
Spinal Tap - Back From The Dead
Wydawca: A2M / The Spuzzle Group
Rok wydania: 2009
- Tonight I'm Gonna Rock You Tonight
- Back From The Dead
- (Funky) Sex Farm
- Rock 'n' Roll Creation
- Jazz Oddyssey I
- Gimme Some Money
- Rock 'n' Roll Nightmare
- Heavy Duty
- America
- Jazz Oddyssey II
- (Listen To The) Flower People (Reggae Stylee)
- Hell Hole
- Big Bottom
- Celtic Blues
- Jazz Oddyssey III
- Warmer Than Hell
- Stonehenge
- Short And Sweet
- Cups And Cakes
- (Listen To The) Flower People (2009) [tylko w Amazon]
- Sex Farm (2009) [tylko w iTunes]
Skład: David St. Hubbins (Michael McKean) - śpiew, gitara; Nigel Tufnel (Christopher Guest) - gitara prowadząca, chórki; Derek Smalls (Harry Shearer) - gitara basowa, chórki
Gościnnie: "Caucasian" Jeffrey Vanston (C. J. Vanston) - instrumenty klawiszowe; Gregg Bissonette - perkusja; Phil Collen - gitara w [18]; Keith Emerson instrumenty klawiszowe w [8]; John Mayer - gitara w [18]; Steve Vai - gitara w [18]
Produkcja: CJ Vanston
W zasadzie można było przewidzieć, że po powrotnym koncercie w 2007 r. Spinal Tap wynurzy się jeszcze z jakimś wydawnictwem, wszak w roku bieżącym wypada okrągła, 25 rocznica nakręcenia filmu This Is Spinal Tap. Takiej okazji nie można było zmarnować i nie zmarnowano. Back From The Dead to raptem 6 nowych kompozycji, reszta to ponownie nagrane hity pamiętające soundtrack do kultowego filmu. Czym się te wersje różnią od poprzednich? "Tym, że są głośniej nagrane" - odpowiada basista formacji. Zaiste odpowiedź godna Spinal Tap.
Podobno już w pierwszym tygodniu od wydania nowy krążek sprzedał się w samym USA w 10 tysiącach kopii i nawet dotarł do 52 pozycji na "The Billboard 200 chart list". Wydawnictwo z założenia ma być rekwizytem kolekcjonerskim, jak dodaje grupa, "zwłaszcza wśród kolekcjonerów". Poza sześcioma nowymi ścieżkami w skład materiału wchodzi dodatkowa płyta DVD, gdzie można znaleźć godzinny komentarz do albumu, utwór po utworze. Jedną z atrakcji jest też ciekawa rozkładówka, z której można utworzyć imitację koncertu zespołu wraz z członkami grupy (trzy dwunastocalowe figurki), publicznością i scenerią, gdzie ważnym punktem jest wizerunek Stonehenge - jawne nawiązanie do słynnej sceny z filmu. Muzycy promują zresztą swoje nowe dzieło koncertując, nawet na wrzesień zapowiedziano wydanie DVD prezentującego kapelę na żywo. Słuchając Tonight I'm Gonna Rock You Tonight faktycznie łatwo dostrzec, że Smalls nie kłamał, kawałek jest nagrany głośniej. I nadal wypada znakomicie, podobają mi się tu bardzo ścieżki wokalne i brzmienie gitar. Pierwszym nowym utworem w zestawie jest tytułowe Back From The Dead. Mogłoby się spokojnie znaleźć na Break Like The Wind, pasowałoby tam klimatycznie. Odbieram trochę ten numer jako nabijanie się z kapel typu Queen czy Uriah Heep, pewne rozwiązania aranżacyjne i melodyczne na to by nawet wskazywały. Trochę mało tym razem żartów, przynajmniej takich na miarę dwóch poprzednich wydawnictw. Przearanżowane na wersję funk (Funky) Sex Farm jakoś nie bardzo do mnie trafia, może to z sentymentu do oryginalnego wykonania. Pierwotna wersja może nie była jakimś arcydziełem, ale miała swój specyficzny klimat, który moim zdaniem tym razem uległ profanacji. Rock 'n' Creation brzmi tak samo świeżo jak niegdyś, a kto wie, czy nie lepiej. Odnoszę wrażenie, że znacznie poprawiło się brzmienie, a partie instrumentów klawiszowych są jakby bardziej przestrzenne. Fragment Jazz Odyssey pojawił się już w filmie This Is Spinal Tap z 1984 r., teraz został rozbudowany, a nawet doczekał się aż trzech odsłon na nowym krążku. Tytuł sporo mówi, pierwsza część Odysei to faktycznie tradycyjny jazz, zwłaszcza w ramy pewnego standardu łatwo daje się wpisać sekcja rytmiczna, na tym tle gitara prowadzi relaksującą improwizację. Nie jestem jakimś szczególnym znawcą tego gatunku, ale jak na mój gust wypada to znakomicie. Gimme Some Money poprzez proces podgłośnienia kompozycji wypada trochę jak remaster nagrania jakiegoś kawałka z końca lat '50. Na pierwszym albumie Spinal Tap mógłby uchodzić za autentyk i nadal za taki uchodzić może. Że zespół jest w znakomitej formie, pokazuje kolejna repertuarowa "nówka", Rock 'n' Roll Nightmare. Nie tylko muzyka, ale