Lillian Axe - Love + War

Lillian Axe - Love + War

Wydawca: MCA Records
Rok wydania: 1989

  1. All's Fair In Love And War
  2. She Likes It On Top
  3. Diana
  4. Down On You
  5. World Stopped Turning
  6. Ghost Of Winter
  7. My Number
  8. Show A Little Love
  9. Fool's Paradise
  10. Letters In The Rain

Skład: Stevie Blaze - gitara prowadząca i rytmiczna, gitara Casio Midi, chórki; Ron Taylor - śpiew; Rob Stratton - gitara basowa, chórki; John Ster - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe, chórki; Danny King - perkusja, chórki
gościnnie: Michael Dorian - dodatkowe partie instrumentów klawiszowych; Vanity - dialogi w #7

Produkcja: Tony Platt

Po bardzo udanym debiucie chłopaki z Lillian Axe zafundowali nam doskonały album Love & War, płytę którą można pokochać od pierwszego usłyszenia, ale co w tym dziwnego, w końcu to wydawnictwo z 1989 r.! Rok ten wręcz obfitował we wspaniałe nagrania, był chyba szczytowym okresem popularności całego hair metalu we wszystkich jego podgatunkach. To w owym czasie ukazują się takie kultowe pozycje jak Mötley Crüe Dr. Feelgood, perfekcyjne Slip Of The Tongue ekipy Whitesnake, debiutancki krążek Signal, pamiętne Gutter Ballet Savatage, niemieckie Bonfire i jego Point Blank, jedynka Skid Row, rewelacyjne Intuition norweskiego TNT, przełomowe dla FM Tough It Out, dopracowane technicznie Fifth Angel Time Will Tell, bardzo udana jedynka Gianta, czy silny atak Szwajcarów z China w postaci Sign In The Sky... A to tylko początek bardzo długiej listy. Można by rzec, że 1989 rok wydania jest gwarancją porządnej jakości, do której bezsprzecznie dołączyło również Lillian Axe.

