Hardline - Leaving The End Open

Hardline - Leaving The End Open

Wydawca: Frontiers Records / King Records
Rok wydania: 2010

  1. Voices
  2. Falling Free
  3. Start Again
  4. Pieces Of Puzzles
  5. Bittersweet
  6. She Sleeps In Madness
  7. In This Moment
  8. Give In To This Love
  9. Before This
  10. Hole In My Head
  11. Leaving The End Open

Skład: Johnny Gioeli - śpiew; Michael T. Ross - instrumenty klawiszowe; Josh Ramos - gitara; Jamie Browne - gitara; Atma Anur - perkusja

Produkcja: Bob Burch

Choć sławy jak Bon Jovi czy Whitesnake zespół ten nie zdobył, to dla wielu jest ikoną epoki melodyjnego hard rocka. Wspaniały debiut z 1992 r. i słabszy, nagrany po dziesięcioletniej przerwie, aczkolwiek nadal przyzwoity album nr. 2 sprawiły, że wśród zagorzałych fanów hair metalu Hardline jest grupą nie mniej znaną od wcześniej wymienionych. Prace nad trzecim krążkiem ciągnęły się wiele lat, zwłoka spowodowana była udziałem Gioelego i Rossa w projekcie Accomplice oraz działalnością Johnny'ego w ekipie Axela Rudiego Pella. Początkowo dzieło ochrzczone "Just Add Water" ujrzało wreszcie światlo dzienne w kwietniu 2009 r. z tytułem zmienionym na Leaving The End Open.

