Rock Sugar - Reimaginator

Rock Sugar - Reimaginator

Wydawca: Rock Sugar
Rok wydania: 2010

  1. Don't Stop The Sandman
  2. We Will Kickstart Your Rhapsody
  3. Crazy Girl
  4. Voices In The Jungle
  5. Here Comes The Fool You Wanted
  6. Shook Me Like A Prayer
  7. Straight To Rock City
  8. Prayin' For A Sweet Weekend
  9. Heaven And Heaven
  10. Breakin' The Love
  11. I Love Sugar On Me
  12. Round And Separated
  13. Dreaming Of A Whole Lotta Breakfast

Skład: Jess Harnell - śpiew; Chuck Duran - gitary, gitara basowa, chórki, śpiew w [8]; Alex Track - perkusja, instrumenty klawiszowe, chórki i Perkusyjny Język Małp; Johnny Five - gitara basowa, chórki

Produkcja: Chuck Duran, Jess Harnell i Alex Track

Kolejnymi po Steel Panther jajcarzami zza oceanu próbują być chłopaki (a w zasadzie panowie, sadząc po aparencji) z Rock Sugar. O ile jednak Stalowa Pantera prezentuje swój autorski materiał, o tyle Rockowy Cukier bierze się za coverowanie znanych szlagierów rockowych i popowych. No i jest przy okazji kolejną kapelą, która do swojej biografii dopisuje historie, jakie nigdy nie miały miejsca.

