Lynyrd Skynyrd - God & Guns

Lynyrd Skynyrd - God & Guns

Wydawca: Roadrunner Records / Loud & Proud Records
Rok wydania: 2009

  1. Still Unbroken
  2. Simple Life
  3. Little Thing Called You
  4. Southern Ways
  5. Skynyrd Nation
  6. Unwrite That Song
  7. Floyd
  8. That Ain't My America
  9. Comin' Back For More
  10. God & Guns
  11. Storm
  12. Gifted Hands
Dysk 2: [tylko w specjalnej edycji]
  1. Bang Bang
  2. Raining In My Heartland
  3. Hobo Kinda Man
  4. Red White & Blue (Love It Or Leave) (live)
  5. Call Me The Breeze (live)
  6. Sweet Home Alabama (live)

Skład: Johnny Van Zant - śpiew; Gary Rossington - gitary; Rickey Medlocke - gitary, chórki; Mark Matejka - gitary, chórki; Robert Kearns - gitara basowa, chórki; Michael Cartellone - perkusja; Peter Pisarczyk instrumenty klawiszowe
Gościnnie: John 5 - gitary; Rob Zombie - śpiew w [7]

Produkcja: Bob Marlette

Sześć lat trzeba było czekać na studyjny powrót Lynyrd Skynyrd, legendy southern rocka. W międzyczasie zmarło aż trzech członków tej formacji - w 2007 r. na atak serca umarł gitarzysta Hughie Thomasson (odszedł wprawdzie z zespołu w 2005 r. do reaktywowanej formacji Outlaws), dwie kolejne śmierci to już rok bieżący: w styczniu 2009 r. najprawdopodobniej w podobny sposób zmarł klawiszowiec Billy Powell, w maju z powodu raka do Krainy Wiecznych Łowów odszedł basista Ean Evans. Skynyrd jednak istnieją dalej i nagrywają kolejny dobry krążek.

