
Tango Down - Damage Control
Wydawca: Kivel Records
Rok wydania: 2009
- Empty Hole
- Can't Wait
- All Fall Down
- I'm Done Loving You
- Change
- Step By Step
- Radio
- The Light
- Waiting For You
- I Wanna...
- Intoxicated
Skład: Alex Barbieri - śpiew, gitara akustyczna; Scott "Rif" Miller - gitary; Keith "Diesel" Sinott - gitara basowa; Keith "Bam Bam" Michaels - perkusja
Produkcja: Ty Sims
W 2005 r. amerykańska ekipa Tango Down wydała swój debiutancki krążek dla wytwórni Kivel Records. Od tamtej pory nastąpiła dość poważna zmiana w składzie zespołu, odeszli wokalista Phil Naro i basista Chris Konys, zastąpili ich odpowiednio Alex Barbieri i Keith Sinott. Roszady personalne wyszły moim zdaniem grupie na dobre, materiał na drugim albumie, Damage Control (2009 r.), jest dużo dojrzalszy i bardziej dopieszczony pod każdym względem.
Przede wszystkim na wyższym poziomie stoi produkcja, za którą odpowiedzialny jest Ty Sims - basista formacji Bombay Black. Sims urasta do miana amerykańskiego odpowiednika Dennisa Warda, niemieckiego basowego z Pink Cream 69, niemalże etatowego producenta wytwórni Frontiers Records. Tym, czym Ward jest dla Frontiers, tym Sims jest dla Kivel Records - zajmował się produkcją dla swojej macierzystej kapeli, ponadto maczał palce w nagraniach takich grup jak Talon, Rockarma, czy FarCry. Również pod względem gitarowym płyta powinna zadowolić nawet najbardziej wybrednych fanów melodyjnego hard rocka. Za partie gitar odpowiada z kolei lider zespołu, Scott "Rif" MIller, wioślarz znany z AdrianGale (aka Crunch). Poziom techniczny wręcz wzorcowy, słychać, że Scott musiał się zasłuchiwać dokonaniami George'a Lyncha w Dokken i Lynch Mob, bo jego styl gry jest mocno przesiąknięty dokonaniami tego muzyka. O ile Take 1, debiut Tango Down przypominał mi wczesnego Trixtera i był trochę nieopierzony, o tyle Damage Control wydaje się sięgać inspiracjami do klasycznego Van Halena, Tesli, Whitesnake (z czasów aparencji z Sykesem na gitarze), do AdrianGale (a jakże by inaczej), Ratt, wspomnianego wcześniej Lynch Mob, no i nieco do Firehouse. Już same te nazwy powinny być dla albumu i kapeli wystarczająco dobrą rekomendacją. Na "dzień dobry" cieszy ucho pierwsze w zestawie Empty Hole, mocno najeżone gitarami i bez jakiegokolwiek śladu klawiszy. Grupa gra ostro, nie pozbawia jednak swojej muzyki melodii. Solidne riffy (ksywka Millera do czegoś przecież zobowiązuje) i "lynchowska" solówka powinny przypaść do gustu miłośnikom stylu George'a. Can't Wait to kolejny kawałek, jaki może uchodzić tu za przebój. Znów słychać zapożyczenia ze stylu wielu kapel i w zasadzie każdy może wysłyszeć tutaj co innego. Jak dla mnie, to jest tu trochę z Lillian Axe, Danger Danger, Firehouse i Bombay Black. Numer z rytmem podbitym ponad tempo średnie, wciąż jednak nie za szybki i przy tym bardzo melodyjny. Fani hair metalu, przesłuchanie tego nagrania to Wasza praca domowa! Grupa nie spuszcza z tonu i bezkompromisowo serwuje następny hit - All Fall Down. Pewnym wabikiem jest tutaj "pompująca" sekcja rytmiczna, która w połączeniu z charakterystycznym "drivem" gitar sprawia, że kompozycja od razu wpada w ucho. Niestety mam pewne zastrzeżenia