
Hollow Haze - The Hanged Man
Wydawca: Gatti Promotion
Rok wydania: 2008
- Easy Road
- Burnt Desire
- Coming Back
- Breathless
- Pretender
- Waiting
- Final Contest
- Senses Roam
- Lonely Dreamer
- Illusion Around
- Dark
Skład: Ivan Rave - śpiew; Nick Savio - gitary; Simon Scar - instrumenty klawiszowe; Max Cassol - gitara basowa; Fabio Perini - perkusja
Produkcja: Nick Savio
Wśród interesujących projektów roku 2008 natrafiłem m. in. na Hollow Haze, włoski zespół założony w 2003 r. przez gitarzystę Nicka Savio i perkusistę Paolo Veronese. Trzy lata od powstania grupa wydała debiutancki krążek o takim samym tytule jak nazwa formacji, na którym zaśpiewał wokalista znany z Cydonii, Dan Keying. Z powodów osobistych Keying opuścił kolegów i na jego miejsce przyjęto Ivana Rave, a jego możliwości głosowe podziwiać możemy na płycie The Hanged Man. Album jest zlepkiem wielu gatunków muzycznych, ale o tym za chwilę.
Jak twierdzi sam zespół, jego intencją było połączenie tradycyjnej muzyki spod znaku hard'n'heavy z najlepszymi elementami metalu, progresu i wstawkami z brzmień nieco bardziej nowoczesnych. Pomysł wypalił, faktycznie muzykę tworzoną przez Włochów można by podsumować powyższymi słowami. Z jednej strony niby kompozycje nie są jakieś szczególnie oryginalne, z drugiej jednak strony formacja wyróżnia się spośród innych wykonawców właśnie obranym stylem gry. I tak np. pierwsze w zestawie Easy Road rozpoczyna się klimatycznie nieco w stylu zmetalizowanego Savatage i Royal Hunt, bo gitary grają dość ciężko, pojawiają się też lubiane przeze mnie sztuczne flażolety. Głos wokalisty brzmi jak hybryda Blaze'a Baileya z Chrisem Boltendahlem, czyli też bardziej metalowo niż hard rockowo. Bardzo dobry otwieracz, ale jeszcze większe wrażenie robi na mnie drugi w secie Burnt Desire. Gitary grają tu faliście, niemal mantrycznie powtarzając ten sam motyw. Głos Rave'a świetnie do tego pasuje, perkusja nie gra jakichś szczególnych łamańców, ale szczerze mówiąc nie są one tu potrzebne (choć nie obraziłbym się, gdyby rytmikę bardziej połamano). Jest to jeden z tych utworów, dzięki którym mam ochotę po tę płytę sięgać ponownie. Następny w kolejce Coming Back brzmieniem gitar przypomina mi stare Megadeth, natomiast mamy tu okazję usłyszeć wokalistę śpiewającego swoim czystym, nieagresywnym głosem. Wiele się w tym kawałku zmienia, są fragmenty spokojniejsze, zagrane na czystszym brzmieniu gitar, są i szybsze z pełnym wykorzystaniem przesteru. Więcej tu elementów progresywnych w stosunku do poprzedników i kiedy zespół właśnie tak gra, to na myśl przychodzi mi Starbreaker, zwłaszcza w swej ostatniej odsłonie. Numer kończy się cudowną wstawką symfoniczną i jest ona jednym z moich ulubionych momentów na krążku. Breathless to także rzecz trafiająca w mój gust, gitary chodzą tu w sposób "mruczący", klawisze tworzą odpowiedni klimat. Wprawdzie wokaliście zabrakło jakoś równie dobrych pomysłów co uprzednio do zaaranżowania partii swego gardła, co choć numeru nie kaleczy, to jednak powoduje, że nie jest jeszcze lepszym. Lubiane przeze mnie wstawki symfoniczne pojawiają się i tutaj, tyle że tym razem nieco za połową nagrania. Jeśli ktoś zastanawiał się kiedyś, co by było, gdyby do grania a'la