Wiadomo, wyrobiona marka do czegoś zobowiązuje i dwunasta w dyskografii studyjna płyta nie mogła być zła, zwłaszcza że fani czekali na nią tak długo. Kogo zaskoczyły mocniejsze momenty na Vicious Cycle z 2003 r., tego zaskoczy jeszcze cięższe brzmienie God & Guns. Dla przykładu takie właśnie jest pierwsze w secie Still Unbroken, napisane podobno jeszcze w 2001 r. po śmierci basisty Leona Wilkesona, przy udziale Thomassona. Brzmienie jest ciężkie i potężne, to już niemal nie southern rock, a southern metal. Nawiązując do tytułu poprzedniego albumu, mamy tutaj faktycznie swego rodzaju błędne koło, bo Skynyrd zdają się wyostrzać brzmienie pod wpływem swoich naśladowców. Kawałek wypada, chciałoby się rzec, "prawie jak Black Stone Cherry". Szczerze mówiąc, mnie to odpowiada. Dostajemy wciąż południowe patenty, tyle że w ostrzejszej, bardziej sugestywnej oprawie. W Simple Life grupie raz jeszcze w sprytny sposób udało się połączyć hymny Południowców z rock'n'rollem i country. Podobne patenty z powodzeniem stosowało Nazareth, no i samo Skynyrd. Nie brakuje też łączenia partii gitar elektrycznych z akustykami - gdybym zaczął wyliczać, ile kapel z tej stylistyki czerpało, mógłbym nie skończyć tej recenzji do północy... Świetnym numerem jest Little Thing Called You i najchętniej posłuchałbym go w wersji "na żywo". Ma niesamowity, ciepły klimat kojarzący mi się nieco z ogniskiem wieczorową porą, no i z "piknikiem country w Mrągowie". Dziwnym sbiegiem okoliczności moją uwagę zwróciły tu ścieżki perkusji, które jakbym gdzieś słyszał. Oczywiście, bębni tu po raz kolejny Michael Cartellone, perkusista znany z Damn Yankees. Tytuł Southern Ways zdradza swą zawartość; tak, tu nie może zabraknąć południowych klimatów. Piosenka biegnie wprawdzie według innej melodii, ale w śpiewie Van Zanta można wyczuć tę samą manierę wokalną co w klasycznym już Sweet Home Alabama. Powiedzmy sobie jednak szczerze, czyż nie takiego właśnie grania oczekujemy po Lynyrd Skynyrd? Odmienne klimatycznie jest Skynyrd Nation, tutaj muzycy pokusili się o wycieczkę w rejony funky-groove, więc plantacje i bagna południa Stanów raczej przed oczami wyobraźni słuchaczy się nie pojawią. Panowie zaskoczyli mnie tą kompozycją, wprawdzie to nie mój typ grania, ale utwór mi się podoba. Po skocznym kawałku przyszła pora na coś bardziej nastrojowego i zespół serwuje nam wspaniałą balladę w stylu country, podbarwioną wieloma smaczkami i przyozdobioną gustownie wplecionymi partiami klawiszy, tutaj zaaranżowanych podobnie do fortepianu czy pianina. Tę pozycję zatytułowano Unwrite That Song i zaopatrzono we wzruszający tekst. Floyd rozpoczyna się od intra przywodzącego na myśl bagna i moczary Luizjany. Zresztą nad całym numerem rozciąga się ponury klimat i by go jeszcze podbić wciągnięto na listę płac etatowego straszyciela małych dzieci - Roba Zombie ;). Trzeba przyznać, że duety wokalne Van Zanta i Zombiego wypadają nadzwyczaj znakomicie. W końcu Rob się do czegoś przydał, to co tu zrobił, jest o niebo lepsze od jego solowych dokonań. Kilka pierwszych nut That Ain't My America przypomina mi znaną balladę Skid Row, dalej jest już typowo "lynyrdowsko". Warstwa tekstowa angażuje się społecznie/politycznie, wprawdzie nie atakuje nikogo konkretnego, niemniej jednak wyraża niezadowolenie z kierunku, w którym Ameryka podąża. Muzycznie jest to rzecz jak najbardziej przewidywalna, ale tego właśnie chcą fani grupy. W Comin' Back For More do głosu dochodzą hard rockowe patenty i za taki kawałek zapewne nie obraziliby się zagorzali słuchacze Whitesnake. Nie ma tu żadnej wirtuozerii, sam pomysł na utwór jest prosty, natomiast wyczuwa się w piosence szczerość i pozytywną energię. Inspirację do tytułu i zarazem słów God & Guns stanowiła ponoć jedna z przemów Baracka Obamy, jaką wygłosił w San Francisco, gdzie wyśmiewał jedno z małych amerykańskich miasteczek za jego przywiązanie do Boga i broni. Nagranie Skynyrdów to jakby manifestacyjna odpowiedź na ową przemowę, taka kontrprzemowa obrazująca, że właśnie przywiązanie do pewnych wartości stało u fundamentu powstania państwa Wuja Sama. Tak więc mamy zaangażowany tekst, ale przede wszystkim kompozycję wspaniałą pod względem muzycznym. Utrzymana w klimatach południowych, oczywiście. W porównaniu z poprzednikami niczym już nie zaskakuje Storm, ot po prostu jeszcze jeden poprawny kawałek. Nie odnajdziemy tu niczego nadzwyczajnego, ale też i do niczego nie będziemy mogli się przyczepić. Na zamknięciu krążka otrzymujemy jeszcze jedną balladę. Gifted Hands to typowe, miłe radiu, nastrojowe country i z pewnością przypadnie do gustu fanom tego gatunku.

God & Guns to godny następca Vicious Cycle i cieszy przede wszystkim fakt, że Lynyrd Skynyrd nie zamierza dołączać do grona gwiazd szargających swój wizerunek. To kapela z klasą, szanująca siebie i swych fanów, która nigdy nie zawiodła. Jeśli przyjdzie nam więc znów czekać kolejnych kilka lat na nowe studyjne dzieło Południowców, to jestem niemal pewny, że ponownie będzie to album, jakiego Lynyrd Skynyrd nie będzie musiało się wstydzić.

Oficjalna strona zespołu: www.lynyrdskynyrd.com