
Pride & Glory - Pride & Glory
Wydawca: Geffen Records / Spitfire Records / Eagle Records / MSI Music Corporation
Rok wydania: 1994
- Losin' Your Mind
- Horse Called War
- Shine On
- Lovin' Woman
- Harvester Of Pain
- The Chosen One
- Sweet Jesus
- Troubled Wine
- Machine Gun Man
- Cry Me A River
- Toe'n The Line
- Found A Friend
- Fadin' Away
- Hate Your Guts
- The Wizard [japoński bonus track]
- The Wizard [Black Sabbath cover]
- Torn And Tattered
- In My Time Of Dying [Led Zeppelin cover]
- Found A Friend
- The Hammer And The Nail
- Come Together [John Lennon cover]
Skład: Zakk Wylde - śpiew, gitary, pianino, mandolina, bandżo, harmonijka ustna; James Lomenzo - gitara basowa, gitara 12 strunowa; Brian Tichy - perkusja
Produkcja: Rick Parashar, Pride & Glory i Greg Goldman
Losy muzyków potrafią splatać się w różnych okolicznościach. W 1992 r. była sekcja rytmiczna zespołu White Lion łączy swe siły z Zakkiem Wyldem, znanym wówczas jako gitarzysta Ozzy'ego Osbourne'a, efektem czego powstaje grupa Lynyrd Skynhead. Panowie od samego początku grają mieszankę southern rocka z klasycznym hard rockiem, zresztą co innego mieliby grać mając taką nazwę. W 1994 r. już po zmianie szyldu na Pride & Glory i wymianie perkusisty ekipa rejestruje swój debiutancki, eponimicznie zatytułowany krążek.
Pomysł był w zasadzie prosty. Muzycy pożyczyli sobie styl od takich legend jak Lynyrd Skynyrd, Blackfoot, Grand Funk Railroad, Molly Hatchet, The Allman Bros, czyBlack Oak Arkansas, dodali do tego co nieco z Led Zeppelin i Black Sabbath, zagrali wszystko nieco ciężej i wyszła z tego płyta Pride & Glory. Pomysł o tyle sprytny, że w owym czasie wciąż na fali była muzyka grunge, swe najlepsze czasy miały takie kapele jak Soundgarden czy Alice In Chains, więc nieco przybrudzone i mrocznawe brzmienie gitar mogło spodobać się również fanom tego typu zespołów. Album rozpoczyna najlepszy moim zdaniem w zestawie utwór Losin' Your Mind, do którego de facto nakręcono teledysk. Sporo się tu dzieje, niemal mantryczny początek należy zdecydowanie do wpadającej w ucho melodii granej na bandżo. Od razu wyobraźnia przenosi nas na południe Stanów, gdzieś w deltę Mississipi i możemy usłyszeć charakterystyczny dla tego regionu country blues. Seria improwizowanych hałasów otwiera Horse Called War, po czym rusza typowo hard rockowy riff. Klasyczne granie, ale ostre. Warto przy okazji wspomnieć o barwie głosu i sposobie śpiewania samego Wylde'a. Słychać, że Zakk wsłuchiwał się w śpiew Osbourne'a, z którym przecież współpracował już od kilku lat, no i pewnie podpatrzył (znaczy podsłuchał) to i owo. Barwy głosu oczywiście obie gwiazdy mają zupełnie inne, a jednak artykulację podobną. Jeśli chodzi o brzmienie, to głos Zakka przypomina mi mocno głos wokalisty Monster Magnet. Brudno i garażowo będzie konsekwentnie w Shine On, całościowo mniej lubianej przeze mnie kompozycji. Najbardziej podobają mi się tu partie harmonijki ustnej, reszta jakoś nie robi na mnie szczególnego wrażenia, ale podobne patenty ponad dekadę później stosowało będzie Black Stone Cherry i w ich wykonaniu zabrzmi to bardziej przekonująco. Lovin' Woman musiało być balladą, no i jest. Taką southernową, na nutę country. Silny kontrast w porównaniu z numerami poprzednimi, lecz zarazem w podobnym klimacie. Po prostu całość wypada lżej. Analogicznie, tytuł zdradza również stylistykę Harvester Of Pain, jednego z moich faworytów z krążka. Świetny hard rockowy