Helix - Bastard Of The Blues

Helix - Bastard Of The Blues

Wydawca: Perris Records
Rok wydania: 2014

  1. Bastard Of The Blues
  2. Even Jesus (Wasn't Loved In His Hometown)
  3. Winning Is The Best Revenge
  4. Screamin' At The Moon
  5. Metal At Midnight
  6. Hellbound For A Heartbreak
  7. When All The Love Is Gone
  8. Axe To Grind
  9. Skin In The Game
  10. The Bitch Is A Bullet
  11. Sticks & Stones

Skład: Brian Vollmer - śpiew, chórki; Chris Julke - gitary, chórki; Kaleb "Duckman" Duck - gitary, chórki; Daryl Gray - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki; Greg "Fritz" Hinz - perkusja
Gościnnie: Jeff Fountain - śpiew; Cheryl Lescom - śpiew w [1, 2]; Nick Walsh - kobzy w [3]; Sean Kelly - gitary

Produkcja: Aaron Murray

Od czasu wydania dość przyzwoitej Vagabond Bones minęło kilka lat, zanim Kanadyjczycy z Helix zdecydowali się wydać kolejną płytę długogrającą. W 2010 roku pojawiła się wprawdzie składanka z ponownie nagranymi akustycznymi wersjami hitów, a rok po niej udana EP-ka zatytułowana Skin In The Game, ale zawierała tylko 5 nagrań, w tym jeden cover. Teraz za to dostajemy premierowy Bastard Of The Blues.

Nowy album z założenia miał być kontynuacją Vagabond Bones i tak w sumie się stało, przy czym całościowo wydaje się krążkiem dużo lepszym. Materiał został skomponowany przez Vollmera do spółki z Seanem Kellym (Nelly Furtado) w roku 2013 i uzupełniony dwoma ścieżkami ze wspomnianej we wstępie EP-ki. Płytę rozpoczyna tytułowe Bastard Of The Blues, co zobowiązuje do utrzymania kawałka w klimatach bluesowych i faktycznie z takimi mamy tu do czynienia. Wolny riff we wstępie, a potem pulsująca sekcja rytmiczna, głównie oparta o partie basu, wreszcie charakterystyczne linie wokalne Vollmera (choć po prawdzie w porównaniu do starszych krążków Helixa, to tutaj raczej stara się on nie nadwerężać swego gardła). Pod pewnymi względami utwór kojarzy mi się z głównym motywem Tell The Truth Davida Lee Rotha i zwrotką z Lay It Down Ratt - może właśnie z powodu partii gitary basowej. Nie obyło się bez perełki w postaci nader zgrabnej gitarowej solówki. Fajnym numerem jest Even Jesus (Wasn't Loved In His Hometown) z ciężkim hard rockowym riffem, choć i tu nie ma co się spodziewać galopad. Są za to chórki i raz jeszcze oldschoolowa solóweczka, jakich zawsze miło jest posłuchać, a przy końcu coś dla fanów śpiewania a'capella. Po nim następuje jeszcze weselsze w swojej wymowie Winning Is The Best Revenge. Tempo średnie, radośniejsze wokale, takież i chórki. Melodycznie sporo nawiązań do dokonań Great White z końca lat '80 ubiegłego wieku. Piosenka sporo zyskuje przy głośniejszym słuchaniu i nadaje się na radiowy przebój. Jak ktoś poszukuje hair metalowych hiciorów w stylu lat '80, to jest to z pewnością pozycja dla niego. Z kolei Screamin' At The Moon to znów coś da tych, którzy wolą kompozycje bardziej dynamiczne. Tu jest skoczniej, zwraca uwagę sprawna współpraca całej sekcji rytmicznej i dobre dopasowanie reszty muzyków do obranego schematu - słychać po prostu, że wszyscy czują się w tym nagraniu jak ryba w wodzie. Numer wchodzi gładko już przy pierwszym z nim kontakcie i nie nudzi się przy kolejnych podejściach, słowem nadzwyczaj łatwo strawny rocker. Sam tytuł Metal At Midnight jakoś skojarzył mi się z Accept i w sumie faktycznie coś tam z tej niemieckiej ekipy w sobie ma, choć może nie jest tak ostry. Kawałek poprawny, aczkolwiek już nie tak dobry jak wcześniejsze utwory. Nieco lepszy wydaje się Hellbound For A Heartbreak, który na myśl przywołuje mi wydaną w tym roku płytę Julian Angel's Beautiful Beast (nawet wokalnie). Rewelacji może nie ma, ale dobrze się tego słucha. Poprzeczka wędruje dużo, dużo wyżej wraz z balladą When All The Love Is Gone. Smutniejszy nastrój, spokojniejsze dźwięki z kulminacją w postaci odrobiny niepokoju w solówce. Być może piosenka nie wejdzie do panteonu pościelówek wszechczasów, bo przecież ciasno tam, jednak do zapoznania się z nią serdecznie zapraszam wszystkich amatorów dobrych ballad. Axe To Grind to kolejny rocker z tego wydawnictwa warty uwagi, tym bardziej że Brian Vollmer śpiewa tu z manierą znaną z klasycznych płyt Helixa (ale i zarazem udziela się w nim coś z Alice Coopera). Miło usłyszeć powrót do formy z tamtych lat, naprawdę nie czuć upływu czasu, nie ma co skreślać weteranów, gdy wciąż tkwi w nich zapał do walki. Dwa kolejne numery pochodzą z EP-ki Skin In The Game. Pierwszy z nich jest rockerem utrzymanym w średnim tempie i opartym na sprawdzonych schematach bluesa. Specyficznie chodzą tu gitarki, wprawdzie nic oryginalnego, za to mamy rzeczy znane, ale zawsze chętnie słuchane. Drugi to ścieżka ochrzczona tytułem The Bitch Is A Bullet, bardziej radosna, uzbrojona w pulsujący bas i przypominająca nagrania z wcześniejszych płyt Helixa, plus raz jeszcze linie wokalne stylizowane nieco na Alice Coopera. Na deser, gitarowa solóweczka. Płytę wieńczy rock'n'rollowe Sticks & Stones o bardzo charakterystycznym brzmieniu gitar. Złagodzony typ przesteru z jednej strony przywołuje klimaty wczesnych lat '60, z drugiej zaś muzykę country.

Jak już wspomniałem, Bastard Of The Blues jest kontynuacją Vagabond Bones, lecz całościowo jest wydawnictwem znacznie lepszym. Przeważają kompozycje przebojowe i po prostu dobre, a wypełniaczy też właściwie tu nie ma (choć mamy kilka słabszych pozycji względem hiciorów). Płytę polecam przede wszystkim fanom Helixa, którym podobał się poprzedni krążek, a którzy wciąż wykazują sentyment do klasycznych albumów Vollmera i spółki.

Oficjalna strona zespołu: www.planethelix.com