Outloud - Let's Get Serious

Outloud - Let's Get Serious

Wydawca: AOR Heaven
Rok wydania: 2014

  1. Death Rock!
  2. I Was So Blind
  3. One More Time
  4. Bury The Knife
  5. Like A Dream
  6. It Really Doesn’t Matter
  7. A While To Go
  8. All In Vain
  9. Another Kind of Angel
  10. Let’s Get Serious
  11. Toy Soldiers (feat. Mike Orlando)
  12. Enola Gay [OMD cover]

Skład: Chandler Mogel - śpiew; Bob Katsionis - gitary, instrumenty klawiszowe; Jim Scordilis - gitary; Sverd T. Soth - gitara basowa; Kostas Milonas - perkusja
Gościnnie: George Kollias - wszystkie ścieżki perkusji; Mike Orlando - gitarowe solo w [11]

Produkcja: Bob Katsionis

Grecko-amerykańskiej formacji Outloud przedstawiać nie muszę, po pierwsze są już dość dobrze znani fanom melodyjnego hard rocka, po drugie, ich wyczerpującą prezentację można znaleźć w recenzjach moich redakcyjnych kolegów. W tym roku, konkretnie w maju pojawił się ich trzeci krążek długogrający, który moim zdaniem jest lepszy od poprzednich, ale o tym za chwilę. Grupa powróciła z nowym gitarzystą i perkusistą w składzie, a do tego zaprosiła jeszcze dwóch znakomitych gości.

Płyta startuje bardzo dynamicznym hard rockowym kawałkiem zatytułowanym Death Rock!. Numer uzbrojony w ciekawy riff jest przy tym bardzo szybki, galopujący, prawie jak w power metalu. Dobrze spisuje się tu pierwszy z zaproszonych gości, George Kollias, na co dzień perkusista grupy Nile, który tutaj bębni zresztą na wszystkich ścieżkach i bezproblemowo się w nich odnajduje. Główną atrakcją nagrania jest jednak moim zdaniem świetna solówka. W I Was So Blind zespół podąża w zupełnie innym kierunku. Jest tu już wolniej, a hard rockowe riffy wymieszane są z iście AOR-ową stylistyką (wymieniłbym choćby wpływy Boulevard i Brother Firetribe). Utwór może przez to wydawać się nieco słodkawy, ale proszę nie wstawać z krzeseł, bo na szczęście przesłodzony wcale nie jest. Do tego kawałka głos Mogela pasuje lepiej niż wcześniej, według mojej opinii, z którą nie wszyscy muszą się zgadzać. W każdym bądź razie, piosenka jest melodyjna i przebojowa, te dwadzieścia kilka lat temu prawdopodobnie bez większego trudu dostałaby się do radia, a kto wie, czy i nie na szczyty list przebojów. Jakąś wypadkową dwóch poprzednich ścieżek będzie One More Time, bez szczególnych wyczynów, po prostu wszystko oparte o sprawdzone patenty. Może nie jakiś wielki przebój, ale w 100% poprawne granie, bez zbędnej nuty i dopieszczone w każdym calu. Bury The Knife rozpoczyna się od niepozornej ballady, a potem przechodzi w klimaty żywcem wyjęte z utworu nr 2... tyle, że jest jeszcze lepsze. Brother Firetribe by się tego nie powstydziło, lecz da się też wyczuć inspiracje kilkoma grupami często określanymi mianem scandi rocka (druga połowa lat '80, Szwecja, a reszty domyślcie się sami). Kolejne Like A Dream kontynuuje poprzednią stylistykę, tutaj wymieniłbym jeszcze spore wpływy superprojektu The Magnificent i już wiadomo, gdzie jesteśmy, dokąd grupa nas zabrała. Znów nikt nie będzie rozczarowany. Do tego jeszcze ta kapitalna solówka... Miodzio. Dalej mamy całkiem fajną akustyczną balladę zatytułowaną It Really Doesn’t Matter. Coś w klimatach Mr. Biga czy Extreme, tyle że pojawią się jeszcze dyskretne klawisze (chyba niepotrzebnie, bez nich też pościelówka się wybroni). A While To Go zaczyna się z kolei od fajnych klawiszy, by potem przejść w hard rockową galopadę i tutaj można znaleźć pewne echa Van Halena w tej nieco bardziej komercyjnej odsłonie. Potem, po solówce nieco charakterystycznych klimatów Extreme i ten właśnie moment kawałka podoba mi się najbardziej. Słodkawa gitarka otwiera All In Vain, ale ten nietakt łagodzi szybko pomysłowo grający perkusista z Nile, a zaraz potem rewelacyjny refren. Ile w nim jest melodii i czucia, zupełnie jak w najlepszych nagraniach z pamiętnych lat '80. The Magnificent pewnie będą o to nieźle zazdrośni. Do tego dochodzi rewelacyjna solówka. Pomijając wspomniany niechlubny początek, będzie to moja ulubiona ścieżka z tego albumu, a może i w ogóle z twórczości Outloud. Another Kind of Angel spodoba się fanom Journey, The Magnificent, zapewne też Edge Of Forever oraz połowy grup wydawanych przez Frontiers Records. Sam numer bardzo dobry, jednak odstrasza mnie od niego jego początek. Nic na to nie poradzę. Co do tytułowego Let’s Get Serious mam te same odczucia, tyle że tutaj jest więcej fajnych solówek i ciekawa bluesująca wstawka w srodku ścieżki. Zapomniałem dodać, że jest to utwór instrumentalny i spokojnie mógłby znaleźć się na którymś z solowych albumów Boba Katsionisa. Toy Soldiers to przede wszystkim szybki, cholernie dobry riff, kojarzący mi się trochę z wczesną Panterą. Może nic szczególnie odkrywczego, za to gwarantującego dobrą zabawę, zwłaszcza po wcześniejszych AOR-owych pozycjach. Głos Chandlera przypomina mi tutaj trochę Martenssona z Eclipse, zresztą nie po raz pierwszy. Warto dotrwać też do solówki granej, a właściwie wymiatanej przez drugiego gościa, Mike'a Orlando. Ostatni w secie jest Enola Gay, cover szlagieru OMD. Oryginału dawno wprawdzie nie słyszałem, ale już po pierwszych kilku dźwiękach kojarzę te melodie zasłyszane niegdyś w radiu. Wersja Outloud jest całkiem niezła i wyróżnia się spośród pozostałych utworów swoim wybitnie, może nawet aż nadto radosnym klimatem.

Z pewnością czas spędzony na odsłuchu Let's Get Serious czasem straconym nie będzie. Album jest poprawnie zagrany, równy i posiada kryształową produkcję, do tego jeszcze wszystkie nagrania same się wybronią. Przy pierwszym kontakcie potrafi zachwycić, ale po kilku przesłuchaniach może również szybko się znudzić. Tak czy inaczej, polecam go w pierwszej kolejności fanom The Magnificent, Brother Firetribe i Edge Of Forever.

Oficjalny profil zespolu na Facebooku: www.facebook.com/outloudtheband