponował do spółki z Ianem Stewartem, gitarzystą i zarazem kolegą z tej szkockiej kapeli. Charakterystyczny jest klimat nagrania, no i wokale dokładnie takie, z jakich Brock jest znany i lubiany. Już nie tak porządne, choć ostre kolejne No More Mr. Nice Guy, na kolana nie rzuca, może to jednak po prostu syndrom kompleksu wobec swego genialnego poprzednika. Szczerze mówiąc, to miałem cichą nadzieję na cover znakomitej ścieżki Alice Coopera, niestety, jest to jednak autorska kompozycja Brocka i Slamera. Coś dla fanów bardziej hard rockowego wcielenia tego kompozytorskiego duetu. Zmiana nastroju i wchodzi The Rain, radiowa, AOR-owa ballada. Słychać, że Terry zahaczył o współpracę z Michaelem Boltonem. Trochę nie moje klimaty, ale kobietom z pewnością się spodoba. Dalej mamy Broken, z jednej strony jakieś echa po Black Sabbath i Deep Purple, z drugiej naśladownictwo Foreignera. Dość osobliwa mieszanka stylistyczna, ale o dziwo sprawdza się doskonale. Im więcej przesłuchań za mną, tym bardziej mi się to podoba. Face In The Crowd, znów AOR, aczkolwiek tym razem coś w klimatach w końcu nie aż tak dawno temu wydanych nagrań Silence i Balance. Gdzieś tam w tle przewija się kilka motywów z innych gatunków, ale nie potrafię wskazać niczego konkretnego (Pink Floyd? U2?). Na następnej pozycji Why, ścieżka jakaś taka bezpłciowa, bez jakiegoś wyraźnego charakteru. Owszem, poprawnie zagrana i zaaranżowana, ale nie wybijająca się ponad sztampę. Gdyby leciała w radiu jako podkład pod inne czynności, uszu by nie kłuła. Chyba się już do niej nie przekonam. Lepiej wypada bardziej dynamiczne Too Young. Trochę dokkenowych rytmów, choć może mamy tu mniej drapieżne granie, coś zarazem bliższego dokonaniom Billy'ego Idola. Podoba mi się gitarowe solo Slamera - niby jakiegoś niebotycznego wymiatania tu nie ma, a jednak gitarzysta przemycił kilka fajnych patentów. Soldier Falls jest dla tych, którym jeszcze mało ballad, czyli powiedzmy, że dla płci pięknej ;). Ilustracyjne podkłady, delikatnie śpiewający Brock i bluesujacy w gitarowych partiach Slamer. Ostatni utwór w zestawie to też ballada - Face The Night. Podkłady oparte głównie na klawiszach, a gitary akustyczne bardzo dyskretnie wplecione w tło i tylko momentami lepiej słyszalne. W sumie całkiem niezła pościelówka, choć muszę być w specyficznym nastroju, by mieć na coś takiego ochotę.

Do najlepszych krążków AOR-owych, nawet tych gdzie Terry już śpiewał, sporo brakuje, ale... Mimo wszystko jest to bardzo dobra płyta, która fanom gatunku z pewnością się spodoba. Rzecz polecana sympatykom Strangeways, Foreigner i Silence. Ja wolę coś takiego, niż kolejne klony Journey. Warto posłuchać samemu i ocenić.

Brak oficjalnej strony artysty