patent na początku trochę jednak może zmylić, bo dalej wcale nie jest już tak ostro. Bardzo wyważony kawałek, bez przeginania, dobrze zmajstrowany i przede wszystkim lekko strawny. Ciekawie wypada solo Wylde'a, zagrane jakby zupełnie nie w jego stylu. The Chosen One jest wolny, ciężki i mroczny, podchodzący pod dokonania Black Sabbath, za to mocno kontrastuje z tym głos Zakka, utrzymany jednak w klimatach southernowych. Odnośnie środka piosenki mógłbym w zasadzie powtórzyć te same uwagi co uprzednio - momenty cięższe przeplatają się z lżejszymi. Jeszcze jedna południowa ballada, Sweet Jesus, chociaż tym razem nie mamy już zbyt wiele country, za to Zakk zasiada za pianinem. Robi się niemal soulowo, może nawet gospelowo, na szczęście obyło się bez tych niezbyt lubianych przeze mnie chórków, jakże charakterystycznych dla tej muzyki. Nieźle zapowiadał się Troubled Wine, jednak ostatecznie wyszedł dość przeciętnie, choć i typowo jak na tę płytę. Stylistycznie to wciąż to samo granie, aczkolwiek bez jakiegoś szczególnego polotu. Czegoś z ogniem spodziewałem się po Machine Gun Man, a dostałem spokojny, barowy kawałek, sprofanowany ponadto w środku jakąś glam rockową przyśpiewką. Numer nie jest zły, po kilku przesłuchaniach można się z nim oswoić, nie zmienia to jednak faktu, że przy pierwszym kontakcie na kolana nie powala. Cry Me A River to znów ballada w stylu country. Powinna spodobać się fanom późniejszej twórczości Tyketto, przy czym trzeba zaznaczyć, że tutaj jest tego country jeszcze więcej niż u ekipy Vaughna. Powrót w strony ostrzejsze i zarazem bardziej dynamiczne mamy w Toe'n The Line. We wstępie możemy usłyszeć, jak Brian bawi się pałeczkami, w sposób raczej mało typowy dla muzyki rockowej, chociaż podobne patenty miało kilka lat wcześniej nawet Ratt. Komu mało ballad, dostaje jeszcze jedną - Found A Friend. Całkiem przyzwoitą wprawdzie, ale szczerze mówiąc takie naszpikowanie albumu pościelówkami powoduje u mnie znużenie. Jest taki niepisany standard na dobrą, rockową płytę, mianowicie "nie zamieszczaj więcej niż dwie ballady na jednym krążku". Zakk tej zasady nie zna, lub nie chce respektować i dalej zapodaje Fadin' Away, też balladę, a jakże. Nie będę już marudził, bo akurat ta jest rewelacyjna. Bardzo dobrze pan Wylde spisał się za pianinem, kto wie, czy nie lepiej niż za gitarą. Ostatni numer w secie jest z kolei takim sobie numerkiem country. Ciężko się nim jakoś ekscytować, trzeba jednak przyznać, że Hate Your Guts nadawałby się świetnie jako podkład pod jakiś film o jadącej lokomotywie lub spędzie bydła. Reedycja krążka zawiera dodatkową płytę z kilkoma utworami. Można znaleźć na niej trzy covery, w tym jeden z repertuaru Black Sabbath, który wcześniej pojawił się na japońskim wydaniu albumu. Pozostałą część zestawu stanowią piosenki/ballady w stylistyce country dla tych, którzy pomimo solidnej dawki tegoż stylu w podstawowym secie mimo wszystko czują jeszcze niedosyt.
Do płyty mam stosunek... przerywany ;). Był czas, kiedy bardzo mi się podobała (wtedy gdy miałem zwykłe wydanie na kasecie), edycja z dodatkowym CD spowodowała jednak, że niemal usnąłem. Teraz, gdy sięgnąłem po album ponownie, doszedłem do wniosku, że tylko połowa utworów jest tak naprawdę godna uwagi. Kolekcja płytowa może się bez tego krążka obyć, z drugiej jednak strony jeśli trafi się po niskiej cenie, to można śmiało wrzucić do koszyka.
Oficjalna strona Zakka Wylde'a: www.zakkwylde.com