
Sister Sin - Switchblade Serenades
Wydawca: Victory Records / Metal Heaven
Rok wydania: 2008
- Beat The Street
- Death Will Greet Us
- One Out Of Ten
- Breaking New Ground
- On Parole
- Make My Day
- Hostile-Violent
- Switchblade Serenade
- Love-Hate
- All Systems Go
- Eye To Eye
Skład: Liv - śpiew; Jimmy - gitary; Chris - gitara basowa; Dave - perkusja
Produkcja: Tobias Lindell
Gdzieś w 2004 r. wpadła w moje ręce wydana rok wcześniej demówka Dance Of The Wicked szwedzkiej formacji z Goteborga - Sister Sin, którą zespół rozsyłał chyba wszędzie, gdzie się tylko dało. Młoda grupa od razu zrobiła na mnie wrażenie i dziwiłem się, dlaczego wytwórnie nie kwapią się jakoś, by ten materiał wydać. Tym sposobem debiutancki krążek Szwedów ukazał się dopiero w 2008 roku... Ale po kolei. Informacji o kapeli wiele znaleźć nie można, nawet oficjalna strona internetowa na temat historii grupy milczy jak zaklęta, a członkowie i członkini ukrywają swoje nazwiska, wiadomo jednak, że muzycy zebrali się razem w 2002 r. Grupie przewodzi charyzmatyczna wokalistka Liv, która udziela się też za mikrofonem w sztokholmskiej kapelce Hysterica używając pseudonimu Sinderella. W 2003 r. formacja wydala wspomnianą demówkę, a potem dwie kolejne. Pewien przełom w karierze zespołu nastąpił w momencie, gdy grupa wygrała muzyczny konkurs "Nordic Challenge" pozostawiając w tyle ponad 2500 innych wykonawców i występując wkrótce na Sweden Rock Festival w 2006 r. oraz podpisując kontrakt z Victory Records.
Kibicowałem grupie od samego początku i wreszcie doczekałem się debiutanckiego krążka. Styl gry kapeli jest dość interesujący, bo łączy w sobie wpływy co najmniej trzech gatunków muzycznych: hard rocka, sleaze rocka i tzw. niemieckiego metalu. Jest to muzyka bardzo melodyjna, nie pozbawiona jednak pazura, co słychać głównie w partiach wokalnych i gitarowych. Głos Liv przypomina mi nieco hybrydę gdzieś spomiędzy Doro Pesch (hmm, podobny akcent, może nie niemiecki, ale z pewnością germańsko brzmiący) a Gigi Hangach śpiewającą niegdyś w Phantom Blue (ciągoty do drapieżnego wykrzykiwania tekstów, jak w czasach drugiej płyty tego damskiego zespołu). Rozpoczynające album Beat The Street zapowiada się bardzo obiecująco. Z kawałka aż zionie energią, aranżacje refrenu wydają się bardzo przemyślane, podoba mi się też mówiona wstawka rodem jak z Queensrÿche, do tego dochodzi jeszcze gdzieniegdzie ciekawa linia gitary basowej - podobny efekt zastosowali już niegdyś ich rodacy z Europe w utworze Bad Blood. Pewne zastosowane tu pomysły przywodzą mi także na myśl co niektóre kawałki M.ill.ion, najwyraźniej szwedzkie grupy potrafią inspirować się nawzajem. Kolejne w zestawie Death Will Greet Us opiera się na hard rockowym riffie, lecz i tutaj nie brakuje ciążenia ku metalowi, zwłaszcza w głosie wokalistki. To takie granie na pograniczu twórczości Accept i Pretty Maids z okresu Sin Decade, taki bardziej agresywny hard rock. Rewelacji może nie ma, ale slucha się tego dobrze. W One Out Of Ten grupa sięga po inne patenty, wprawdzie nadal nie brak dynamiki, tym razem jednak bliżej temu do twórczości szwajcarskiej Shakry z jej najlepszych czasów. Gdzieś już słyszałem bliźniaczą kompozycję, ale w tym momencie nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Tak czy inaczej, im więcej słucham tego numeru, tym