Myrath - Desert Call

Myrath - Desert Call

Wydawca: XIII Bis Records / Nightmare Records
Rok wydania: 2010

  1. Forever And A Day
  2. Tempests Of Sorrows
  3. Desert Call
  4. Madness
  5. Silent Cries
  6. Memories
  7. Ironic Destiny
  8. No Turning Back
  9. Empty World
  10. Shockwave
  11. Hard Times [bonus track]

Skład: Malek Ben Arbia - gitary; Zaher Zorgati - śpiew; Anis Jouini - gitara basowa; Elyes Bouchoucha - instrumenty klawiszowe, chórki; Saifeddine Louhibi - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Stephan Forté - drugie gitarowe solo w [7]; Khaled Sakkouhi - instrumenty perkusyjne (darbouka); Ziad Chagouay - smyczki; Mohamed Bouslama - smyczki; Samar Amara - naii

Produkcja: Kevin Codfert

Jeszcze nie ochłonąłem dobrze po debiucie Norwegów z Aspera, a już na kolana powala mnie kolejne wydawnictwo. Tym razem bardzo egzotyczne, bo pochodzące z Tunezji. Mowa o grupie Myrath i ich drugim krążku zatytułowanym Desert Call. Melodyjny progmetal zmieszany z arabską muzyką etniczną jest tak malowniczy, że podczas słuchania można pod stopami niemal poczuć żar pustynnych piasków.