Dream Theater dorzucić trochę galopad na centralkach, zamiast się zastanawiać niech posłucha Pretendera. Znów flażolety, tym razem chyba naturalne, które potrafią doprowadzić mnie do intelektualnego orgazmu, dodające "górę" do nisko brzmiących gitar rytmicznych. Podobny patent zastosowała w zeszłym roku także szwedzka załoga z Seventh Wonder wywołując tym błogą radość na moim obliczu, że nie wspomnę o DT na słynnym Images And Words, gdzie chyba usłyszałem bliźniaczą zagrywkę po raz pierwszy. Niech ktoś nagra cała płytę w podobnych klimatach, a chyba wybuduję mu ołtarzyk. Po takiej bombie następujące dalej Waiting wydaje się byc "zaledwie dobre", więc by w pełni docenić ten numer, trzeba go kilka razy wysłuchać. Znajdą tu coś dla siebie fani Symphony X, zwłaszcza pod względem gitarowm, bo nie ma tu tak natarczywych klawiszy jak u Symfonii. Spadek formy to niestety Final Contest, bo jakoś dobrych pomysłów zabrakło, a to co zespół tutaj prezentuje, jest raptem poprawne i mało oryginalne. Takich nic nie wnoszących do tematu zagrywek słyszałem już całą masę, wprawdzie wokalista próbuje ratować sytuację, lecz wypada trochę jak gdyby Lawless z W.A.S.P. się przeziębił. Cóż, ciężko nie znaleźć wypełniaczy na nowych albumach, na tym tę rolę pełni akurat Final Contest. Grupa zabiera się raz jeszcze za coś w rodzaju ballady (w środku znajdzie się nawet gitara akustyczna grająca coś pomiędzy klasyką a flamenco) i w ten sposób otrzymujemy Senses Roam. Czyste brzmienia gitar od razu nasuwają mi na myśl jedną z ballad Skid Row, a wybrzmieniem dźwięki generowane przez wiele kapel thrashowych. Są tu i mocniejsze momenty, ale i one nie zakłócają nastrojowego balladowego nastroju, a nawet go w jakimś sensie wzmagają. Lonely Dreamer to kompozycja poprawna i tylko tyle. Zespół jakby tu czegoś szukał, ale nie mógł znaleźć, wokalista powiela swoje pomysły z wcześniejszych numerów, przez co ścieżka dużo traci. Owszem, podoba mi się i takie granie, chociaż uważam, że album na tym sporo traci. Podobne odczucia miałem przy odsłuchiwaniu Love's Dying Wish Starbreakera. Szczęśliwie się składa, że klasę początku płyty trzyma Illusion Around, więcej tu oryginalności i w partiach gitar i w liniach wokalnych, znów formacji udało się utrafić w mój gust. Ciężko tu o jakąś szczególną filozofię przy klasyfikacji tego numeru, jest on po prostu cholernie dobry. Dark idealnie oddaje swym tytułem zawartość utworu, jest on mroczny, ciężki i przypomina mi on niektóre ustępy z tych mocniejszych płyt Dream Theater, choć partie perkusji nie są tu przekombinowane (a powinny być, moim zdaniem). Jak na zakończenie płyty jest to kompozycja bardzo udana, trzyma poziom, poniżej którego zespół nigdy nie powinien schodzić.
Album ostry i cieżki, jeśli ktoś szuka czegoś AORowego, od razu może sobie tę pozycję odpuścić, za to publiczność progresywno-metalowa jak najbardziej powinna się z tym krążkiem zapoznać. Myślę, że wydawnictwo spodoba się fanom cięższego oblicza Dream Theater, Starbreakera, może Seventh Wonder, ale jak ktoś lubi powiedzmy Black Label Society czy hard rocka granego na podobną nutę, też album będzie dla niego łatwy do przełknięcia. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.hollowhaze.com