
Savatage - Edge Of Thorns
Wydawca: Atlantic / Edel / SPV
Rok wydania: 1993
- Edge Of Thorns
- He Carves His Stone
- Lights Out
- Skraggy's Tomb
- Labyrinths (Instrumental)
- Follow Me
- Exit Music (Instrumental)
- Degrees Of Sanity
- Conversation Piece
- All That I Bleed
- Damien
- Miles Away
- Sleep
- Forever After [japoński bonus track i reedycja z SPV]
- Shotgun Innocence [japoński bonus track]
- Believe (acoustic version) [tylko w reedycji z Edel]
- Conversation Piece (live) [bonus track w reedycji z SPV]
Skład: Zachary Stevens - śpiew; Criss Oliva - gitary; Johnny Lee Middleton - gitara basowa; Steve Wacholz - perkusja; Jon Oliva - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Paul O'Neill
Savatage zawsze było zespołem oryginalnym. W jego muzyce łączyły się wpływy klasycznego hard rocka z elementami rocka progresywnego i o ile na poprzednich wydawnictwach więcej było tych pierwszych, o tyle na Edge Of Thorns przewagę zyskały te drugie. W mojej opinii zmiana ta wyszła tylko na plus, a kierunek, w jakim grupa podążyła, bardzo mi odpowiadał. Innym strzałem w dziesiątkę było zatrudnienie wokalisty Zachary'ego Stevensa, jego głos bardziej pasuje do twórczości formacji. Ten krążek jest też ostatnim, na którym zagrał utalentowany gitarzysta Criss Oliva. Criss zginął jeszcze tego samego roku w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę.
Uwagę zwracają zarówno same kompozycje, jak i ich brzmienie. Dźwięki są tu bardziej przemyślane, wydają się być bardziej czyste, płyta jest dobrze wyprodukowana. Tytułowe Edge Of Thorns to jeden z najlepszych kawałków, jakie w latach '90 nagrano. Doskonała mieszanka hard rocka i rocka progresywnego, która jak się później okazało, niesamowicie wypada też na koncertach. He Carves His Stone to dla mnie potwierdzenie, że Savatage poszło w dobrym kierunku. Słychać tu echa typowego brzmienia zespołu z czasów "Streets", ale zarazem całość wypada dużo lepiej. W Lights Out robi się bardziej rock'n'rollowo i bardzo dobrze, dzięki takim urozmaiceniom album nie jest nudny. Polecam ten numer szczególnie fanom hard rocka, podobnie jak następujące po nim Scraggy's Tomb. Wprawdzie klimat jest tu już inny, wolniejszy i bardziej zakręcony, nawet podchodzący pod thrash metal (pewne podobieństwa do grupy Annihilator z czasów "Alicji"), niemniej jednak struktura utworu jest jak najbardziej rockowa. Na krążku znalazły się dwa utwory instrumentalne - Labyrinths i Exit Music. Niesamowite, jak muzyka rockowa i muzyka poważna potrafią się ze sobą splatać i wzajemnie uzupełniać. Ciekawy efekt słuchowy wywołują klasyczne współbrzmienia klawiszy z przesterowaną gitarą w Labyrinths... A jednak można grać neoklasycznie i przy tym nie brzmieć jak Malmsteen ;) . Follow Me może być dobrym przykładem na moją tezę, że Stevens jest lepszym wokalistą od Jona Olivy. Jego głos jest pełen ekspresji, a także wydaje się mieć większe możliwości artykulacyjne. Rewelacyjny kawałek, którego dopełnieniem jest wspaniała gitarowa solówka. Degrees Of Sanity ma u mnie dodatkowy punkt za oryginalność, podobnego numeru można by ze świecą szukać. Jest ostro, ciężko, mrocznie, gdzieniegdzie pobrzmiewają jakby echa Wschodu, bardzo składna kompozycja. Po raz kolejny Criss Oliva daje wszystko z siebie i ze swego instrumentu. Jeszcze inną receptę na hit zespół zaprezentował w Conversation Piece. W zasadniczo wolny numer wpleciono nieco więcej rytmiki w partiach gitarowych, do tego dochodzi wspaniały refren, który pobrzmiewa jak hymn i trafia prosto w serce. Po balladę sięgnięto w All I Bleed. Większość utworu wypełniają brzmienia fortepianowe, ale nie zabrakło też przesterowanych gitar oraz interesującej solówki. Damien to muzyczne rozwinięcie brzmienia z poprzedniego wydawnictwa, tematykę zaś zaczerpnięto z pewnego znanego filmu. Znów Zachary pokazuje swą wysoką wokalną klasę, znów swym kunsztem gry uwodzi nas Criss... Na końcu mamy jeszcze dwie ballady. Miles Away zaczyna się od długiego balladowego wstępu opartego na czystych gitarach. Przeradza się on w składny hard rockowy utwór, wiadomo skąd się wzięły korzenie grupy :) . Album zamyka ballada Sleep. Coś na odprężenie, idealne do słuchania przy ognisku...
Edge Of Thorns to rewelacyjne wydawnictwo, chyba najlepsze w dyskografii Savatage, choć cenię je na równi z Handful Of Rain. Godne jest polecenia fanom dobrej muzyki, nie tylko tej rockowej. Płytę polecam również muzykom, gdyż tak składne kompozycje warte są naśladowania.
Oficjalna strona zespołu: www.savatage.com