Zespół uformował się na przedmieściach Tunisu, w Ez-Zahra, na poczatku roku 2001 wokół trzynastoletniego wówczas gitarzysty Maleka Ben Arbia i zaczynał jako typowy cover band. Nazywał się wtedy Xtazy i najpierw ogrywał utwory grupy Death, by wreszcie zabrać się za coverowanie nagrań Symphony X. Po czterech latach i kilku zmianach składu przy okazji, muzycy zabrali się za komponowanie własnego materiału, czego efektem było wydanie własnym sumptem tylko w rodzinnej Tunezji krążka o tytule Double Face (2005 r.). Rok później grupa otwierała koncert Roberta Planta i Adagio, grając przed siedmioma tysiącami słuchaczy. Kevin Codfert, klawiszowiec z Adagio zaprzyjaźnił się wtedy z zespołem i został producentem jego międzynarodowego już, debiutanckiego albumu o tytule Hope. Muzycy zmienili w międzyczasie nazwę na Myrath (co ponoć oznacza testament), a Malek ukończył prestiżową francuską szkołę Music Academy International. Płyta zyskała spore uznanie branżowych czasopism, docierając nawet do wysokich miejsc w amerykańskich i francuskich magazynach muzycznych. Później formacja koncertowała sporo poza Tunezją, odwiedziła Europę i zagrała na norweskim Metal Rock Festival, holenderskim ProgPower oraz francuskim Progsud Festival. Dość wstępów, czas na muzyczną ucztę. Płytę zacnie rozpoczyna kawałek Forever And A Day, gdzie podczas grania miesza się melodyjny progmetal z dźwiękami arabskimi. Zespół prezentuje swój materiał tak sugestywnie, że aż dzięki wyobraźni możemy poczuć palące słońce na policzkach i nie mniej palące piaski pustyni pod nogami. Na myśl przychodzi oaza z palmami, wielbłądy i w ogóle wszystko, co może się z pustynią kojarzyć. Muzycy powalili mnie na kolana. Stylistycznie piosenka zbliżona jest do dokonań Symphony X i Adagio, ale właśnie te arabskie motywy sprawiają, że utwór się wyróżnia i brzmi świeżo. Komu spodobał się pierwszy numer, tego nie rozczaruje i drugi. Tempests Of Sorrows osadzone jest w podobnych klimatach. Może całościowo nieco prostsze jest w strukturach i mimo wschodnich wstawek wypada dość europejsko (wokale i orkiestracje pobrzmiewają bardziej swojsko). Pomimo innych melodii przywodzi mi na myśl swym nastrojem słynne Pyramid Of Cheops Yngwiego Malmsteena. Nie ma tu oczywiście neoklasyki, ale i tam nie było jej zbyt wiele. Tytułowe Desert Call to solidna dawka progresu, podana jak i uprzednio, na sposób wschodni. Również i tutaj grupa robi wszystko, by słuchacz nie był znużony. Pomału upały odchodzą i w muzyce wyczuwa się nadchodzący wieczór. Interesująco wypada solówka na nieco przesterowanej gitarze basowej w środku nagrania. Wspaniały kawałek, bliższy progresywnym kapelom z Europy, to Madness. Obsłuchani w tego typu muzyce od razu wyczują wpływy takich zespołów jak Adagio i DGM. Te grupy eksperymentowały, by osiągnąć podobne efekty, dla Myrath wydają się one być zupełnie naturalne. W Silent Cries ekipa zanurza się w tzw. progpower, co czyni numer bardziej strawnym dla typowo metalowej publiczności, której nie odpowiada zbyt duża ilość zakrętów w strukturach ścieżki. Mocny wstęp łagodzą później delikatnie zagrane i odśpiewane zwrotki, zdecydowanie podchodzące pod ballady. W połowie piosenki muzycy zapuszczają się z kolei w klimaty gdzieś spomiędzy Dream Theater a Pantommind. No i mamy balladę sensu stricto, a jest nią Memories. Tu już właściwie zupełnie brak zawijasów, utwór jest strukturalnie bardzo prosty, za to więcej wymiatania otrzymujemy w solówce. Mimo iż to szybszy moment kawałka, to jednak idealnie do niego pasuje. Wraz z Ironic Destiny grupa znów zapuszcza się w rejony spod znaku progpower i zresztą przypomina w tym kawałku dokonania Adagio. Nie wiem, czy jest to autorski pomysł zespołu, by klonować dokonania francuskich kolegów, czy może taki wpływ wywarł na nich pochodzący z tejże formacji producent. Przede wszystkim da się tu zaobserwować niemal całkowite odejście od wschodnich motywów, obecnych niemal wszędzie w poprzednich ścieżkach. Finalnie chyba najsłabsza kompozycja na krążku, nie dlatego że jakaś niedopracowana, ale dlatego, że zbyt przypomina cudze dokonania, podczas gdy wcześniejsze nagrania były bardziej oryginalne. W No Turning Back zespół podąża ku hard rockowi (takie riffy pojawiają się na początku numeru), oprawionego symfonicznymi wstawkami i tu od razu nasuwa się skojarzenie z twórczością Royal Hunt. Kto gustuje w płytach Duńczyków, powinien zapoznać się z tym utworem. Również tutaj niemal całkowicie muzycy zarzucają klimaty wschodnie - wyraziściej słychać je dopiero pod koniec kompozycji. Empty World, ścieżka progmetalowa znów zagrana w charakterystycznym dla zespołu stylu, plus nieco powermetalowych galopad (moim zdaniem zbędnych). Pokazuje, jak niewyczerpana jest ta arabska studnia, z której można czerpać motywy muzyczne. Możliwe, że w kraju pochodzenia członków kapeli są to rzeczy osłuchane, jednak odbiorca europejski zawsze będzie zaskoczony. Za to bardzo europejskie jest ostatnie w zestawie Shockwave. Chociaż mamy tu hard/heavy metalowe riffy, to sporą rolę w nagraniu odgrywają instrumenty klawiszowe. A klawiszowiec, jak słychać, obyty jest z dokonaniami Dereka Sheriniana, Jordana Rudessa, Kevina Moore'a... Uczeń wcale nie gorszy od mistrzów.

Egzotyczna płyta, dość zróżnicowana, malownicza, wciągająca. Poziom techniczny młodych muzyków jak u starych wyjadaczy, same dobre kawałki i brak wypełniaczy na krążku (ewentualne mankamenty odnajdą tylko najbardziej czepialscy). Grupa czerpie to co najlepsze od Dream Theater, Adagio, Symphony X, Pantommind, DGM i Royal Hunt, wzbogacając nagrania o elementy muzyki arabskiej. Gorąco polecam, nie tylko fanom progmetalu.

Oficjalna strona zespołu: www.myrath.com
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/myrathband