
Seven The Hard Way - Seven The Hard Way
Wydawca: Mascot Records / Provogue Records
Rok wydania: 2010
- Liar
- Guilt
- Solitary Man
- Where I’m Going
- All I Had
- Blame
- The Wall
- Good And Evil
- Happy Ending
- The Cage
Skład: Mark Boals - śpiew; Tony MacAlpine - gitary; Stefanía Daniel - gitary; Doug Shreeve - gitara basowa; Virgil Donati - perkusja
Produkcja: Virgil Donati, Tony MacAlpine i Mark Boals
Tony MacAlpine to znany gitarowy wymiatacz, nie dość że nagrał masę płyt solowych, to jeszcze grywał w różnych zespołach i projektach - CAB, Planet X, M.A.R.S., Steve Vai, by wymienić tylko te najważniejsze. Jego styl gry zmieniał się z czasem, wraz z rozwojem kariery od stylu ilustracyjnego z elementami neoklasycznymi poszedł w granie fusion i progresywne. Teraz muzyk atakuje ze swym nowym projektem Seven The Hardway.
Projekt ten, a być może już regularny zespół, uformował się w południowej Kalifornii w 2009 r. Tworzy go piątka muzyków, poza MacAlpinem obsługującym gitary mamy tu jeszcze jego kolegę z Planet X perkusistę Virgila Donatiego i rozpoznawalnego wokalistę Marka Boalsa (śpiewał choćby u Malmsteena i obecnie w Royal Hunt), resztę składu uzupełniają mniej znani basista Doug Shreeve (The Virgil Donati Band, Code 3) pochodzący z Waszyngtonu i 21-letnia gitarzystka z Argentyny Stefanía Daniel. Doug studiował jazz i po latach grania na standardowym, czterostrunowym basie zaczął grać na ośmiostrunowym. Stefanía z kolei grała na gitarze w zasadzie od dziecka, bo odkąd skończyła 9 lat. Od niedawna grywa na gitarze siedmiostrunowej, ma za sobą także praktykę zdobytą podczas grania z kilkoma rockowymi zespołami z okolic Buenos Aires. Tak więc mamy trochę uznanych gwiazd, trochę dobrze zapowiadających się młodych talentów, a oliwy do ognia dolewa fakt, iż za miksowanie materiału wziął się słynny Roy Z. Powinno być cudnie, ale czy jest? Może trochę za wcześnie na krytykowanie krążka, bo stosunkowo niedawno wpadł on w moje ręce, jednak mając już za sobą kilka odsłuchów nadal nie jestem w stanie się do niego przekonać. Wydawnictwo zyskało wprawdzie z czasem trochę w mojej ocenie, ale wciąż uważam je za raczej słabe. Wedle samego zespołu gra on progresywnego hard rocka, ale mało tu progresu i jeszcze mniej hard rocka. Większość utworów ma bardzo proste i mało porywające struktury gitar rytmicznych, brak też jakichś zapierających dech w piersi riffów gitary prowadzącej. Nawet jeśli całość przypomina hard rocka, to tego cięższego i to ze skłonnością do zakrętów w jakiś nu-metal. Ogólnie płyta robi wrażenie nagranej na szybkiego i na siłę, poszczególne ścieżki za mało się od siebie różnią. Zestaw rozpoczyna utwór o tytule Liar, w którym mamy jakieś dalekie echa Black Sabbath, przynajmniej gitarowo. Zwrotki pan Boals wyśpiewuje niemrawo i markotnie, lepiej robi się w refrenach, gdzie mamy coś pomiędzy późnym Ozzym Osbournem a Alice In Chains. Solówki wymiatane, tyle że oparte o generyczne i ograne patenty. No cóż. Totalną porażką jest kolejne Guilt. Toż to nu-metal, gdzieś spomiędzy Kid Rocka a System Of A Down. Nie wierzę, że muzycy o takiej renomie pokusili się o coś takiego, no, po prostu nie