Od razu trzeba wyjaśnić, że z oryginalnego składu supergrupy pozostał już tylko Johnny Gioeli. Na "dwójce" grał jeszcze jego brat Joey, tym razem go zabrakło, gitary rytmiczne obsługuje teraz Jamie Brown (Ramos/Hugo), nowa osobą w zespole jest też Atma Anur, perkusista znany ze ścieżek nagrywanych dla wirtuozów gitary, który zastąpił Boba Rocka. Wraz ze zmiana personelu zmieniło się też nieco muzyczne oblicze Hardline. Obecnie formacja gra lżej, jest to wprawdzie wciąż melodyjny hard rock, ale już bardziej ciążący w stronę AOR-u. Nie znaczy to, że płyta wypada gorzej, wręcz przeciwnie, nowy materiał bardziej podoba mi się od niezbyt lubianej przeze mnie II. Po poprzedniczce udziela się jeszcze raczej smutny nastrój, co słychać już w pierwszym w secie Voices. Kompozycja raczej spokojna, klimatyczna, nieco tajemnicza, błyszczy w niej głos Gioelego, ale nic w tym dziwnego, Johnny przecież jest wciąż aktywnym wokalistą, z wprawy nie wyszedł (lata śpiewania u Pella zrobiły swoje). Jak dotąd jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Za nim coś bardziej przypominającego mainstreamowy AOR i to w dodatku z brzmieniem zbliżonym do typowych "frontiersowych" wydawnictw, czyli Falling Free. Fani tego gatunku będą zachwyceni, mnie się to wprawdzie podoba, ale nie na tyle, by za tym jakoś szczególnie szaleć. Jeszcze spokojniej i łagodniej robi się w Start Again, gdzie z kolei większość ścieżki przywodzi mi na myśl te wolniejsze, na wpół balladowe kompozycje nowoczesnego wydania Bon Jovi. Tak przynajmniej jest we wstępie i zwrotkach, bo znów w refrenach powraca jak bumerang europejski AOR. Jak dla mnie zbyt łagodne to granie i zazwyczaj go unikam, dziś jednak wchodzi mi gładko... Taki dzień, za oknem pochmurno i pada czasem, więc kawałek jakoś się broni. Za to więcej hardrockowych zagrywek mamy w Pieces Of Puzzles, coś dla miłośników ostrzejszych melodii, lecz też nie tak do końca. Te mocniejsze momenty przeplatane są też bardziej nastrojowymi nutami, co sprawia, że nagranie jest bardziej zbalansowane. Również jeden z moich faworytów, także ze względu na grę Anura, który niby nie robi tu nic szczególnego, ale za to cholernie dobrze pasuje to do całości. Dalej grupa prezentuje nam pierwszą balladę sensu stricto - Bittersweet. Klimatycznie jakoś kojarzy mi się ona z solowymi dokonaniami Kipa Wingera, tak więc od tych hard rockowych pościelówek piosenka różni się dość mocno i w sumie jest to zaletą. Przynajmniej nie usłyszę po raz tysięczny tekstów typu "I love you babe tonight". Tytuł mamy słodko-gorzki, chociaż chyba bardziej pasowałoby coś w stylu ciepło-chłodny. Dźwięki rozpoczynające She Sleeps In Madness przypominają mi podobne patenty wykorzystane w intrze do drugiej płyty Lillian Axe, późniejsze aranżacje zresztą też przywodzą mi na myśl Lilliana, tyle tylko, że tego w nowszej odsłonie, przy czym muszę zaznaczyć, że Hardline ma jednak łagodniejsze brzmienie. Brawa należą się za nastrojowe solówki, harmonijnie integrujące się z kompozycją. Jeszcze raz ballada, teraz już bardziej typowa, In This Moment. Połączenie wspaniałych partii instrumentów klawiszowych i głosu Johnny'ego to nastrojowy dynamit i jestem niemal pewien, że ciężko będzie znaleźć kogoś, kto przy tym kawałku nie wymięknie. To po prostu musi się podobać. Ballada genialna. A za nią całkiem przyzwoity numer hard rockowy o tytule Give In To This Love, pozycja dla spragnionych czegoś dynamiczniejszego. Gdyby teraz były lata osiemdziesiąte, to bym może pomyślał, że to nagranie przeciętne, ale jak na dzisiejsze czasy to można powiedzieć, że to hicior. Nadzwyczaj dobry start, kilka ciekawych pomysłów w środku, ale momentami jakby gdzieś zespół tracił nerw, Mimo tych słabszych chwil i tak ścieżka się broni. Before This jawi się jako kompozycja AORowa o balladowym nastawieniu, choć nie zabrakło i mocniejszego uderzenia tu i ówdzie. Świetnie pasuje do takich nagrań głos Gioelego, zresztą jego barwa i artykulacja doskonale nadaje się do śpiewania wszystkiego co melodyjne. Po raz kolejny jeden z przebojów, jaki może nam zaoferować ten krążek. Dopiero po kilku przesłuchaniach podszedł mi następny w zestawie Hole In My Head. Trzeba przyznać, że to utwór dość ciężki w odbiorze i faktycznie wymaga osłuchania. Przy pierwszym podejściu nie zachwyca, później skłania do pomyślenia, by wreszcie wywołać pozytywne nastawieni do siebie. taka mieszanka hard rocka, AOR-u, nastroju i tajemniczości. Tytułowa ścieżkę formacja zostawiła na koniec i w zasadzie Leaving The End Open dobrze się nadaje na zamknięcie płyty. Ballada stanowiąca wypadkową wcześniejszych utworów w tym stylu swym tytułem pozostawia furtkę dla zespołu do nagrywania kolejnych albumów. Do gry instrumentalistów nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, moim zdaniem nawalił nieco tylko wokalista, który w zbyt mało wyrafinowany sposób zaaranżował swoje gardło. A wiemy przecież, ze potrafi to zrobić lepiej, pokazał to we wcześniejszych utworach.

Album bardzo jednolity, pod względem kompozycyjnym wyrównany. Trochę brakuje mi tu mocniejszego uderzenia na miarę Takin' Me Down czy Y, ale z drugiej strony zawsze można posłuchać poprzednich krążków, kiedy ma się ochotę na takie granie. Tutaj jest bardziej nastrojowo, klimatycznie, wszystko zagrane z ogromnym wyczuciem. W moim mniemaniu płyta przebija "dwójkę" i przy tym niewiele ustępuje legendarnemu debiutowi. Jeśli ktoś planuje w najbliższym czasie zakupić coś z nowości płytowych, Leaving The End Open może być dobrym kandydatem do uszczuplenia portfela.

Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/hardlinerocks