Shylock - RockBuster

Shylock - RockBuster

Wydawca: Metal Heaven
Rok wydania: 2011

  1. Damn Good
  2. Dawn
  3. Rumours
  4. Sunshine VS. Rain
  5. Just For U
  6. Much
  7. Rose Of Cairo
  8. Strong
  9. Somebody Else
  10. The Moment
  11. We Are
  12. Wrong Planet

Skład: Matthias Schenk - śpiew; Johannes Amrhein - gitary; Michael "Nudge" Bayer - gitary; Achim Thiergärtner - perkusja

Produkcja: Ondrej Hurbanic

Niemiecki Shylock to grupa jakby trochę niedoceniona. Wciąż niesłusznie pozostaje niemal niezauważona, nawet mimo faktu, iż właśnie wydała piąty w swojej karierze album studyjny. Poziom techniczny zespołu jest dość wysoki, kompozycje przyzwoite i myślę, że formacją powinni zainteresować się fani melodyjnego hard rocka.

Grupa po raz pierwszy zwróciła na siebie uwagę mediów w 2000 r., kiedy to zamieściła swoją piosenkę o tytule Can't Let You Go na samplerze wydanym przez niemiecki magazyn Rock Hard. Kilka miesięcy później muzykom udało się znaleźć wytwórnię i wtedy też ukazał się eponimicznie zatytułowany debiut grupy. Kolejne lata to kolejne wydawnictwa, ale przede wszystkim duża aktywność koncertowa, podczas której zespołowi udało się zagrać razem z Bonfire, Axxis, Shakrą, Rogerem Chapmannem, U.D.O., Primal Fear, Adler's Appetite i Doro. Dwie z wymienionych ekip mają sporo wspólnego z twórczością Shylock - mianowicie Bonfire i Shakra. Grupa porusza się w dość podobnej stylistyce do owych i przede wszystkim fanom tych zespołów mógłbym polecić dokonania Shylock. Głos wokalisty przypomina jakąś formę pośrednią pomiędzy Clausem Lessmannem a Michaelem Bormannem, z kolei wiele zagrywek w utworach może kojarzyć się z płytami Shakry i Bonfire (zwłaszcza albumami wydanymi za połową lat '90). I tak na przykład pierwsze w zestawie Damn Good mogłoby spokojnie być nagraniem Bonfire, chociaż piosenka nosi też znamiona drużyn powiązanych z Bormannem. Numer dość spokojny jak na standardy Shylock, bo na krążku znajdzie się też materiał ostrzejszy. Taki nieco rozmarzony, europejski hard rock. Właśnie w Dawn grupa zmienia się nie do poznania i serwuje ciężkie, ostre riffy. De facto podobają mi się te dynamiczne zagrywki, może dlatego, że wioślarze nie szczędzili w nich jakże lubianych przeze mnie flażoletów. Kawałek dynamit, brzmi świetnie w wersji studyjnej, choć podejrzewam, że na żywo też musi to być bomba o dużej sile rażenia. Na pozycji trzeciej zespół zamieścił cover Rumours, piosenki popularnego na początku lat '80 Timex Social Club. Tutaj mamy oczywiście aranżację rockową i w dodatku tak sprytnie zmajstrowaną, że można by pomyśleć, iz to autorska kompozycja formacji (sam, gdybym o tym nie przeczytał wcześniej, nie wiedziałbym, że to przeróbka). Sunshine VS. Rain to ballada, bardzo bliska muzyce AOR-owej i pewnie łatwo byłoby ją wrzucić do worka z takim szyldem, gdyby nie charakterystyczny głos wokalisty, bliższy jednak grupom hard rockowym. Chyba z tego powodu utwór brzmi szczerze i dobrze się go słucha, nie sprawia po prostu wrażenia robionego na siłę. Podobnego typu ballady miewało późne Bonfire i fanom tej formacji ścieżka powinna spodobać się od pierwszego usłyszenia. A z kolei Just For U jest numerem celującym w gusta sympatyków twórczości Szwajcarów z Shakry. Normalnie jakbym słyszał właśnie tę kapelę, ba, nawet brzmienie instrumentów jest zbliżone do takich albumów jak Rising i Everest. Solidny kawał energetycznego hard rocka, choć może bez większych aspiracji artystycznych (liczy się jednak dobra zabawa). Much zdaje się wyrastać z tego samego pnia co Dawn. By docenić w pełni tego rockera, trzeba podkręcić wzmacniacz co najmniej na siódemkę i mieć pewność, że sąsiedzi nie zadzwonią po służby porządkowe. Refreny mogłyby być bardziej przebojowe, ale i tak nie jest źle. Swym tytułem intryguje Rose Of Cairo, niestety ciężko mi znaleźć w tym kawałku coś ciekawego, może poza faktycznie egipsko pobrzmiewającymi partiami gitar nieco przed refrenem i w środku nagrania. Kapela miała świetny pomysł, ale jak na mój gust, nie rozwinęła dostatecznie skrzydeł i nie przekuła go w jakieś arcydzieło. Numer jednak może zainteresować słuchacza swoją oryginalnością. Balladowo rozpoczyna się Strong, lecz całościowo to raczej po prostu wolny, rockowy utwór. Zwrotki są wprawdzie dość łagodne, ale refreny znacznie cięższe, choć wciąż mamy do czynienia z wolniejszym graniem. Silnym punktem kompozycji jest shredderska solówka, gdzie nie zabrakło gitarowego wymiatania na poziomie. Zaskakuje w kontekście całej płyty piosenka Somebody Else. Z jednej strony wciąż jest tu shakrowo-bonfire'owato, jednak czuć ciągoty w kierunku sleaze rocka i jakieś dalekie wpływy Billy'ego Idola. Nie ma co nad tym długo dumać, koniec końców ścieżka bardzo mi się podoba. The Moment też jest jakby z innej bajki. Grupa łączy w nim bardzo umiejętnie starego, radiowego hard rocka z modern rockowymi naleciałościami. Na upartego znajdziemy tu coś z Bad English, co nieco z Bonfire, plus coś z modern rockowych załóg (nie pytajcie o wskazanie jakiejś konkretnej kapeli, bo na co dzień nie siędzę w tym gatunku muzycznym). Powrót do grania a'la Shakra następuje wraz z We Are. Dziwnie rozwiązano tu aranżacje wokali (pewne partie wyśpiewywane są niemal szeptem), ale ogólnie nie mam nic przeciwko temu. Po prostu jeszcze jeden numer, może niezbyt szczególnie ambitny, a jednak wpadający w ucho. Nie do końca trafia do mnie za to Wrong Planet, może w tym przypadku to zwyczajnie nie mój typ grania. Pewne partie wydają mi się tu rozwlekłe, brakuje jakiegoś porywającego refrenu, ciekawsze gitarowe fajerwerki odnajdujemy natomiast dopiero w solówce. Na całym krążku było dużo lepszych kompozycji.

Jedno jest pewne - w album mogą zaopatrzyć się w ciemno fani Shakry i Bonfire. To wypisz wymaluj taka sama stylistyka grania, czyli melodyjny, ale zarazem dość ostry hard rock. Mamy tu udany miks nagrań cięższych i wolniejszych, przez co płyta nie zanudza. Grupie udało się też przemycić tu i ówdzie kilka ciekawych patentów i to też jest dobry powód, by po krążek sięgnąć.

Oficjalna strona zespołu: www.shylockmusic.de