Zacznijmy od tego, że muzycy tworzący Rock Sugar pochodzą z Los Angeles i gdyby faktycznie rzeczy tak się miały, jak to sami podają, to na pewno słyszelibyśmy o nich już wcześniej. Panowie utrzymują bowiem, że już w 1989 r. ukazała się rzekomo ich debiutancka płyta o tytule Bang You Like A Drum, o której próżno szukać jakichkolwiek informacji. Owszem, jest w Internecie kilka wzmianek o niej, ale w żadnych spisach dyskografii czy katalogach, a na różnych forach dyskusyjnych i w serwisach nie sprawdzających źródeł informacji, a bezkrytycznie kopiujących bio grupy z jej oficjalnej strony. Idźmy dalej. Piosenki z tego albumu miały ponoć dotrzeć do 41 pozycji na amerykańskich listach przebojów, czyli kolejna ściema kijem na wodzie pisana Sama lektura rzekomej historii formacji też wskazuje na jej żartobliwy charakter. Muzycy utrzymują w niej, że zamiast trasy koncertowej wzięli udział w zorganizowanej na jachcie żydowskiego milionera imprezie na cześć jego córki, ale twórczość zespołu się nie spodobała, wybuchła bójka, w wyniku której niesterowany akurat jacht uderzył o skałę i muzycy wypadli za burtę. Skazani na pobyt na wyspie i mając do odsłuchu tylko jedną płytę - składankę z popowymi z hitami z lat '80 - przez 20 lat komponowali to, co można usłyszeć na Reimaginator. Komu streszczenie bajki nie wystarcza, niech przeczyta całość na oficjalnej stronie kapeli. Mnie akurat takie bajkopisarstwo nie bawi. Jedynym pewnym szczegółem jest natomiast osoba wokalisty Jessa Harnella, znanego z występów w grupie Loud & Clear, o innych członkach zespołu niewiele wiadomo. Najważniejsza jest muzyka, nawet jeśli cudza, czyli covery. Ale nie są to typowe przeróbki, do jakich się już przyzwyczailiśmy, raczej takie miszmasze, kawałki poskładane z 2-3 utworów, czasem dość odległych od siebie stylistycznie. Album rozpoczyna kompozycja Don't Stop The Sandman, gdzie muzycy połączyli ze sobą znane numery Metalliki i Journey. Pasuje to do siebie "średnio na jeża", zwłaszcza barwa głosu wokalisty śpiewającego delikatnie, na wzór journeyowski, zbyt mocno kontrastuje z ciężkimi riffami zapożyczonymi od ekipy Larsa. Ścieżka promuje cały krążek teledyskiem i chętni mogą go w dobrej jakości obejrzeć na YouTube. Ciekawie wypada z kolei We Will Kickstart Your Rhapsody; tu schizofrenicznie chłopaki balansują pomiędzy Mötley Crüe (Kickstart My Heart dostarczyło większości pomysłów) a nagraniami Queen (na szlifierkę poszły We Will Rock You i Bohemian Rhapsody). Najbardziej podobają mi się właśnie te rapsodiowe motywy za połową numeru, są prawie tak dobre jak oryginał. Dobrze się słucha Crazy Girl, gdzie spomiędzy nutek kłaniają się słuchaczowi Ozzy Osbourne i Rick Springfield. Partie zaczerpnięte z Crazy Train wypadają znakomicie, a nagrania Springfielda w ogóle jakoś nie kojarzę, więc trudno mi się na ten temat wypowiedzieć. Podobnie ma się sprawa z Voices In The Jungle - otwierające numer riffy od razu naprowadzają słuchacza na trop Guns N' Roses, zmiksowanego tym razem z 'Til Tuesday. W sumie dość ciekawy pomysł na połączenie tak odległych od siebie nagrań, na szczęście przeważają tu ostrzejsze momenty zaczerpnięte z Gunsów. Patent na mariaż Eurythmics, Bon Jovi i Cinderelli (tej ostatniej jest tu najmniej) to misja niemal samobójcza, ale Sugarom jakoś udało się wyjść z tej próby nie tylko bez szwanku, ale i z podniesioną głową. Here Comes The Fool You Wanted to naprawdę świetna kompozycja i w dodatku jedna z moich ulubionych w tym zestawie. A wyobrażałby kto sobie, by złączyć Madonnę z AC/DC? O dziwo i w tej konkurencji zespół radzi sobie nieźle, chociaż chyba wolę ostatecznie pozostać przy oryginałach... ale Shook Me Like A Prayer można śmiało dograć do składanki z myślą o najbliższej parapetówie. Cholernie dobrze wypadło połączenie szlagieru Pauli Abdul z jednym z klasyków KISS, które ochrzczono jako Straight To Rock City. Rzekłbym, że Sugarom poszło tu lepiej niż Całusom (pewnie posypią się na mnie gromy, ale wolę wersję z tego coveru), a partie niegdyś śpiewane przez Paulę teraz nabrały nowego wymiaru - oczywiście są bardziej zadziorne. Uśmiać się można z tego, co kapela zrobiła ze słynnym początkiem Livin' On A Prayer i chciałbym w związku z tym zobaczyć minę muzyków z Bon Jovi. Dalej w Prayin' For A Sweet Weekend mamy jeszcze sporo z Loverboya (znów cover wypada lepiej od oryginału) przyprawionego szczyptą Gunsów (dodano wyjątki ze Sweet Child O' Mine). W kolejnej bitwie udział biorą Bryan Adams i Warrant. Wrzuceni do jednego kotła i wymieszani, ale gdy zupa nazwana Heaven And Heaven zaczyna już bulgotać, na powierzchnię zwycięsko wypływa raczej Bryan. Następna runda rozgrywa się między Judas Priest a 10CC (tych drugich nie znałem aż do dzisiaj i stwierdzam, że chyba niczego nie straciłem). W Breakin' The Love zmiksowano słynne Breakin' The Law z I'm Not In Love, dzięki czemu pod wpływem heavy metalu popowa piosenka nabrała ostrości i w przerobionej wersji słucha się jej dużo lepiej niż w oryginale. Nawet trafia do mnie mikstura przyrządzona z Joan Jett i Def Leppard, chociaż w tym przypadku I Love Sugar On Me wypada słabiej od oryginałów. Muszę jednak przyznać, że sposób, w jaki Rock Sugar połączyło refreny, jest co najmniej godny podziwu. Mieszane uczucia mam natomiast co do Round And Separated. Fragmenty zaczerpnięte z Ratt grupa zmasakrowała, za to ekscerpta z Journey wyszły całkiem nieźle. Posłuchać można, zwłaszcza refrenów. Na sam koniec zachowano Dreaming Of A Whole Lotta Breakfast, czyli wiązankę Aerosmith, Supertramp i Led Zeppelin. Nie wiem, jak na to wszystko zareagują fani aranżacji pierwotnych, ale mnie finalnie wykonanie Rock Sugar bardzo przypadło do gustu. No nieźle, chłopaki!

Pewne jest to, że album jako całość to kawał dobrej zabawy. Idealnie nadaje się jako podkład muzyczny na jakąś imprezę, o ile jej uczestnicy mają tę muzyczną świadomość, co tu ze sobą wymieszano. Z jednej strony nie jestem jakimś szczególnym fanem tego typu eksperymentów, ale zarazem doceniam ilość pracy, jaką trzeba wykonać, by takie "medleye" utrzymać na odpowiednim poziomie. Muzykom z Rock Sugar się to udało. Nie wiem, jak długo będzie się pamiętało o tym krążku, ale póki co, bawcie się dobrze.

Oficjalna strona zespołu: www.rocksugarband.com