i słowa nawiązują do pamiętnej pozycji z '84 r. "Byłem rockowcem od nie pamiętam kiedy [...] ale kiedy nadchodzi późna noc [...] idę spać tak samo jak i Ty" - ewidentny dowód na to, że grupa wciąż do swej działalności podchodzi na luzie i z jajami. Heavy Duty ma wszystkie silne cechy swego pierwowzoru, a dodatkowo wzbogaca go partia klawiszy odegrana gościnnie przez Keitha Emersona, także przy America nie widzę jakichś większych różnic. Wymiata Jazz Odyssey II, zaczyna się podobnie do pierwszej części, by potem przyspieszyć, ma też i weselsze momenty. Podobno autorem tego kawałka jest Derek Smalls i słusznie wielu recenzentów zauważa, że basista ten popycha kapelę w dobrym kierunku. (Listen To The) Flower People (Reggae Stylee) przerobione na wersję reggae wypada znakomicie, finalnie podoba mi się dużo bardziej niż w oryginale. Piosenka zrobiła się bardziej plażowa, nic tylko położyć się na piasku i zażywać kąpieli słonecznych. Głos St. Hubbinsa w Hell Hole już wcześniej dyskretnie kojarzył mi się z jakimś młodym Glennem Danzigiem, czy może Jimem Morrisonem, co jest bardziej prawdopodobne, tym bardziej że grupa Glenna w 1984 r. jeszcze nie istniała... Lżejszy niż uprzednio wydaje mi się jeden ze szlagierów formacji, Big Bottom, przez to zresztą nieco słabszy artystycznie, natomiast bardzo udał się kapeli nowy kawałek - Celtic Blues. Odśpiewany na 2-3 głosy, bez towarzyszenia instrumentów, jest jedną z ozdób tego krążka. Trzecia część Jazz Odyssey podchodzi pod granie fusion lub jazz rock, ale nie robi już na mnie takiego wrażenia jak dwie poprzednie, w zasadzie mógłbym się bez niej obyć. Sprawia wrażenie chaotycznej i dokomponowanej na siłę. Epickie pod względem muzycznym Warmer Than Hell kontrastuje z żartobliwymi słowami, w których różne diabły przedstawione są jako mało odporne na upały w angielskich miastach. Numer udany, chociaż muszę być w szczególnym nastroju, by go słuchać, za to na solówkę zawsze czekam z niecierpliwością. Stonehenge świetne jak zwykle i dobrze, że zespół postanowił nie profanować go, jak wcześniej zrobił to z nowym wydaniem Sex Farm. Zgodnie z przewidywaniami gitarową gratką okazuje się być Short And Sweet, gdzie swoich instrumentów i talentu użyczyli panowie Mayer, Vai i Collen. Partie Vaia, na które najbardziej jestem wyczulony, zdają się nawiązywać do tego, co pokazał w filmie Crossroads - dobre posunięcie, bo tamte nagrania "pi razy oko" pochodzą z podobnego okresu, co debiut Spinal Tap. Mayerowi i Collenowi też nie poszło gorzej, wciąż błyszczy za mikrofonem St. Hubbins, nawiązujący swym głosem do klasyków rock'n'rolla. Cups And Cakes nie skomentuję tym razem, bo nie chcę się powtarzać po recenzji This Is Spinal Tap, zajmę się natomiast kawałkiem o tytule Saucy Jack, jaki zespół udostępnił do ściągnięcia na swojej oficjalnej stronie internetowej (traktuję go trochę jako taki bonus track). Numer pochodzić ma rzekomo z niedokończonego musicalu, jakie St. Hubbins miał poświęcić Kubie Rozpruwaczowi i można mieć żal do wydawców, że nie zamieścili go na oficjalnym wydaniu Back From The Dead. Myślę, że gdyby zastąpił w zestawie (Funky) Sex Farm, Jazz Odyssey III, lub nowa wersję Big Bottom, większość fanów nie miałaby tego za złe. Naprawdę zacny, dopracowany utwór o faktycznie musicalowym brzmieniu. Na zakończenie wspomnę jeszcze w ramach ciekawostki, że partie perkusji na albumie odegrał Gregg Bissonette, stając się tym samym kolejnym legendarnym pałkerem Spinal Tap. Mam nadzieję, że nie będzie on narażony na jakąś egzotyczną formę śmierci, jak to bywało z jego poprzednikami ;).
Na krążku zabrakło jakże oczekiwanego przez fanów utworu Lick My Love Pump i mam jakieś dziwne przeczucie, że w ten sposób zespół pozostawia sobie otwartą furtkę do kolejnego powrotu. Panowie mają już swoje lata, więc chyba kolejna okazją nie będzie 35-lecie powstania filmu, ale wydanie czegoś za pięć lat wydaje się być realne. Sporo osób pamięta This Is Spinal Tap po latach i jestem niemal pewny, że nadal pamiętać będzie całe pokolenie, jeśli nie to samo, to przynajmniej kolejne. Zapoznanie się z Back From The Dead oczywiście polecam, a prawdziwi fani już ten krążek mają.
Oficjalna strona zespołu: www.spinaltap.com