Skid Row - Subhuman Race

Skid Row - Subhuman Race

Wydawca: Atlantic / Phantom
Rok wydania: 1995

  1. My Enemy
  2. Firesign
  3. Bonehead
  4. Beat Yourself Blind
  5. Eileen
  6. Remains To Be Seen
  7. Subhuman Race
  8. Frozen
  9. Into Another
  10. Face Against My Soul
  11. Medicine Jar
  12. Breakin' Down
  13. Iron Will

Skład: Sebastian Bach - śpiew; Scotti Hill - gitara prowadząca i rytmiczna; Rachel Bolan - gitara basowa, chórki; Rob Affuso - perkusja i instrumenty perkusyjne; Dave "The Snake" Sabo - gitara prowadząca i rytmiczna, chórki

Produkcja: Bob Rock

O ile na Slave To The Grind grupa prezentowała już cięższe granie niż na debiucie, na swym trzecim pełnometrażowym albumie Skid Row odcina się całkowicie od swych hair metalowych korzeni. Subhuman Race wprowadza do muzyki niegrzecznych chłopaków z New Jersey elementy muzyki alternatywnej czy grunge'owej, przez co ogólny wydźwięk wydawnictwa jest ponury i mniej melodyjny.

Można chyba mówić o pewnej modzie w połowie lat '90, a nawet konkretnie w 1995 r. na zmianę stylistyki grania i odchodzenie od radosnego hair metalu przez czołowych przedstawicieli tego gatunku. Wszak to w tym samym roku padają ostatnie bastiony melodyjnego grania takie jak Dokken, Warrant, Danger Danger, no i Skid Row do kompletu. Już w otwierającym krążek numerze My Enemy trudno nie pozbyć się wrażenia, że formacja wrzuciła do jednego worka Black Sabbath, Alice In Chains, Red Hot Chilli Peppers i Rage Against The Machine. Bach zaczyna podśpiewywać jak jakiś raper, choć można też łatwo zauważyć, że jest to w pewien sposób kontynuacja stylu, jaki pokazał na Slave To The Grind. Gitary chodzą ciężko i raczej wolno, ale kawałek można uznać za udany, bo wciąż siedzi w tym klasyczny, sabbathowski hard rock, a zagrywki okraszono nawet flażoletami. W Firesign postawiono bardziej na płynącą rytmikę niż na melodykę, do tego dodano nieco wstawek alternatywnych. Na tym tle Seba śpiewa już inaczej niż wcześniej, mniej słów wymawia, a więcej faktycznie wyśpiewuje, z tym że nie jest to taki śpiew jak w balladach z pierwszych dwóch płyt. Mimo wszystko utwór jeszcze może się podobać. Bonehead zdradza punkowe inklinacje kapeli, ale to przecież nic nowego, zakręty tego typu muzycy eksplorowali już na "dwójeczce", choć i tak jest to wszystko podbarwione nutą rock'n'rolla. Chłopaki konsekwentnie dbali o swój image "niegrzecznych chłopców", stąd pewnie i to sięganie po punka. W zasadzie kompozycja powinna przypaść do gustu tym, którym wcześniej spodobało się Riot Act. Beat Yourself Blind załamie ostatnich hair metalowych fanów zespołu doszczętnie. Najpierw jakieś burczące zagrywki, jakby grane na gitarze podpiętej pod stare radio zamiast wzmacniacza, a potem granie w klimatach typowych dla Rage Against The Machine. Chyba nie tego oczekiwali miłośnicy takich pamiętnych przebojów jak Youth Gone Wild czy 18 And Life, ale cóż, pewna epoka najwyraźniej się skończyła. Ciekawym numerem jest Eileen. Trochę w tym grunge'u, ale i wyczuć można nieco więcej radosnego grania, co przywodzi na myśl Come As You Are Nirvany. Arcydzieło to nie jest, ale po kilku wysłuchaniach wpada w ucho i można złapać się na tym, że zaczyna się śpiewać razem z wokalistą. Nic nadzwyczajnego, czyli Remains To Be Seen. Ten kawałek ewidentnie zrobiono na siłę i nie wiem, czy spodobałby się nawet tym, którzy takiej muzyki słuchają na co dzień. Zero pomysłu na melodie, zero pomysłu na aranżacje, chyba zmajstrowano go na poczekaniu, by mieć więcej pozycji na płycie. Tytułowy Subhuman Race w pewien sposób nawiązuje do tytułowego nagrania ze Slave To The Grind, to ta sama stylistyka, z tym że nowe wynurzenie jest od niego znacznie słabsze. No cóż, znów nie mogę powiedzieć, by mi się to wszystko podobało i wyrażam żal, że tak obiecujący niegdyś zespół upadł tak nisko. We Frozen grupa zagubiła się gdzieś pomiędzy Red Hot Chilli Peppers a Alice In Chains, problem w tym, że jednak w tych gatunkach owe kapele są po prostu lepsze i bardziej naturalne, a w wykonaniu Skid Row brzmi to jak robione na siłę i przede wszystkim nie w skidowym stylu. Z drugiej strony, jeśli ktoś lubuje się w wolnych, ciężkich, "mruczących" kawałkach, to jest to pozycja dla niego. Into Another to coś w rodzaju ballady i choć nie słucham takich rzeczy na co dzień, to nawet mi się to podoba. Bliżej temu do takiego Quicksand Jesus i pewnie stąd moja sympatia w kierunku owego nagrania. Nie obraziłbym się, gdyby takich numerów było tu więcej. Face Against My Soul może przypaść do gustu fanom Mötley Crüe, bo ma w sobie coś "feelgoodowego" (riff?), no i sympatykom poprzedniego krążka Skid Row. W ogólnym rozrachunku kawałek całkiem udany, choć w ekstazę też nie ma co popadać. Pewnego rodzaju standardem jak na dokonania kapeli w owym czasie jest Medicine Jar. Znów można by się odnosić do wcześniejszego albumu, bo raz jeszcze ekipa Bacha inspiracji szuka we własnych nagraniach. Ot, taki kanibalizm artystyczny (czyż to nie przypomina patentów znanych z Psycho Love?). Wraz z Breakin' Down zespół zagnało do zagrody spod znaku country/modern rocka, coś na wzór tego bardziej współczesnego Bon Jovi. To też nie moje klimaty, ale jakbym miał wybierać pomiędzy poprzednimi, plasującymi się blisko hałasu kawałkami a tym tutaj, to chyba już wolę te country. Da się słuchać. Płytę kończy całkiem niezły numer o tytule Ironwill. Rytmiczny, potężnie brzmiący, oparty na silnym riffie i przede wszystkim z lepszymi refrenami. Zabawna rzecz odnośnie wokali Bacha jest przy okazji taka, że momentami jego głos brzmi tak, jakby tu gościnnie zaśpiewał Alice Cooper, lecz w sumie ta ciekawostka "przyrodnicza" czyni w moich uszach kawałek bardziej atrakcyjnym.

Subhuman Race było ostatnim albumem Skid Row z Bachem i Affuso na pokładzie. Nie da się ukryć, że sporo jeszcze na nim nawiązań do płyty Slave To The Grind i części fanów, której odpowiadało owo mocniejsze wcielenie kapeli, krążek może się spodobać, natomiast nie polecam go tym, którym w pamięć zapadł debiut kapeli. Za dużo tu odniesień do Red Hot Chilli Peppers i Rage Against The Machine jak dla miłośników hair metalu.

Oficjalna strona zespołu: www.skidrow.com