
Skid Row - Thickskin
Wydawca: SPV / Blind Man Sound
Rok wydania: 2003
- New Generation
- Ghost
- Swallow Me (The Real You)
- Born A Beggar
- Thick Is The Skin
- See You Around
- Mouth Of Voodoo
- One Light
- I Remember You Two
- Lamb
- Down From Underground
- Hittin' A Wall
Skład: Johnny Solinger - śpiew; Scotti Hill - gitara prowadząca; Dave "The Snake" Sabo - gitara rytmiczna, chórki; Rachel Bolan - gitara basowa, chórki; Phil Varone - perkusja
Produkcja: Skid Row i Steven Haigler
Thickskin to "powrotny" album Skid Row po tym jak trzon grupy reaktywował ją po rozpadzie Ozone Monday już z Johnnym Solingerem za mikrofonem. Nie trudno się domyślić, że pojawienie się nowego wokalisty w składzie podzieliło fanów zespołu. Moim jednak zdaniem to nie o gardłowego tu chodzi, a bardziej o zestaw mało przebojowych utworów, bo barwa głosu Solingera jest przyzwoita.
Przypomnijmy, z Sebastianem Bachem chłopaki rozstali się w 1996 r. Różne powody rozstania podawano, pewne jest tylko to, że doszło do spięć na linii Bach-Bolan. Wkrótce odszedł też perkusista Rob Affuso, a reszta muzyków powołała do życia Ozone Monday. Przypomnijmy też, że już album Subhuman Race jeszcze z Bachem na wokalu był odejściem od stylu prezentowanego na dwóch pierwszych wydawnictwach kapeli. Nie jest więc zaskoczeniem, że Thickskin kontynuuje ścieżkę obraną na poprzednim krążku, więc hair metalu czy melodyjnego hard rocka spodziewać mogliby się tylko co bardziej naiwni fani. Solinger za mikrofonem, Varone za bębnami, a muzyka... Muzyka to mieszanka brudnego hard rocka rodem z czasów Black Sabbath, alternatywy i grunge'u. New Generation rozpoczyna się, rzekłbym, bardzo dyplomatycznie - jeszcze nie wiadomo, czego spodziewać się po takim wstępie odegranym na perkusji. Dalej jak napisałem wyżej, brudny, ciężki hard rock ze wstawkami alternatywnymi, do tego jeszcze z bardzo nowocześnie brzmiącym wokalem. Momentami Solinger wchodzi w takie rejestry, że przypomina lykantropiczny śpiew Glenna Danziga. Odnoszę wrażenie, że potrafi on dużo więcej, ale niestety typ kompozycji nie pozwala mu na rozwinięcie skrzydeł. Jak głosi przeróbka znanego powiedzenia, "na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje". Podoba mi się promowany teledyskiem, jawnie grunge'owy Ghost. Możliwe, że inspiracji dostarczyło chłopakom Pearl Jam, lub co mocniej prawdopodobne - bardziej współczesne im Audioslave. Co ciekawsze, głos Solingera pasuje tu jak ulał i co jeszcze ciekawsze, brzmi to świetnie. Mimo iż to grunge, mógłbym bezboleśnie słuchać tej płyty, gdyby cała składała się z takich kawałków. Swallow Me (The Real You) nawiązuje do takiego Rage Against The Machine (specyficzny sposób budowania riffów), a w zwrotkach i refrenach do alternatywy i grunge'u (liczne momenty tego typu miewało Vixen na wydanej kilka lat wcześniej płycie Tangerine). Zresztą granie obrane przez zespół w owym czasie i tak wydaje się anachronizmem, bo wtedy panował raczej nu-metal i industrial, a muzycy grają coś na nutę połowy lat '90. Z kolei w Born A Beggar chłopaki zabierają się za typowego, amerykańskiego modern rocka. Można poczytać im to za chwyt komercyjny, bo za oceanem taka muza modna jest do tej pory i zamieszczenie czegoś w tym stylu na krążku gwarantuje ileś tam tysięcy jego sprzedanych sztuk więcej. Początek Thick Is The Skin natchnął mnie pewną nadzieją, że jeszcze grupa może powrócić do stylistyki rodem z epoki Slave To The Grind, bo rozpoczynający go riff to całkiem zgrabny, hard rockowy patent. Może i by tak nawet było, gdyby zaśpiewał tu Seba właśnie tak, jak to czynił na "Slave..", niestety Solinger (choć jak wspominałem, dobry z niego śpiewak) nie chwycił klimatu i wyszło, jak wyszło. See You Around to ballada i trzeba przyznać, że całkiem udana, aczkolwiek proszę nie spodziewać się jakiejś hair metalowej pościelówy. Bliżej jej do wolnego numeru modern rockowego, może nawet nieco do grunge'u. Bon Jovi grywa takie rzeczy od ponad dekady, a jego płyty sprzedają się nadal jak ciepłe bułeczki, więc może fanom ekipy Jona piosenkę tę bym polecił. Miłośników Slave To The Grind może ucieszyć pozycja o tytule Mouth Of Voodoo, o ile gotowi są na małe deja vu. Te partie basu już się słyszało na owym pamiętnym krążku. Dla zmyłki linie wokalne idą inaczej, ale i tak każdy słuchacz zauważy podobieństwa. Nie powiem do czego, by nie psuć zabawy. Raz jeszcze grunge'owa ballada w postaci One Light, choć już nie tak dobra jak poprzednie, nadal jednak słuchalna. Może spodobać się też fanom southern rocka, Lynyrd Skynyrd itp. Po kilku przesłuchaniach podoba się coraz bardziej i to jej idzie na plus. Dalej masakra, chłopaki niszczą dobre wspomnienie po swoim klasycznym, balladowym hicie. I Remember You Two to przeróbka pamiętnego przeboju, ale zagrana na nutę punkową. Z racji świetnych melodii już kiedyś skomponowanych da się przeżyć, ale szczerze mówiąc, to panowie powinni sobie ten niezbyt udany eksperyment odpuścić. Przyzwoite jest Lamb, ale dlatego, że nawiązuje do całkiem udanej dwójeczki z dyskografii Skid Row. Jest to dobry przykład na to, że muzycy nie zapomnieli, jak się gra i gdyby tylko chcieli, pewnie mogliby nagrać podobny album raz jeszcze. Z pewnością jest to pozycja dla sympatyków stylistyki ze "Slave...". Ciężko i wolno jest w Down From Underground, a wstępny riff nawet mi się podoba, to samo też mogę powiedzieć o refrenach. Gdyby jeszcze przearanżować zwrotki tak, by nie przypominały grunge'u, to byłby to niezgorszy numer. Za n-tym odsłuchem idzie się jednak przyzwyczaić i ścieżka podoba się coraz bardziej. Początek złożony z serii sprzężeń zwrotnych w Hittin' A Wall przywodzi mi na myśl znany kawałek Sacred Reich, a potem chłopaki pokazują, że stary, dobry rock'n'roll jeszcze nie umarł, tyle tylko, że przybrał bardziej nowoczesne szaty. Nagranie fajne i dzięki temu, że zamieszczono je na końcu płyty, nabiera się ochoty, by krążek odpalić jeszcze raz.
Dziełem sztuki wydawnictwo nie jest, fani Skid Row z czasów debiutu mogą kręcić nosem, a jednak fani Slave To The Grind znajdą tu coś dla siebie. Mnie się ta płyta i tak bardziej podoba od Subhuman Race i dla kilku kawałków, rzadko bo rzadko, ale jednak raz na kilka lat do tego albumu powracam. Może warto dać płycie szansę.
Oficjalna strona zespołu: www.skidrow.com