Rattler - Incoming

Rattler - Incoming

Wydawca: Magic Bullet Records / 101 Distribution
Rok wydania: 2010

  1. Suck The Venom
  2. Getting Awesome
  3. Shoot To Kill
  4. Drink And Destroy
  5. Fully Loaded
  6. Nasty Girls
  7. Cocaine Migraine
  8. Dropping Jager Bombs
  9. Blood, Sweat And Beers
  10. Time Traveling

Skład: Rick Rattler - śpiew; Scott Rattler - śpiew pomocniczy; Mickey "Hollywood" Fangs - gitara prowadząca; Rattlesnake - perkusja; Frank "The Deuce" Williams - gitara basowa; Bobby "Coils" Williams - gitara rytmiczna

Produkcja: Rattler

Waszyngton, stolica kraju wuja Sama, nigdy nie był jakąś Mekką dla kapel hard rockowych i znane grupy z tego miasta można by było policzyć na palcach. Ale to może się zmienić. Coraz głośniej robi się o zespole Rattler, który słynie ze swych pełnych energii występów na żywo i grzmoci dość tradycyjnego hard rocka.

O formacji niewiele w sumie wiadomo i informacje na jej temat, jakie pojawiają się w necie, są dość skąpe. Konia z rzędem temu, kto znajdzie dokładną datę powstania Rattlera. Wiadomo tylko, że gdzieś koło 16 roku życia dwóch braci Rick i Scott, od których nazwiska zespół przybrał nazwę, znalazło sobie kumpli do wspólnego muzykowania i jak sami dodają, do "pieprzenia panienek". Incoming jest właściwie studyjnym debiutem chłopaków, chociaż gdzieś w 2007 r. (najprawdopodobniej jest to rok powstania grupy) zarejestrowali występ na żywo, wydany rok później w formie płytowej razem z zespołem Nitro Tokyo. Same koncerty Rattlera są ponoć bardzo żywiołowe - dużo dobrej zabawy, dużo piwa i "panienek ściągających majtki"; po zamieszczonych w Internecie zdjęciach z owych imprez łatwo stwierdzić, że przynajmniej dwa pierwsze fakty się zgadzają, co do trzeciego na razie ewidencji brak. Przyjrzyjmy się zatem, co młodzi muzycy prezentują na swym debiucie. Suck The Venom to niewątpliwie hard rock, powstały, jak się zdaje, z wymieszania dokonań Danzig (inspiracje słyszalne w głosie wokalisty i brzmieniu gitar), The Kinks (charakterystycznie zbudowane riffy prowadzące) i rock'n'rollowych rytmów, do tego gdzieniegdzie w tle przewijają się dokkenowskie motywy. Brzmienie dość surowe, co przydaje muzyce naturalności, momentami można pomyśleć, że to ostrzej i bardziej technicznie zagrany punk. Mocna rzecz i znakomite otwarcie zarazem, na żywo faktycznie musi to być niezła petarda. Żywiołowość nie znika wraz z Getting Awesome, które tu i ówdzie wydaje się brzmieć dość znajomo. To trochę tak, jak byśmy doprawili sterydami mieszankę Led Zeppelin, The Darkness i Mötley Crüe z czasów Feelgooda. W porównaniu z poprzednikami wyjątkowo okrzesane zdaje się Shoot To Kill. Brzmieniowo lepiej dopracowane, niestety partie wokalne nieco bezjajeczne i psują klimat całego kawałka. Podobają mi się natomiast okolice solówki, może nie ma tu jakiegoś shreddingu, jest za to odpowiedni nastrój. Jeszcze bardziej rock'nrollowo robi się w Drink And Destroy, jednym z moich faworytów z krążka. Zabawne teksty połączono z czymś, co gitarowo przypomina mi mocno słynne Hot For Teacher Van Halena, z tym że wokalnie znów jest tu bliżej do Danziga. "Pieprzyć wątrobę, pieprzyć życie, robimy wypad dziś wieczorem" - śpiewają chłopaki. Fully Loaded też rozpoczyna się żartem - sfingowaną scenką, w której głos policjantki oznajmia przez radio, że ofiarą wypadku (samochodowego najprawdopodobniej) jest Rick Rattler, przystojny i totalnie struty alkoholem wokalista kapeli. Sam numer wypada dość przyzwoicie, może bez rewelacji, przyczepić można się tylko do linii wokalnych, gdzie mało się dzieje. Dużo lepsze jest następujące po nim Nasty Girls, przypominające trochę kompozycję drugą. Raz jeszcze wokale bliższe ekipie Glena, ale akurat to mi się podoba, natomiast muzyka w ścieżce to typowy, brudny rock'n'roll. Silny punkt krążka to Cocaine Migraine, gdzie i tym razem nie obyło się bez energii, jaką daje rock'n'roll. Znajdzie się też krótki motyw zagrany z motoryką iście na wzór Iron Maiden, ale długo się w te naśladownictwa muzycy nie bawili i łatwo go przegapić. Dokkenowsko rozpoczyna się Dropping Jager Bombs i w zasadzie takim pozostaje, tyle że oczywiście nie mamy tu za mikrofonem Dona, co czyni pewną różnicę. Brzmi to jakby do Dokken dośpiewano na wpół punkowe teksty, ale wciąż mamy do czynienia z dobrym kawałkiem. Blood, Sweat And Beers to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Rozpędzony i szalony numer bazujący na hard rockowym riffie zagranym z funkowym zacięciem. Taki wczesny Van Halen na dopalaczach. Dobra zabawa gwarantowana. W Time Traveling mamy kilka razy oklepany basowy motyw, a po nim ścieżkę, w której wokalista swego gardła nie zamierza oszczędzać. Piosenka może spodobać się fanom starego Guns N' Roses, a to z racji pewnych podobieństw do takich utworów jak choćby Paradise City. Patenty naprawdę bliźniacze, tyle że podane w nieco inny sposób. Do tego jeszcze zaskakuje połowa nagrania, w której pojawiają się na dłużej gitary akustyczne, będące na tym krążku rzadkością. Zresztą zakończenie utworu też jest przezabawne i warto się wsłuchać, co tam chłopaki wymyślili.

Jak na pozycję współczesną, a mocno nawiązująca do tego co stare, jest to zdecydowanie rzecz godna zapoznania się. Moim zdaniem ekipa choć jeszcze dość młoda, bije na głowę takie bardziej znane kapele jak chociażby Velvet Revolver. Słuchając tego odradza się nadzieja, że hardrockowo-hairmetalowe czasy jeszcze powrócą. Inicjatywa należy do młodych.

Oficjalna strona zespołu: www.partywithrattler.com
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/rattler