
Sinner - Crash & Burn
Wydawca: AFM Records
Rok wydania: 2008
- Crash & Burn
- Break The Silence
- The Dog
- Heart Of Darkness
- Revolution
- Unbreakable
- Fist To Face
- Until It Hurts
- Little Head
- Connection
- Like A Rock
- One Night Only [bonus w limitowanej edycji]
- Fast Decision 2008 [bonus w limitowanej edycji]
- Revolution [teledysk w limitowanej edycji]
Skład: Mat Sinner - śpiew, gitara basowa; Henny Wolter - gitary; Christof Leim - gitary; Klaus Sperling - perkusja
Gościnnie: Dirty Sanchez - instrumenty perkusyjne; Dennis Ward - chórki, instrumenty perkusyjne; Nena - chórki
Produkcja: Mat Sinner i Henny Wolter
Pewne zespoły wydają się być nieśmiertelne i to pomimo faktu, że ich kolejne wydawnictwa sprzedają się bardzo słabo. Sinner w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku był dość popularny i to nie tylko w rodzinnych Niemczech, ale jakimiś szczególnie imponującymi wynikami sprzedaży swoich krążków pochwalić się nie mógł. Skład zespołu zmieniał się często, ponadto z grupą współpracowali członkowie innych kapel z gatunku melodyjnego rocka, by wspomnieć tylko Bonfire i Victory. Styl gry Sinnera w owym czasie zresztą przypominał to, co równorzędnie grały wtedy Bonfire, Pretty Maids, czy China - melodyjny i lekki hard rock. W takich klimatach utrzymana była m. in. płyta Dangerous Charm z 1987 r., którą pamiętam najlepiej. Muzyka tam zaprezentowana wprawdzie nie powaliła mnie jakoś na kolana, ale wciąż miałem w pamięci, że solówki były wyśmienite, więc w tym roku postanowiłem posłuchać, co też teraz prezentuje sobą Sinner
Crash & Burn to już piętnasty studyjny album w dyskografii grupy (nie liczę solowego wydawnictwa Mata Sinnera z 1990 r.) i jest to pozycja łącząca w sobie wszystkie najlepsze cechy poprzedników, można by rzec, że jest to Sinner klasyczny do bólu. Po otwierającym intro w postaci wycia syren rusza szybkim tempem utwór tytułowy. Muzyka plasuje się w typowy dla "niemieckiego" grania sposób gdzieś pomiędzy hard rockiem a heavy metalem, znajdziemy podobieństwa do Accept z okresu, kiedy Udo i spółka grali łagodniej, ale przede wszystkim jest tu sporo z Running Wild, zwłaszcza pod względem rytmicznym. Słuchając tego chce się aż rzec - lata '80, deja vu. Break The Silence jest już wolniejsze, tym razem porównałbym to do mniej dynamicznych kawałków Pretty Maids z Future World, należy jednak dodać, że sposób akcentowania sylab i nawet barwa głosu Mata nieodparcie kojarzy mi się z wokalistą Grave Diggera. Ostro i melodyjnie, w średnim tempie, taką regułę obrała sobie grupa w tym numerze. Echa niemieckiej stylistyki wyraźnie słyszalne są też w "psiej" kompozycji o tytule The Dog. Niekoniecznie na upartego dosłyszeć się można w gitarowych riffach rodaków z Victory chociażby. Podobne struktury, podobne podejście do sprawy. Nie jest to jakoś szczególnie powalające na kolana, ale mimo wszystko dawka energii w tym jest spora i fani hard rocka znajdą tu coś dla siebie. Kolejne w zestawie Heart Of Darkness sprawia wrażenie utworu niezdecydowanego, z jednej strony rozpoczyna się dość melodyjnie, by nie rzec - słodko, dalej wokalnie znów diggerowato, co wzmaga jeszcze charakterystyczny rytm perkusji, pojawiają się też jakieś wpływy muzyki folkowej. I chyba te folkowe nuty jakoś najbardziej mi w tym wszystkim odpowiadają. W Revolution rytmika jedzie trochę pod Slaughtera czy nawet The Sisters Of Mercy, spora zresztą w tym zasługa perkusji. Brakuje mi tu dobrych linii wokalnych, bo sam numer zły nie jest, ale z tego powodu sporo traci. Podobne tempo ma jeszcze Unbreakable, które przez te długo wybrzmiewające akordy i samą solówkę przypomina co wolniejsze utwory Australijczyków z AC/DC. Przez takie zabiegi płyta zdaje się być zbiorem cytatów z twórczości innych kapel, ciężko powiedzieć, czy to zaleta, czy wada. Wiele zespołów prezentuje podobne podejście do sprawy z różnym zresztą skutkiem. Tutaj problem polega na tym, że już w kilka minut po odsłuchaniu krążka po prostu nie pamięta się z niego żadnych melodii. Miłośnikom szybszego grania spodobać powinien się następny w secie Fist To Face. Jest to taka hard rockowa jazda odegrana na przyspieszonych obrotach, plasująca się gdzieś pomiędzy Diggerem, Runningami, a Axelem Rudim Pellem. Ma swój urok, wolę jednak pierwowzory. Until It Hurts robi na mnie wrażenie, mimo iż jest to ballada. Nie, nie jest to jakieś szczególne dzieło sztuki, po prostu podoba mi się tu samo brzmienie czystej gitary oraz fakt, że kompozycja w naturalny sposób wyróżnia się spośród reszty. Całego albumu w takim stylu pewnie bym nie strawił, jednak w tym wypadku jest to jak taka wisienka w torcie - smakuje nawet gdy sam tort jest mdły. Kolejna pozycja, czyli Little Head kojarzy mi się z graniem w typie Edguy. Uwagę zwraca sposób śpiewania Sinnera odbiegający od tego, co pokazywał nam przedtem, zawsze to jakieś urozmaicenie. W zachwyt wprawdzie ciężko popaść, uszu jednak sobie nie pokaleczymy, ot taki nieco bardziej radosny kawałek. Do weselszych ścieżek należy także Connection z tempem nieco szybszym, choć jeszcze nie zawrotnym. Taki numer z założenia nie mający dopuścić do uśnięcia, ale też chyba i bez jakichś szczególnych ambicji artystycznych. Na samym końcu znalazło się Like A Rock, piosenka sięgająca do sprawdzonej już stylistyki spomiędzy Victory i Pella. Cóż mogę o niej powiedzieć... słyszałem takich setki, zapewne dlatego nie ulegam przesadnej ekscytacji, lecz by nie było, że krytykuję dobre nagrania, dodam, że słucha się tego dobrze. Zwłaszcza kiedy ma się coś do zrobienia i szuka się jakiegoś podkładu muzycznego nie zmuszającego do zbędnego absorbowania uwagi.
Płyta choć dobra, do wybitnych chyba nawet nie aspirowała. Mat udziela się od ponad dekady w Primal Fear będącym teraz jego głównym zespołem i zapewne dlatego pod szyldem Sinner możemy liczyć zaledwie na kompozycje poprawnie zagrane i niekoniecznie przebojowe, czy szczególnie wyszukane. Istnieje jednak pewien krąg odbiorców takiego grania i nie da się ukryć, że szukać ich należy za Odrą i Renem. Niemieckie hard'n'heavy ma się tam dobrze, muzyka z chrypką pasuje po prostu do kufla z piwem i jest jak znalazł na metalowy Oktoberfest. Nie przypadek to chyba, że krążek ukazał się tuż przed nastaniem października...
Oficjalna strona Mata Sinnera: www.matsinner.com