
Sword - Metalized
Wydawca: Aquarius Records / Combat Records / Krescendo
Rok wydania: 1986
- F.T.W.
- Children Of Heaven
- Stoned Again
- Dare To Spit
- Outta Control
- End Of The Night
- Runaway
- Where To Hide
- Stuck In Rock
- Evil Spell
Skład: Rick Hughes - śpiew, instrumenty klawiszowe; Mike Plant - gitara, instrumenty klawiszowe; Mike Larock - gitara basowa; Dan Hughes - perkusja
Produkcja: Pierre Paradis i Sword
Szczyt popularności muzyki zwanej heavy metalem przypadał niewątpliwie na lata '80 ubiegłego wieku. Pojawiły się wtedy niezliczone zespoły, z których jedne zdobyły rozgłos, inne nie. Do tych drugich należy kanadyjska formacja Sword i choć teraz mało kto o niej pamięta, to zdecydowanie grupie należała się sława i miejsce w pierwszej lidze w swoim gatunku.
Ekipa została uformowana na początku lat '80 w Saint Bruno, na przedmieściach Montrealu, kiedy to bracia Rick Hughes (śpiew) i Dan Hughes (perkusja) postanowili grać heavy metal. Po dokooptowaniu reszty składu zespołowi udało się podpisać w 1984 r. komercyjny kontrakt z wytwórnią Aquarius Records, czego owocem było wydanie dwa lata później debiutanckiego krążka o tytule Metalized. Trzeba przyznać, że muzycy zdołali wtedy odnieść pewne sukcesy, nazwa ich grupy stała się rozpoznawalna dzięki koncertom u boku Motörhead i Alice Coopera, ponadto Sword zostało wybrane do otwierania występów Metalliki podczas jej trasy promującej album Master Of Puppets. Drugi krążek Kanadyjczyków zatytułowany Sweet Dreams ukazał się w 1988 r., ale nie był już tak dobry jak debiut i wkrótce potem formacja się rozpadła. Rick próbował potem sił z zespołem Saints & Sinners, a nawet w 2006 r. wydał płytę solową. Skoncentrujmy się na debiucie. Album to zaiste niezwykły, pokazujący niebanalne możliwości wokalne Ricka, reszta instrumentów gra poprawnie, ale i z pasją, czuć po prostu, że muzyka Sword ma w sobie to coś. Płyta startuje utworem F.T.W. ("Follow The Weel"), do którego nakręcono nawet teledysk. Jest to szlachetny i czysty jak łza heavy metal. Wokalista dysponuje ciekawą barwą głosu i umiejętnie aranżuje swoje partie, zwłaszcza w zwrotkach, które są bardziej dynamiczne od refrenu. Znakomicie pasuje to do podkładów tworzonych przez resztę zespołu. Niby granie oparte na prostych patentach, a podczas odsłuchu czuje się ciary idące po plecach. Moim zdaniem jest to najlepszy kawałek, jaki kiedykolwiek grupa nagrała. Po nim wcale nie dużo gorsze Children Of Heaven, gdzie można odnaleźć pewne podobieństwa do gry Pretty Maids. I znów, kiedy trzeba Rick potrafi wysoko zapiszczeć nie kalecząc przy tym kompozycji. Jak na ówczesne i dzisiejsze standardy niby nic nadzwyczajnego, ale wtedy kapela grała bardzo technicznie i można by ją spokojnie postawić koło takich tuzów jak Judas Priest czy Iron Maiden (zresztą w swoim stylu Sword często przemyca pewne patenty charakterystyczne dla tych kapel - praca gitar wzięta od Judasów, a tempa ze skłonnościami do galopowania od Ironów). Odmienne rejony penetruje Stoned Again, tutaj już jest bardziej hard rockowo, choć heavy metal do końca nie zanika. Trochę podobieństw do zespołów, które łączyły umiejętnie te dwa gatunki, że wymienię choćby Banshee. Poza tym wspomniane wcześniej Pretty Maids też pewnie nie powstydziłoby się tego nagrania. Początek Dare To Spit może zaskakiwać ortodoksyjnego słuchacza serią riffów opartych na flażoletach, które to bardziej kojarzyłyby się z muzyką industrialną. Dalej to już typowy, klasyczny heavy metal z cholernie dobrym jak wcześniej wokalistą, chociaż patenty z początku pojawią się jeszcze w środku. Ostrzej i zarazem szybciej robi się w Outta Control, gdzie muzycy flirtują z thrash metalem (gitarowo nieco jak we wczesnym Anthrax) i punkiem (taką tu mamy rytmikę). Podobne rzeczy niewiele później będzie robiło Vicious Rumors, inna ekipa balansująca między heavy a thrashem, którą bardzo lubię. Przy okazji End Of The Night mimo wpadających w ucho chórków grupa obniża nieco loty, chociaż nadal samo granie jest porządne i mogące spodobać się fanom choćby Iron Maiden. Teraz może się to wydawać banalne, ale w czasach wydania krążka tego typu muzyka wciąż jeszcze się upowszechniała. Co się tyczy kawałka Runaway, to inspiracje chłopaków są natychmiastowo wychwytywalne i wprawne ucho od razu skojarzy tutaj twórczość Ironów, choć nie tylko oni tak grali. Tym, co odróżnia jednak kompozycję Sword od ich brytyjskich kolegów po fachu, jest unikalny głos wokalisty, przez co całość brzmi inaczej, ale też cudownie. Tutaj Rick prezentuje coś pomiędzy wokalistami Whitesnake a Vicious Rumors. Słabszą pozycją w zestawie wydaje się być Where To Hide i gdyby nie wokale i solówki, to byłaby to rzecz bardzo przeciętna. Ot, jakieś echa po słynnym Paranoidzie, czyli jednostajnie wybijane szesnastki z bardziej rozciągniętymi końcówkami taktów. No nic, dalej po nim mamy jeszcze Stuck In Rock, które trochę szpeci wstępne "one, two, three, four". Wokalista przechodzi tu pewną metamorfozę i śpiewa z manierą bliższą hard rockowi lat '80. Szczerze mówiąc, wyszło mu to nadzwyczaj dobrze; jak słychać i w takim materiale grupa się sprawdza. Zestaw zamyka nieco mroczne Evil Spell, gdzie jakimś magicznym sposobem zespół zmiksował ze sobą muzykę Dio, Venom i Judas Priest, co wyszło rewelacyjnie. Numer jest tak dobry, że aż się chce zapuścić płytę po raz kolejny, co też zresztą często czynię.
Podobno Sword sprzedało oba albumy w łącznej liczbie około 180 tysięcy egzemplarzy. Trochę mało jak na kapelę, którą osobiście stawiam w gronie moich ulubionych wykonawców z gatunku "klasycznie czysty heavy metal". Płyta niedoceniona, ale wspaniała i gdybym miał układać listę "the best of heavy metal", znalazłaby się na niej w pierwszej dziesiątce. Polecam.
Brak oficjalnej strony zespołu