
Helix - Bastard Of The Blues
Wydawca: Perris Records
Rok wydania: 2014
- Bastard Of The Blues
- Even Jesus (Wasn't Loved In His Hometown)
- Winning Is The Best Revenge
- Screamin' At The Moon
- Metal At Midnight
- Hellbound For A Heartbreak
- When All The Love Is Gone
- Axe To Grind
- Skin In The Game
- The Bitch Is A Bullet
- Sticks & Stones
Skład: Brian Vollmer - śpiew, chórki; Chris Julke - gitary, chórki; Kaleb "Duckman" Duck - gitary, chórki; Daryl Gray - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki; Greg "Fritz" Hinz - perkusja
Gościnnie: Jeff Fountain - śpiew; Cheryl Lescom - śpiew w [1, 2]; Nick Walsh - kobzy w [3]; Sean Kelly - gitary
Produkcja: Aaron Murray
Od czasu wydania dość przyzwoitej Vagabond Bones minęło kilka lat, zanim Kanadyjczycy z Helix zdecydowali się wydać kolejną płytę długogrającą. W 2010 roku pojawiła się wprawdzie składanka z ponownie nagranymi akustycznymi wersjami hitów, a rok po niej udana EP-ka zatytułowana Skin In The Game, ale zawierała tylko 5 nagrań, w tym jeden cover. Teraz za to dostajemy premierowy Bastard Of The Blues.
Nowy album z założenia miał być kontynuacją Vagabond Bones i tak w sumie się stało, przy czym całościowo wydaje się krążkiem dużo lepszym. Materiał został skomponowany przez Vollmera do spółki z Seanem Kellym (Nelly Furtado) w roku 2013 i uzupełniony dwoma ścieżkami ze wspomnianej we wstępie EP-ki. Płytę rozpoczyna tytułowe Bastard Of The Blues, co zobowiązuje do utrzymania kawałka w klimatach bluesowych i faktycznie z takimi mamy tu do czynienia. Wolny riff we wstępie, a potem pulsująca sekcja rytmiczna, głównie oparta o partie basu, wreszcie charakterystyczne linie wokalne Vollmera (choć po prawdzie w porównaniu do starszych krążków Helixa, to tutaj raczej stara się on nie nadwerężać swego gardła). Pod pewnymi względami utwór kojarzy mi się z głównym motywem Tell The Truth Davida Lee Rotha i zwrotką z Lay It Down Ratt - może właśnie z powodu partii gitary basowej. Nie obyło się bez perełki w postaci nader zgrabnej gitarowej solówki. Fajnym numerem jest Even Jesus (Wasn't Loved In His Hometown) z ciężkim hard rockowym riffem, choć i tu nie ma co się spodziewać galopad. Są za to chórki i raz jeszcze oldschoolowa solóweczka, jakich zawsze miło jest posłuchać, a przy końcu coś dla fanów śpiewania a'capella. Po nim następuje jeszcze weselsze w swojej wymowie Winning Is The Best Revenge. Tempo średnie, radośniejsze wokale, takież i chórki. Melodycznie sporo nawiązań do dokonań Great White z końca lat '80 ubiegłego wieku. Piosenka sporo zyskuje przy głośniejszym słuchaniu i nadaje się na radiowy przebój. Jak ktoś poszukuje hair metalowych hiciorów w stylu lat '80, to jest to z pewnością pozycja dla niego. Z kolei Screamin' At The Moon to znów coś da tych, którzy wolą kompozycje bardziej dynamiczne. Tu jest skoczniej, zwraca uwagę sprawna współpraca całej sekcji rytmicznej i dobre dopasowanie reszty muzyków do obranego schematu - słychać po prostu, że wszyscy czują się w tym nagraniu jak ryba w wodzie. Numer wchodzi gładko już przy pierwszym z nim kontakcie i nie nudzi się przy kolejnych podejściach, słowem nadzwyczaj łatwo strawny rocker. Sam tytuł Metal At Midnight jakoś skojarzył mi się z Accept i w sumie faktycznie coś tam z tej niemieckiej ekipy w sobie ma, choć może nie jest tak ostry. Kawałek poprawny, aczkolwiek już nie tak dobry jak wcześniejsze utwory. Nieco lepszy wydaje się Hellbound For A Heartbreak, który na myśl przywołuje mi wydaną w tym roku płytę Julian Angel's Beautiful Beast (nawet wokalnie). Rewelacji może nie ma, ale dobrze się tego słucha. Poprzeczka wędruje dużo, dużo wyżej wraz z balladą When All The Love Is Gone. Smutniejszy nastrój, spokojniejsze dźwięki z kulminacją w postaci odrobiny niepokoju w solówce. Być może piosenka nie wejdzie do panteonu pościelówek wszechczasów, bo przecież ciasno tam, jednak do zapoznania się z nią serdecznie zapraszam wszystkich amatorów dobrych ballad. Axe To Grind to kolejny rocker z tego wydawnictwa warty uwagi, tym bardziej że Brian Vollmer śpiewa tu z manierą znaną z klasycznych płyt Helixa (ale i zarazem udziela się w nim coś z Alice Coopera). Miło usłyszeć powrót do formy z tamtych lat, naprawdę nie czuć upływu czasu, nie ma co skreślać weteranów, gdy wciąż tkwi w nich zapał do walki. Dwa kolejne numery pochodzą z EP-ki Skin In The Game. Pierwszy z nich jest rockerem utrzymanym w średnim tempie i opartym na sprawdzonych schematach bluesa. Specyficznie chodzą tu gitarki, wprawdzie nic oryginalnego, za to mamy rzeczy znane, ale zawsze chętnie słuchane. Drugi to ścieżka ochrzczona tytułem The Bitch Is A Bullet, bardziej radosna, uzbrojona w pulsujący bas i przypominająca nagrania z wcześniejszych płyt Helixa, plus raz jeszcze linie wokalne stylizowane nieco na Alice Coopera. Na deser, gitarowa solóweczka. Płytę wieńczy rock'n'rollowe Sticks & Stones o bardzo charakterystycznym brzmieniu gitar. Złagodzony typ przesteru z jednej strony przywołuje klimaty wczesnych lat '60, z drugiej zaś muzykę country.
Jak już wspomniałem, Bastard Of The Blues jest kontynuacją Vagabond Bones, lecz całościowo jest wydawnictwem znacznie lepszym. Przeważają kompozycje przebojowe i po prostu dobre, a wypełniaczy też właściwie tu nie ma (choć mamy kilka słabszych pozycji względem hiciorów). Płytę polecam przede wszystkim fanom Helixa, którym podobał się poprzedni krążek, a którzy wciąż wykazują sentyment do klasycznych albumów Vollmera i spółki.
Oficjalna strona zespołu: www.planethelix.com