co do refrenu - w porównaniu z resztą numeru jest po prostu słabszy i wypadałoby nad jego aranżacjami lepiej popracować. Wraz z I'm Done Loving You energia nie znika i aż człowiek zaczyna się zastanawiać, skąd Scott bierze tyle dobrych pomysłów na kawałki i jakim cudem po tylu latach grania się mu one nie kończą. Ścieżka oczywiście jest znakomita i zresztą wybrano ją na singla promującego cały krążek. Idę o zakład, że najprawdopodobniej gdyby płyta wyszła jakieś dwadzieścia kilka lat temu, sprzedałaby się w milionowym nakładzie. W zestawieniu z poprzednikami Change różni się znacznie, zupełnie jakby to grała inna kapela. Nagranie jest spokojniejsze, także linie wokalne prowadzone są w inny sposób. Piosenka jest mniej ostra, niby bardziej słodka i gdyby to wszystko zagrano na gitarach akustycznych, pewnie byłaby z tego doskonała ballada. Step By Step powraca w klimaty "vanhalenowskiej" Panamy, z tym że wokale aranżowane są już na wzór hair metalowych grup z lat '80, a kawałek jest łagodniejszy od tego, co poczynał Eddie. Dla odmiany partie gitar i perkusji w Radio są bardzo proste, niemalże punkowe, przy czym zespół zatroszczył się, by nie zabrakło w tym wszystkim melodii. Troskę tę wprawdzie doceniam, jednak utwór do mnie nie trafia. No cóż, coś z repertuaru musiało mi nie podejść i akurat trafiło na ten numer. Jakoś nieszczególnie też przekonuje mnie do siebie akustyczna ballada The Light. W tej dziedzinie lata '80 i początek '90 wciąż pozostają niepokonane, stworzono wtedy długą listę poruszających pościelówek, które potrafią zrobić wrażenie nawet na największych twardzielach, ale The Light raczej do tej listy nie dołączy. Waiting For You jest jak spotkanie Van Halen, Firehouse i White Lion. Łatwo odnajdziemy tu elementy kilku niezapomnianych przebojów owych grup, cóż, wioślarz odrobił lekcje i znajomości patentów z lat osiemdziesiątych odmówić mu nie można. Do samego nagrania jakichś szczególnych zastrzeżeń nie mam, linie wokalne mogłyby jednak być lepsze. Zaciekawiła mnie ta "cenzura" w tytule I Wanna...!, toteż uważnie wsłuchiwałem się w słowa, by zobaczyć, co też z tego tytułu wycięto. Rozczarowałem się, nie wycięto niczego nieprzyzwoitego, ot wokalista śpiewa, że chce być ze swoją sympatią tej nocy i spędzić z nią trochę czasu. Muzycznie numer taki sobie, nie ma tu niczego, co powaliłoby mnie na kolana, ale też niczego, co by mnie jakoś szczególnie zrażało. Na zamknięciu krążka umieszczono balladę - Intoxicated, tym razem również nie ujmująca mnie w żaden sposób. Może kobieca część publiczności podejdzie do niej bardziej życzliwie.
Na 11 kompozycji tylko cztery są słabsze, więc to chyba całkiem niezły wynik. Dużo ciekawych riffów na krążku, wiele chwytliwych melodii, do tego jeszcze wspaniałe, nie budzące zastrzeżeń techniczne solówki - zdecydowanie powodów, by sięgnąć po to wydawnictwo, jest sporo. Grupa poczyniła spory postęp, a przy tym zaskoczyła fanów hair metalu w podobny sposób, w jaki w 2008 r. zrobiła to kanadyjska Rockarma. Fani Lynch Mob, Firehouse, Bombay Black, White Lion, Van Halen, Tesli i AdrianGale, to jest krążek dla Was.
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/tangodown