Spinal Tap - This Is Spinal Tap

Spinal Tap - This Is Spinal Tap

Wydawca: Polydor / Universal Music Group Distribution
Rok wydania: 1984

  1. Hell Hole
  2. Tonight I'm Gonna Rock You Tonight
  3. Heavy Duty
  4. Rock And Roll Creation
  5. America
  6. Cups And Cakes
  7. Big Bottom
  8. Sex Farm
  9. Stonehenge
  10. Gimme Some Money
  11. Listen To The (Flower People)
  12. Christmas With The Devil [bonus track]
  13. Christmas With The Devil (Scratch Mix) [bonus track]

Skład: David St. Hubbins (Michael McKean) - śpiew, gitara; Nigel Tufnel (Christopher Guest) - gitara prowadząca, mandolina, chórki; Derek Smalls (Harry Shearer) - gitara basowa, chórki; Viv Savage (David Kaff) - instrumenty klawiszowe, chórki; Mick Shrimpton (Ric Parnell) - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Christopher Guest, Michael McKean i Harry Shearer

Film This Is Spinal Tap z 1984 r. zasłużenie posiada kultowy status wśród miłośników muzyki rockowej i ma grono zagorzałych fanów. Ten pseudodokument przedstawiający amerykańską trasę koncertową nieistniejącego zespołu Spinal Tap doskonale uzupełnia soundtrack do filmu, wydany pod identyczną okładką jak pojawiająca się w nim fikcyjna płyta Smell The Glove. Pierwotne wydanie z Polydora miało całkowicie czarną okładkę, na remasterowanej reedycji dodano naklejkę identyfikującą krążek. Trzeba przyznać, że jest to bardzo konsekwentny żart.

