
Perihellium - The War Machines
Wydawca: Perihellium
Rok wydania: 2010
- The Machines
- Frozen Hell
- Unreality
- Unnamed Syndrome
- Sol
- War Against You
Skład: Gerard Wróbel - gitary, syntezatory; Seweryn Błasiak - perkusja; Bartek Bachula - gitara basowa; Marcin Sułek - śpiew
Gościnnie: Krzysztof Walczyk - syntezatorowe solówki w [2, 3]
Produkcja: Gerard Wróbel i Seweryn Błasiak
Człowiek ogląda TV, słucha radia i jest przekonany, że w Polsce nie ma niczego godnego uwagi, jeśli chodzi o muzykę. Wszędzie jakieś popłuczyny, jakaś próbująca się nadymać amatorszczyzna, tyle że agresywnie promowana. Ale jeśli zapomnimy o tych do niczego nie przydatnych głównych mediach i poszukamy gdzie indziej, okazuje się, że jednak kilka kapel naprawdę potrafiących grać w Kraju nad Wisłą się znajdzie...
Tropy wiodą m. in. do Tarnowa, gdzie działa grupa Perihellium. Ekipa prezentuje wysoki poziom techniczny i gra taką odmianę metalu progresywnego, która może się podobać. Przede wszystkim nie ma przerostu formy nad treścią, by nie zanudzić słuchacza, obok rozbudowanych progowych struktur muzycy proponują tradycyjną przeplatankę zwrotek i refrenów, lecz oczywiście okraszonych odpowiednimi smaczkami. Co zaś dla mnie bardzo ważne, ani przez chwilę na The War Machines nie brakuje melodii. Odgłosem startującego samolotu rozpoczyna się ponad siedmiominutowe The Machines, ale zaraz za tym zgrabnym intrem rusza coś, co może kojarzyć się z dokonaniami Rammsteina (charakterystyczna rytmika kawałka), z tym że, jak pamiętamy, miał tu być progmetal i jest. W dalszej części nagrania pojawia się wiele nawiązań do legendy gatunku Dream Theater, tyle że raczej do jej dyskografii z ostatniego dziesięciolecia, chociaż jeszcze słuszniej byłoby nadmienić, że numer na pewno spodoba się fanom ostatniej solowej płyty Jamesa LaBrie. Bardzo dobra praca gitar i sekcji rytmicznej, do tego dochodzą dobrze pasujące do tej stylistyki linie wokalne, no i nie należy tez lekceważyć instrumentów klawiszowych, które dopełniają całości. Komu mało takiej uczty, niech nie poprzestaje na pierwszym kawałku i zapoda sobie kolejne Frozen Hell. Mroczny klimat nie znika, nadal mamy do czynienia z ciężkim graniem. Tarnowska grupa eksponuje podobne rejony co wcześniej, z tym że zanikają już te "rammsteinowatości" (tak po prawdzie, to ani trochę mi one nie przeszkadzały, jako że dodawały kolorytu). Tutaj mamy bardziej typowy progmetal, godny zresztą swej nazwy. No właśnie, sam szyld formacji ma w sobie coś piekielnego i zdecydowanie pasuje on do tego, co panowie nam przedstawiają na tym krążku. Unreality nie robi na mnie już takiego wrażenia jak dwie pierwsze pozycje w zestawie, może przyczyną tego jest pewna jednostajność kompozycji - po prostu mniej się w niej dzieje, co biorąc pod uwagę jej długość zaletą nie będzie. Oczywiście to wciąż dobry utwór, ba, podobają mi się łamania rytmu w jego środku, zresztą w ogóle odnoszę wrażenie, że tym razem perkusiście reszta składu dała wreszcie poszaleć. Zwróćcie też uwagę na solówkę i jej okolice - warto! Wiele lat czekałem, by w Polsce pojawiły się zespoły, które będą grać takie rzeczy. Mrocznie zapowiada się instrumentalne Unnamed Syndrome, gdzieś tam jakieś echa słynnej "Toccaty i Fugi" wiadomo kogo, zapewne niezamierzone, ale jednak wstęp ma organowy klimat. Dalej nieco zagrywek w stylu Nevermore i co mnie cieszy, sporo zmian rytmiki, dużo pomysłów i chwała chłopakom za to, że nie chcą dołączyć do grona kapel grających na jedno kopyto. Nagle środek ścieżki robi się weselszy, wprowadza jakby odrobinę nadziei w tej jednak mrocznej opowieści. Wielkie brawa za ten numer i na przyszłość pozwolę sobie życzyć takowych więcej. Sol, nie bijcie, ale jakoś dziwnie kojarzy mi się z Black Clouds And Silver Linings sławnych Nowojorczyków. Klimat nagrania bardzo tajemniczy, co mnie akurat odpowiada. Przy okazji wspomnę krótko o brzmieniu krążka, ponieważ dotąd mi to umknęło. Otóż brzmienie albumu jest po prostu świetne - mnie też raduje fakt, że dzięki nowoczesnej technice można osiągnąć coś takiego nie mając do dyspozycji miliona dolarów (zapamiętajcie tę nazwę - Zed Studio, Olkusz). Ostatnim utworem w secie jest ponad piętnastominutowe War Against You. Jak progres, to progres... Wiadomo, że byłoby nudno, gdyby przez kwadrans ekipa Gerarda Wróbla grała na okrągło to samo, ale uspokoję Was, nie gra. Wstęp bardzo łagodny, balladowy, jednak dalej robi się ostrzej, no i z nutką niepokoju. Wokale Marcina Sułka brzmią tu agresywnie i niepokojąco, przynajmniej w zwrotkach, bo później napięcie nieco opada. Ciężki progmetal z jakimiś nawiązaniami do Deftones, następnie, bliżej połowy kompozycji pojawia się taki typ kombinowania, jaki lubię najbardziej, a za nim bardzo udane gitarowe solo (tutaj z kolei mam skojarzenia z bułgarską formacją Pantommind, a że ją lubię, to wszelkie nawiązania poczytuję na plus). Krążek liczy sobie niby tylko 6 kawałków, ale trwa godzinę i zapewniam fanów gatunku, że te 60 minut warto z tą płytą spędzić. Jestem pewien, że The War Machines jest wydawnictwem ponadczasowym i za klika czy kilkanaście lat nic nie straci ze swej wartości.
Wnioski? Przypomina mi się Koziołek Matołek, który daleko szukał tego, co jest bardzo blisko. Od kilku lat najlepsze albumy progmetalowe wychodzą w Europie i niezmiernie mnie cieszy, że muzycznie Polska na tym kontynencie się znajduje. Może by tak zamiast przeczesywać rynki zachodnie w poszukiwaniu "progmetalowrgo Świętego Graala", sprawdzić najpierw, co mamy na swoim podwórku? The War Machines Tarnowian jak najbardziej polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.perihellium.com