wierzę. Jedna z najsłabszych pozycji w secie. Kilka dobrych pomysłów miała grupa w Solitary Man, jak się uprzeć, to doszukać można się podobieństw do bardziej współczesnego oblicza Lillian Axe, chociaż ogólnie kawałek ciąży ku modern rockowi. Również nie tego spodziewałbym się po MacAlpinie i spółce. Na pochwałę zasługuje jednak bardzo przyzwoita, progresywno-fusionowa solówka na miarę Planet X i chyba fanom tej formacji mogę finalnie numer polecić. Dalej mamy progresywną balladę Where I’m Going. Niby nic specjalnego, ale po poprzednich dokonaniach nowej ekipy Tony'ego ścieżka sporo zyskuje i zwyczajnie może się podobać. Poza tym mamy fajną solóweczkę zagraną na akustyku i dzięki niej też piosenka awansuje do jaśniejszych momentów płyty. Za nią coś bardzo ciężkiego, mianowicie All I Had. Znów kompozycja hołdująca staremu Black Sabbath i z pewnością godna polecenia tym, którym podobała się nowa odsłona tej grupy, występująca pod szyldem Heaven & Hell. W zasadzie ten numer spodobał mi się jakoś od razu, muzycy odwalili kawał dobrej roboty i, co ciekawe, świetnie wpasował się tu ze swoimi wokalami Mark Boals. Nieporozumieniem jest zupełnie nijakie Blame. Ratuje je trochę refren, solówki i głosowe, "zewnętrzne" wstawki a'la Queensrÿche. W połowie lat '90 podobne eksperymenty robiło Dokken i tam wypadło to nie najgorzej, tutaj jest tak sobie. The Wall to pozycja kierowana do miłośników grania progresywnego, coś jak Dream Theater ze swego środkowego okresu działalności. W zależności od tego, jak bardzo kto lubi taką stylistykę, numer może spodobać się od razu, lub po kilku odsłuchaniach. Ja tym razem z tych pierwszych. Płyta zaczyna się rozkręcać, bo dalej też kompozycja bardzo przyzwoita. Mowa o Good And Evil, utworze wolnym, gdzie dobrze spisuje się za mikrofonem Boals, no i melodii w samym kawałku również nie brakuje. Może nie jakieś dzieło sztuki, ale w porównaniu z początkiem albumu rzecz dość łatwo strawna. Z zestawu wyróżnia się, choć nie wiem czy na plus, bardzo rytmiczny numer o tytule Happy Ending. Gitarowo trochę jak jakieś echa po Panterze, chociaż brzmieniowo bliżej temu do współczesnych kapel grających coś w klimatach thrashowych. Naturalnie dobrze spisała się tu sekcja rytmiczna, do gitar i wokali już można by się przyczepić. Na finiszu dostajemy raz jeszcze utwór na modłę wolnego Black Sabbath, tyle że z mało ciekawymi liniami wokalnymi (w ogóle na tym krążku Boals się jakoś nie wysila; czyżby spadek formy?). Takie kawałki potrafią komponować nawet garażowe kapele, tyle że mało które z nich mogą akurat uzyskać takie brzmienie. Pochwalić mogę tylko solówki.
Dziesięć nagrań to liczba dość skromna jak na dzisiejsze standardy, ale jeśli by miało nie być wypełniaczy i utworów po prostu słabych, nie byłoby to mankamentem. Tutaj jednak do mnie trafiają tylko cztery ścieżki, czyli mniej niż połowa. Tego roku wyszło dużo lepszych płyt i wydaje mi się, że poza zagorzałymi fanami album inni słuchacze mogą sobie odpuścić. A Tony lepiej zrobiłby, gdyby pomyślał o płycie solowej i nagrał coś w klimatach swoich krążków z pierwszej polowy lat '90.
Oficjalna strona zespołu: seventhehardway.net