
Steel Panther - Feel The Steel
Wydawca: Island Records / Universal Republic Records / Zoom
Rok wydania: 2009
- Death To All But Metal
- Asian Hooker
- Community Property
- Eyes Of A Panther
- Fat Girl (Thar She Blows)
- Eatin' Ain't Cheatin
- Party All Day (Fuck All Night) (feat. Justin Hawkins)
- Turn Out The Lights (feat. M. Shadows)
- Stripper Girl
- The Shocker
- Girl From Oklahoma
- Hell's On Fire
Skład: Michael Starr (Ralph Saenz) - śpiew, chórki; Satchel (Russ Parrish) - gitara prowadząca, gitara rytmiczna, gitara akustyczna, chórki; Lexxi Foxxx (Travis Haley) - gitara basowa, chórki; Stix Zadinia (Darren Leader) - perkusja, chórki
Gościnnie: Justin Hawkins - śpiew w [7]; M. Shadows - śpiew w [8]; Allison Robertson - gitara prowadząca w [7]; Scott Ian - gitara rytmiczna w [2]; Corey Taylor - chórki w [1,2,4]; Matt Nelson - chórki w [4,5,6,10]; Brett Anderson - chórki w [4]; Joe Lester - chórki w [3,5,6,10]; Rene Ruston - kobiecy głos w [6]; Michael Lord - orkiestracja w [3]
Produkcja: Jay Ruston
To nie może być standardowa recenzja, bo i zespół jest niesztampowy. Steel Panther robią wokół siebie kultową otoczkę poprzez żarty, kłamstwa, sfingowane wywiady, fałszowanie własnej historii i kto wie co jeszcze. Jeśli ktoś to wszystko bierze na poważnie, to już przegrał na starcie. Chłopakom z tej sleazowo-glamowej formacji poczucia humoru odmówić nie można, tak samo jak należy wręcz podejść do ich twórczości z odpowiednim dystansem.
Tak więc mamy dwie historie powstania grupy, jedną całkowicie lub w znacznej części wyssaną z palca, którą przedstawia nam samo Steel Panther (uparcie twierdzi np. że w 1983 r. grało swoja pierwszą dużą trasę koncertową), drugą realną, którą z kolei ciężko jest zrekonstruować. Zatem muzycy twierdzą, że ich grupa powstała na początku lat osiemdziesiątych XX wieku i że rzekomo na Sunset Strip była prekursorem gatunku muzycznego zwanego hair metalem. Ponoć nie tylko hair metal wynalazła, ale też zapoczątkowała specyficzną modę wśród przedstawicieli tego gatunku - obcisłe spodnie ze spandeksu, bandany i inne opaski, damski makijaż. A potem ponoć inne zespoły typu Mötley Crüe czy Poison wszystko zmałpowały i wygryzły Steel Panther z interesu, czego obocznym skutkiem było niewydanie przez tychże debiutanckiego krążka przez ponad 20 lat. Prawdziwą historię formacji, jak już wspomniałem, trudno ustalić. Prawdopodobnie pod koniec lat '90 lub około roku 2000 muzycy występowali już wspólnie pod nazwą Metal Shop, ale na potrzeby reklamówki dla Discover Card przemianowali się na fikcyjny zespół Danger Kitty w roku 2001 grając utwór Love Rocket. Dwa lata później już pod normalną nazwą wydali debiutancką EP-kę o tytule Hole Patrol, a w 2005 r. jej reedycję, przy czym grupa przybrała nazwę Metal Skool (ponoć z powodu braku praw do poprzedniej, którą przejął niedobry management; zapewne kolejna bajka) - obie edycje to teraz kolekcjonerskie perełki. Od roku 2008 muzycy dla odmiany zmienili nazwę na Steel Panther, w międzyczasie też pozmieniali swoje pseudonimy artystyczne. Łatwiej prześledzić muzyczne losy poszczególnych członków kapeli. Gitarzysta Russ Parrish w początkach lat '90 był instruktorem w słynnym Guitar Institute Of Technology, nie dziwi więc fakt, że solówki na krążku są naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Znalazł się też w szeregach grupy The Electric Fence prowadzonej przez Paula Gilberta, grał w War & Peace razem z Jeffem Pilsonem, by później wspomóc Roba Halforda w jego zespole Fight. Znany jest też z liderowania w formacji The Thornbirds, gdzie razem z nim gra Darren Leader pełniący role perkusisty w Stalowej Panterze. Wokalista Ralph Saenz przez wiele lat śpiewał w