bardziej mi się on podoba. Breaking New Ground też ostre, w swej wymowie niemal heavy metalowe, chociaż wszystko utrzymane na bazie hard rocka. Znów nic odkrywczego, po prostu sprawdzone pomysły po raz kolejny podane w apetyczny sposób, stylistycznie zresztą przypomina mi to Wycked Synn (pragnę zauważyć, że słowo "sin" często pojawia się w niniejszej recenzji). No i nadszedł czas na najbardziej znaną piosenkę z płyty, On Parole, hit wypromowany teledyskiem, faktycznie bardzo udany. Dla chcącego nic trudnego znaleźć ten kawałek na YouTube, więc specjalnie nie będę się na jego temat rozpisywał. Żeby odpocząć od kompozycji własnych muzycy sięgnęli po cover, bardzo zresztą udany, w postaci Make My Day. Sugerując się samym tytułem myślałem, że to może być numer z repertuaru Gottharda, a tu proszę, sięgnięto do początków lat '90 i zaczerpnięto z Motorhead. Duże brawa należą się zespołowi za zintegrowanie brzmienia coveru z resztą płyty, można by pomyśleć, że to autorski utwór. Pierwsze dźwięki Hostile Violent nieco mnie nastraszyły, bo wypadły jak jakiś industrial, na szczęście dalej to jeszcze jedno energetyczne nagranie w dorobku Sister Sin. Na myśl przywodzi mi sławny riff Kingdom Come z Do You Like It, niestety pomimo całej tej energii jest to chyba najsłabsza pozycja na całym krążku, co nie znaczy, że ogólnie zła. Tytułowe Switchblade Serenade zaskakuje raz swoim tempem - jest zdecydowanie wolniejsze od większości setu i dwa, sposobem śpiewania obranym tu przez Liv, który teraz bardziej przypomina Litę Ford, zwłaszcza gdy ta śpiewa niejako szeptem. Szczerze mówiąc podoba mi się taki taki zabieg, bo zaczynałem się bać, że zespół zacznie popadać w pewien schemat i natrzaska całą masę podobnych do siebie kawałków. Znów ostrzej w Love/Hate, ale wymusza to w zasadzie sam tytuł kompozycji (de facto jest też i zespół o takiej samej nazwie, też z "naszego podwórka"). Trochę punkowo w podkładach, czasem hard rockowo, innym razem przebija się sleaze, a nawet typowy rock'n'roll. Grało tak bardzo wiele kapel, ciężko wskazać jakąś jedną konkretną... hmm, może LA Guns. Wstęp do All Systems Go zaczyna się od przytłumionego dźwięku, coś jakby siadał już głośnik z pomału pękającą membraną. Ponownie patent już wiele razy wykorzystywany, lecz znów podany w wyważony sposób. Dalej piosenka niestety za bardzo podobna do jednej z poprzedniczek, więc już takiego wrażenia nie robi. Dla odmiany po niepozornym początku z heavy metalowego kopyta rusza zamykające krążek Eye To Eye. Myślę, że tego numeru nie powstydziłby się sam Axel Rudi Pell i gdyby tam do niego dodać typową dla tego Niemca solówkę, to pewnie fani nie zorientowaliby się, kto tak naprawdę gra. A skoro już o solówkach mowa, to koniecznie muszę dodać, że cała płyta obfituje w bardzo przyzwoite sola.
Myślę, że to jeszcze nie wszystko, na co stać Sister Sin i mam nadzieję, że nagranie najlepszego w swej karierze krążka mają jeszcze przed sobą. Tak czy inaczej charyzmę słychać już teraz, ich wokalistka to skarb, muzycy mają spory potencjał, muszą tylko zadbać o większe urozmaicenie kompozycji. Album bardzo dobry, z pewnością będę do niego wracał, nie wiem tylko, jak często. Nie przestaję kibicować grupie i czekam na jej kolejne wydawnictwo, oby jeszcze lepsze od Switchblade Serenades.
Oficjalna strona zespołu: www.sistersin.com