Płytę otwiera zgrabne intro z partiami perkusji zaaranżowanymi w ten sposób, że przywodzą na myśl jakieś odgłosy z fabryki i dźwiękami ilustracyjnymi jakby rodem z filmu "Miami Vice". Intro rozwija się w utwór All's Fair In Love And War, mamy tu monologi młodego mężczyzny pragnącego zdobyć kobietę, a przy tym nie chcącego zatracić samego siebie. Gdzie jest miłość, tam i pojawia się walka, walka charakterów i walka z samym sobą. Bardzo ciekawie zagrano tu partie rytmiczne, momentami są proste i wolniejsze, chwilami szybsze i bardziej dynamiczne, a na sam koniec dorzucono jeszcze gitary akustyczne. I za to uwielbiam Lillian Axe, że muzycy nie idą na łatwiznę jak większość innych kapel i potrafią zrobić coś interesującego. She Likes It On Top to kawałek o kobiecie, która lubi być w centrum uwagi (choć pierwszy rzut oka na tytuł mógłby nasuwać inne skojarzenia, hehe). Każdy winien jest tej damie jakąś przysługę, dama lubi być podziwiana, bywa w wielkim świecie, wreszcie znajduje dla siebie właściwe miejsce. Całość brzmi jak najlepsza kompozycja w dyskografii... Poison, chociaż Lillian jak zwykle pokazał chłopakom z Poison i tym podobnych grup, jak powinno się komponować znakomite utwory. Niby jest to proste granie, ale za to jak wiele się tu dzieje!. Partie gitar okraszone gustownie wplecionymi flażoletami, brzmiący jakby przekornie głos Rona Taylora, tekst częściowo mówiony, częściowo śpiewany, częściowo prawie wykrzyczany, stopniowane napięcie, po raz kolejny plecionka momentów wolnych i szybkich, do tego jeszcze rewelacyjna solówka. Tak, chłopaki pokazali, jak z czegoś prostego można zrobić coś genialnego. Przyszła kolej na nieodzowną balladę. Diana to akurat pozycja, którą zazwyczaj pomijam podczas odsłuchiwania tego albumu, może dlatego że tym razem podobieństwa do twórczości brygady Breta Michaelsa przestają być zaletą. Piosenka nie jest w każdym bądź razie zła i zapewne wielu słuchaczom się spodoba, chociaż ja po prostu odnoszę wrażenie, że Lillian zagrał poniżej swego wysokiego poziomu. Mieszanka glamu i sleazu będzie też odczuwalna w następującym dalej Down On You, na szczęście forma znów powraca i słychać tu solidnego rock'n'rolla. I znowu muzycy z Lilliana pragną pokazać kolegom z L.A. Guns i Britny Fox, że potrafią to samo zagrać lepiej. Całości dopełnia przebojowy refren i tradycyjnie utrzymana w dobrym guście solówka. Wreszcie ballada z prawdziwego zdarzenia - The World Stopped Turning. Wyszukane melodie odegrane na gitarze akustycznej, momentami brzmiące trochę jak wolne flamenco, do tego smaczki na gitarze elektrycznej zaraz po pierwszym refrenie, no i sam refren zagrany mocniej, potężniej, którego mógłbym słuchać bez końca. Niewątpliwie jedna z najlepszych pozycji na krążku. Dodatkowo na przykładzie tej kompozycji można wskazać, jak powinna wyglądać prawidłowo zaaranżowana piosenka. Gitarowa solówka idealnie pasuje klimatem do reszty utworu, a do tego kończy się neoklasycznymi zagrywkami na akustyku (tak, nie tylko Yngwie tak potrafi grać). Ghost Of Winter zaczyna się od powiewu zimnego wiatru i od razu robi się chłodniej. Oj, czujemy się jak samotni mieszkańcy małej chatki na pustkowiu w środku zimy. Poza Lillianem tylko Cinderelli w Long Cold Winter udało się uzyskać podobny efekt, chociaż akurat stylistycznie oba kawałki są zupełnie różne. W My Number otrzymamy numer telefonu od znanej w owym czasie aktorki Vanity. ;) Powraca charakterystyczny sposób śpiewania z "She Likes...", robi się znowu przekornie, pojawia się sleaze, ale też muzycznie kompozycja bliska jest dokonaniom grupy The Cult, oczywiście pomijając kwestie wokalne. Jak dla mnie, to Lillian takimi kawałkami po prostu zabija zespoły typu Pretty Boy Floyd. Pozamiatane. Show A Little Love to jakby muzyczna i tematyczna kontynuacja pierwszego numeru z setu, zarazem dzięki teledyskowi najbardziej znany utwór Lillian Axe. Kawałek utrzymany w dość wysokich rejestrach za sprawą napędowego riffu, dodatkowo podbijany nieco krzykliwymi partiami wokalnymi, w którym Stevie Blaze udowodnił, że też potrafi "wymiatać" osiągając na swojej gitarze prędkości Formuły 1. Zaskakujące jest umieszczenie w zestawie piosenki Fool's Paradise, stylistycznie jest ona bowiem bliższa późniejszym dokonaniom grupy. Można ją uznać za zapowiedź kierunku rozwoju Lilliana, aczkolwiek ze względu na wysoki poziom techniczny co niektórych tutejszych zagrywek cieszy mnie fakt, że znalazła się akurat na tej płycie. Ten album to prawie jak zestaw typu "the greatest hits", gdyż znalezienie na nim słabszej pozycji jest naprawdę bardzo trudne. Najlepszym dowodem na udowodnienie tej tezy jest chociażby zamykający krążek utwór Letters In The Rain, gdzie pan Blaze po raz kolejny udowadnia, że nie jest gitarzystą jednym z wielu, a ponadto jest dobrym kompozytorem i aranżerem. Chociaż z natury rzeczy jest to kawałek znacznie ostrzejszy, nasuwa pewne skojarzenia z balladą The World Stopped Turning. Pewne pomysły aranżacyjne wydają się bliźniacze, co akurat w tym przypadku nie jest wadą, ba, dzięki temu uwielbiam obie kompozycje. "Letters..." sprawiają, że trudno oprzeć się pokusie, by nie przesłuchać albumu raz jeszcze. Podsumowując, na pewno znajdziemy płyty bardziej ambitne, bardziej dopracowane technicznie, bardziej wirtuozyjne itp, ale naprawdę ciężko jest znaleźć wydawnictwa tak przebojowe i wysublimowane, takich jest po prostu garstka.

Można by się zastanawiać, jak to się stało, że zespół pokroju Lillian Axe nie zyskał tak wielkiej sławy jak Europe, Def Leppard czy Bon Jovi. Jedyna sensowna odpowiedź to fakt, że wspomniane grupy zaczynały swą działalność dużo wcześniej. Lillian podzielił po prostu los większości zespołów, które pojawiły się dopiero w szczytowym okresie popularności melodyjnych odmian muzyki rockowej. Nie oznacza to oczywiście, że nie można takich wydawnictw jak Love & War zaliczyć do kanonu hard rocka lat '80. Wręcz przeciwnie, ten krążek jest doskonałym przykładem na dobrze skomponowany, rewelacyjnie zaaranżowany, wspaniale wyprodukowany i gustownie zapakowany (tak, dziewczyna z okładki i bookletu naprawdę robi piorunujące wrażenie) album z szalonych lat '80. Pozycja obowiązkowa w płytotece każdego fana tej muzyki i warta każdych pieniędzy.

Oficjalna strona zespołu: www.lillianaxe.com