Atomic Punks, kapelce coverującej utwory Van Halen z epoki Lee Rotha, obsłużył też mikrofon w L.A. Guns na ich EP-ce Wasted (1998 r.), ponadto udzielał się w kilku mniej znanych grupach. Najmniej wiadomo na temat basisty Travisa Haleya, który jest niejako maskotką dla zespołu. Często w wywiadach muzycy nabijają się z jego rzekomej niepiśmienności, dbałości o wygląd oraz jego matki, która ponoć zaraża wenerykami kogo tylko się da ;). No właśnie, tutaj zaczynają się żarty, które w sumie są dość monotematyczne, bo większość z nich dotyczy stosunków damsko męskich i wyglądu. Zacytuję Satchela z jednego z wywiadów: "Zamiast szukać basisty, który wygląda ponętnie (foxy), łatwiej znaleźć kogoś wyglądającego ponętnie i nauczyć go grać na basie. Przecież granie na basie jest proste". Kilka innych tekstów dla zobrazowania specyficznego poczucia humoru Panterowców. "Przelecieliśmy twoją mamę w latach '80. Możesz się jej spytać" (tak reklamują się na swojej stronie na MySpace). Foxxx: "Dodatkowe X w mojej ksywce pochodzi od ekstra seksu" (czyżby nawiązanie do zapytań, skąd się biorą pseudonimy artystów?). Stix: "Nie dostałem się w młodości do Bon Jovi, bo byłem za gruby". Starr zapytany w wywiadzie o jakieś rady dla młodych kapel, od czego powinny zacząć swoją karierę odpowiedział: "Od zapuszczenia włosów". Inny nieśmiertelnik Starra: "Dziewczyny nie chcą oglądać rockmanów w szerokich spodniach. Chcą widzieć ich tyłki w obcisłych ciuchach, zanim zabiorą muzyków do siebie". Tym razem Satchel w odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie planują występować na wschodnim wybrzeżu USA: "Dziewczyny ze wschodniego wybrzeża są bardziej puszczalskie, niż się ludziom wydaje. Dobrze robią facetom, ale zdecydowanie są zbyt gadatliwe". Na koniec jeszcze mój ulubiony tekst, chociaż nie-gitarzystów może on nie śmieszyć - w jednym z teledysków w czasie ogrywania solówki pojawia się strzałka z następującym opisem: "To jest solówka, element nieobecny w muzyce dzisiejszych czasów". Wypadałoby jednak napisać coś o samej zawartości krążka. Co ciekawe, Europa dostała go wcześniej niż Stany, bo już w czerwcu, podczas gdy Amerykanie muszą zaczekać do listopada. Trzy numery z płyty [5,9,12] pochodzą z wydanej przed kilku laty EP-ki, ale zostały ponownie nagrane, tytułowy kawałek znalazł się natomiast wcześniej na wydanej przez serwis Metal Sludge kompilacji Hey That's What I Call Sludge! Vol. 1. Tym razem również zarejestrowano go ponownie i jest to jedna z kilku piosenek promujących całe wydawnictwo. Pomijając może warstwę tekstową, która jest po prostu jednym wielkim zgrywem, kompozycje są rewelacyjne i każdy fan hair metalu może płytę zakupić w ciemno. Poziom techniczny bardzo wysoki, nie tylko w solówkach, ale w ogóle piosenki są bardzo składne i dopracowane w szczegółach, nawet takich jak produkcja. Zespół niby parodiuje liczne grupy z lat '80, ale robi to tak dobrze, że ich muzyka niemal urasta do miana hołdu. Uważne ucho dostrzeże wiele aluzji do takich gwiazd jak Poison, Bon Jovi, Mötley Crüe, nawet Yngwie Malmsteena. Większość kawałków to porządne rockery, choć nie brakuje i ballad. Gdyby nie te niepoważne teksty, niejedna panienka by się na nie złapała.
Tekstowo płyta jest chamska, wulgarna, nieokrzesana, dziecinnie niegrzeczna... ale muzycznie techniczna, dopracowana, melodyjna i ostra. Pozycja obowiązkowa dla fanów hair metalu, bo w tym gatunku muzycznym rzadko już zdarzają się tak energetyczne albumy. Krążek brzmi dokładnie tak, jak brzmiały klasyczne płyty z taką muzyką w latach osiemdziesiątych. Jeśli masz jaja, posłuchaj koniecznie, jeśli nie masz, cóż, to Twój problem ;).
Oficjalna strona zespołu: www.steelpantherrocks.com