Muszę przyznać, że jak na dzień dzisiejszy to sam nie wiem, jak traktować grupę Spinal Tap. Niby wiadomo, że był to twór fikcyjny, zagrany przez aktorów, ale też na początku lat '90 rzekomi muzycy powrócili na scenę uparcie twierdząc, że teraz to już "prawdziwy zespół" - grali koncerty, wydali płytę Break Like The Wind (1992 r., MCA Records). Inna kwestia, to fakt, że w filmie kapelę reklamowano jako "najgłośniejszy angielski zespół heavy metalowy", chociaż dokonania muzyczne tej aktorskiej ekipy wskazują raczej na klasyczny hard rock. Album otwiera kompozycja o tytule Hell Hole i jest to kawałek, który w filmie reprezentował wydawnictwo Smell The Glove. Pod względem melodycznym jest to taki pastisz na wczesne kapele hard rockowe, dosłyszeć się tu można podobieństw do Black Sabbath, Deep Purple czy Uriah Heep. Nie sposób nie wspomnieć przy okazji o warstwie tekstowej. Słowa utworu opowiadają o mężczyźnie mieszkającym w jakimś zaniedbanym pokoju. Okna są niemyte, materac śmierdzi, podłoga pełna brudu i biegających szczurów, chciałoby się rzec, "szczurza nora". Czy jakiś inny gatunek muzyczny niż rock'n'roll miałby tyle jaj, by poruszać takie tematy? Bardziej radosny numer, też grany z rock'n'rollowym zacięciem to Tonight I'm Gonna Rock You Tonight. Odbieram go jako nabijanie się z typowych słów z utworów party rockowych, relacji damsko-męskich typu "on podstarzały muzyk - ona młoda fanka". Poza tym, nie wiem, czemu, ale piosenka w jakiś sposób kojarzy mi się z zespołem KISS i jego dokonaniami z lat '70. Ducha Spinal Tap jakiś czas temu próbowali uchwycić twórcy gry komputerowej "Guitar Hero II", gdzie zamieszczono właśnie to nagranie. Kiedy grający dochodzi do końca utworu, perkusista grupy spontanicznie się spala (nawiązanie do jednej ze scen w filmie). Wraz z Heavy Duty przenosimy się w klimaty ciężkiego, wolnego bluesa. Tematyka liryków dotyka bólu komponowania i paktu z muzyką rockową, gdzie nie ma tak naprawdę miejsca na panienki, żony itp. Taki typ życia. Do tego wszystkiego udało się zespołowi bardzo zgrabnie wpleść miniaturkę zaczerpniętą z menueta Boccheriniego i wyszło to nadzwyczaj dobrze. Rock And Roll Creation może uchodzić za rodzaj hołdu złożonego dla Argent, Styx, czy Yes. Numer stylizowany jest, przynajmniej tekstowo, na coś w rodzaju biblijnego opisu stworzenia i trzeba przyznać, że podkłady muzyczne doskonale do tego pasują. Znów wyczuwa się w tym klasycznego hard rocka z czasów, gdy ten gatunek dopiero się formował. Poważnie można by wziąć balladowe America, gdyby nie druga połowa utworu. Początek kawałka to coś w rodzaju opowieści dziecka zapatrzonego na Amerykę i spełniającego wreszcie swoje marzenie, by do niej przyjechać. Słowa piosenki po kolei wyliczają doskonałości tego kontynentu, aż nagle pojawiają się tam takie elementy jak FBI... Kolejną pozycję zespół miał rzekomo zagrać jeszcze w latach '60, kiedy występował pod nazwą Thamesmen. Cups And Cakes nabija się z tzw. "kultury gejowskiej", co jest wyczuwalne w słowach typu "dobrze, że w pobliżu jest przyjaciel dzielący się kubkami i ciastkami". Do tego jeszcze głos Hubbinsa brzmi jak wyjęty z jakiegoś programu dla dzieci. Wracamy do rockowych klimatów i Big Bottom, numeru aż najeżonego seksualnymi metaforami. Weźmy chociażby takie "I'd like to sink her with my pink torpedo", wiadomo o co chodzi, a brzmi to zabawnie. Świetnie wypada tu Hubbins ze swoim głosem i aż trudno uwierzyć, że śpiewa aktor, bo robi to z manierą profesjonalnego wokalisty. Komu spodobały się teksty z poprzedniej ścieżki, polubi też Sex Farm. Utrzymane są w podobnych klimatach, choć może nie ma tu aż takiego ich nagromadzenia. Muzycznie blisko do twórczości Steppenwolf. Majestatyczno-ludowy Stonehenge skłania się dla odmiany w kierunku Jethro Tull, wyróżniają go łatwo wpadające w ucho partie klawiszy i folkowe wstawki. Ilekroć go słyszę, przypomina mi się słynna scena z filmu, gdy podczas występu jako część wystroju pojawia się spuszczana z góry miniatura głazów ze Stonehenge (de facto zbudowana przez pomyłkę w takiej skali) i tańczą koło niej karły. Gimme Some Money kojarzy mi się z jedną ze starych piosenek (z lat '50 czy '60), ale nie pamiętam jej tytułu. Tym razem też ktoś podchwycił temat i utwór został użyty w 2007 r. jako podkład do reklamy American Express. Zarówno ten, jak i następny numer, czyli (Listen To The (Flower People), to bardzo udane nabijanie się ze starej muzyki. Tak udane, że ktoś mógłby je poczytać za autentyczne kawałki. W tym drugim, gdy pojawiają się słowa o Mozarcie, wpleciono kilka nutek ze słynnego "Eine Kleine Nachtmusik" tego kompozytora i taki cytacik także cieszy ucho. Na koniec w reedycji krążka dodano dwie wersje Christmas With The Devil, pierwotnie rzadkiego singla z 1984 r. Za teksty to mogliby się tym razem obrazić i zagorzali chrześcijanie i tacyż sami sataniści. Elfy są odziane w skórę, anioły w łańcuchach, renifer uciekł, a do tego jeszcze "Silent night, violent night" - zaiste, dobry rym ;). Niezależnie od tekstów, samego kawałka dobrze się słucha. Na płycie zabrakło kilku utworów obecnych w filmie, chociażby All The Way Home, Lick My Love Pump, Jazz Odyssey i Heartbreak Hotel, chociaż część z nich znalazła się na późniejszych wydawnictwach tej jajcarskiej grupy.

Dziwnie się słucha tego soundtracku w oderwaniu od filmu, bowiem traci się sporo żartów sytuacyjnych. Z drugiej strony płyta jest wspaniałym uzupełnieniem tegoż i jeśli ma się w pamięci odnośne sceny, to z docenieniem jej kunsztu nie ma żadnych problemów. Nabijanie się ze wszystkiego, z całych gatunków muzycznych, nie tylko z hard rocka i heavy metalu, także ze starszych odmian takiej muzyki. Parodia tekstów i zachowań, podważanie stereotypów. Ale i zarazem kawał świetnej muzyki, która powinna trafić w gusta fanów klasycznego hard rocka. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.spinaltap.com