Jettblack - Get Your Hands Dirty

Jettblack - Get Your Hands Dirty

Wydawca: Spinefarm Records
Rok wydania: 2010

  1. Slip It On
  2. Two Hot Girls
  3. When It Comes To Lovin'
  4. Fooled By A Rose
  5. War Between Us
  6. Get Your Hands Dirty
  7. Not Even Love
  8. Mother Fucker
  9. Sleep
  10. Holding
  11. Innocence Is Mine

Skład: Will Stapleton - śpiew, gitary; Jon Dow - śpiew, gitary; Tom Wright - gitara basowa; Matt Oliver - perkusja
Gościnnie: Dan Weller - dodatkowe partie gitar w [11]

Produkcja: Dan Weller, Justin Hill i Jettblack

Z jednej strony Anglia nie słynie z glamowych odmian hard rocka, z drugiej jednak nie da się ukryć, że na Wyspach istnieje sleaze rockowe podziemie i znajdzie się parę knajp, gdzie zagrają jakieś kapele na żywo. Większość z nich gra bliżej punka, ale na szczęście pochodzące z Londynu Jettblack woli grać hard rocka z charakterystycznym dla lat '80 amerykańskim zacięciem.

Jettblack wypłynęło na szersze wody w 2007 r. swoim debiutanckim, "samozatytułowanym" albumem, który jakoś przeszedł bez echa. Możliwe, że sytuacja zmieni się, gdy większą uwagę zwróci się na bardzo dojrzałą "dwójkę" Brytyjczyków, noszącą bardzo intrygujący tytuł Get Your Hands Dirty. By zainteresować świat swoją muzyką, panowie nakręcili dwa promujące płytę teledyski i w sumie jest to bardzo sensowny ruch. Co ciekawe, w formacji śpiewa dwóch wokalistów i, co jeszcze ciekawsze, ich głosy brzmią tak podobnie, że ciężko ich od siebie odróżnić. Jeśli chodzi o stylistykę gry, to naprawdę trudno uwierzyć, że zespół pochodzi z Anglii. Gdybym nie poczytał na jego temat, dałbym głowę, że to ktoś ze Szwecji lub USA. Anglicy grają tak energicznie i z werwą, iż nie ma tu nawet śladu słynnej "angielskiej flegmy". Czyżby upadał kolejny stereotyp? Tak więc wyobraźcie sobie miks klasycznych kapel jak Cry Wolf czy Skid Row z graniem nieco bardziej w klimatach nowocześniejszego hard rocka, jakie prezentują Crashdïet, Hardcore Superstar i Taking Dawn, z jakimś dodatkiem amerykańskiej drużyny Steel Panther. Pierwsza fala uderzeniowa to numer o wdzięcznym tytule Slip It On, zresztą moim zdaniem będący najlepszą pozycją na płycie. Otwiera go ostry, gitarowy riff, który niektórzy mogą uznać nawet za heavy metal. Dalej czuć energię i zaangażowanie, rzeczy rzadko w dzisiejszych czasach spotykane. Są momenty, że słyszę tu Hardcore Superstar i Gemini Five i pewnie dlatego tak bardzo mi się ten kawałek podoba. Druga ścieżka jest jakby wolniejsza, ale i zarazem wydaje się cięższa od poprzednika. Promowana teledyskiem kompozycja Two Hot Girls to jak najbardziej hard rock, który pasowałby na krążki kilku zyskujących w ostatnich latach kapel ze Szwecji. No, za diabła nie mogę uwierzyć, że grają tu Angole. Fakt, Steevi Jaimz też z Wysp, ale myślałem, że to tylko pojedynczy rodzynek, a tu chyba nad Tamizą jakieś wybudzenie po spowodowanej deszczem drzemce następuje. Tematyka słów dość glamowa, głównie kręci się wokół panienek (teledysk też), lecz czyż do takiej muzy nie pasuje to idealnie? Zresztą amerykańskie Steel Panther też by się tego kawałka nie powstydziło. When It Comes To Lovin' oczywiście również nie zawodzi. Jest w nim coś takiego, jakby palce maczał tu Desmond Child (z tym że brzmi to ostrzej od typowych "desmondówek") i jakby w końcowych aranżacjach pomagało Crashdïet. Całości dopełniają nadzwyczaj przyzwoite solówki. Kolejne w zestawie Fooled By A Rose odstaje stylistycznie od wcześniejszych nagrań. Pojawiają się jakieś "barowe" bluesy i w ogóle klimat przenosi się jakby bardziej na południe Stanów. Przy pierwszym przesłuchaniu utwór dużego wrażenia na mnie nie zrobił, ale po kilku podejściach złapałem się na tym, że mam go ochotę posłuchać kolejnych kilka razy. War Between Us swym początkiem zapowiadało balladę, pościelowe nastroje nie trwają jednak długo i w dalszej części numeru mamy już rockera, trochę na styl Cry Wolf zmieszanego z XYZ. Część balladowa ma swój urok, finalnie jednak ta rockowa lepiej do mnie trafia. Tytułowe Get Your Hands Dirty plasuje się bliżej rock'n'rolla, zachowując jednocześnie swoje dość ostre brzmienie. Myślę, że ścieżka najszybciej wpadnie w ucho fanom amerykańskiego sleaze rocka. Przyszedł czas na prawdziwą balladę i mamy Not Even Love. Trochę tak, jakby KISS spotkało się ze Steelheart, z tym że grupa i tak dodaje coś od siebie, za co zresztą należy jej się uznanie. Nie jest to tak do końca typowa pościelówka, nie opływa lukrem, ale to również poczytuję chłopakom na plus. Dynamiczne i szybkie Mother Fucker rozpoczyna się natomiast od energetycznego riffu, którego nie powstydziłoby się nawet wczesne Megadeth. Linie wokalne nadal bardzo melodyjne, co znów powoduje u mnie niedowierzanie, czy to oby na pewno grają Angole... Typ solówek tez mało angielski. Jedno jest pewne - ten kawałek naprawdę daje kopa! Sleep ma fatalny wręcz wstęp i można sobie pomyśleć, że zaraz nastąpi jakiś grunge, czy inna smutna muza. Tak się jednak nie dzieje i dalej nastrój robi się bardziej podniosły i powraca gdzieś zagubiona wcześniej nadzieja. Mimo wszystko, ścieżka trochę nie pasuje do konceptu całego albumu. W Holding muzycy raz jeszcze zbliżają się do dokonań Gemini Five, nie tylko brzmieniowo. W sumie gdzieś się to wszystko już słyszało, a jednak wciąż słuchanie takich rzeczy daje radochę. Na końcu płyt zazwyczaj daje się jakieś zapychacze i odrzuty, ale nie tym razem. Tutaj mamy rzecz naprawdę dobrej próby, wolnego, przyciężkawego hard rocka. Można sobie wyobrazić coś na wzór Black Stone Cherry, z tym że wszystko zagrane jest jakby bardziej wesoło.

Na krążku udziela się party rockowa atmosfera, choć płyta jest dość ostra, a momentami nawet ciężka. Jeśli ktoś słusznie uważa, że z mieszaniny zespołów takich jak Steel Panther, Crashdïet i Hardcore Superstar może wyjść coś dobrego, niech koniecznie sięgnie po Get Your Hands Dirty tej londyńskiej formacji. Naprawdę warto.

Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/jettblackuk