Greg Howe - Greg Howe

Greg Howe - Greg Howe

Wydawca: Shrapnel Records / Roadrunner
Rok wydania: 1988

  1. Kick It All Over
  2. The Pepper Shake
  3. Bad Racket
  4. Super Unleaded
  5. Land Of Ladies
  6. Straight Up
  7. Red Handed
  8. After Hours
  9. Little Roses

Skład: Greg Howe - gitary; Billy Sheehan - gitara basowa; Atma Anur - perkusja

Produkcja: Mike Varney

Z twórczością Grega Howe zetknąłem się po raz pierwszy grubo ponad dekadę temu, kiedy to w moje ręce wpadła jego taśma instruktażowa dla gitarzystów. Prezentowane przez niego techniki gry i sprawność, z jaką ten wirtuoz poruszał się po gryfie, wywarły na mnie spore wrażenie. Wkrótce potem zakupiłem jego debiutancki solowy krążek oraz zapoznałem się z kilkoma innymi płytami, na których Greg zagrał. W ciągu kilku lat debiut gdzieś się zapodział, ale pamiętając, że był dobry, zakupiłem go niedawno po raz drugi, a skoro już go słucham, to czemu nie miałbym napisać recenzji...

Kick It All Over otwiera owo instrumentalne dzieło i jest mieszanką melodyjnych i mało melodyjnych melodii. Coś jakby połączenie tradycyjnego grania rockowego z klasyką i bluesem, ale przede wszystkim na pierwszy plan wybija się fusion i groove. Podobne rzeczy nagrywali też tacy wioślarze jak Joey Tafolla czy Darren Housholder, tyle że kilka lat później. Sam Howe wspominał, że inspirował go głównie Eddie Van Halen, ale Greg dość dalece odszedł od tej stylistyki grania. Strukturalnie utwór składa się jakby ze zwrotek i refrenów przygotowanych wcześniej i w dużej mierze z improwizacji, czasem sprawiających wrażenie, że grane są bez ładu i składu i cudem mieszczą się w rytmie. Ten schemat będzie jeszcze pojawiał się wielokrotnie w innych kompozycjach. Troszkę bardziej melodyjnie będzie w The Pepper Shake. Ten numer mógłby spokojnie nagrać Jason Becker, może melodie nie do końca przypominają te beckerowe, ale artykulacyjnie i strukturalnie są dość podobne. Tutaj też słychać, z jaką łatwością przychodzi Gregowi łączenie technik staccato i legato, wszystkie dźwięki leją się z jego gryfu bardzo płynnie. Nie wspomniałem jeszcze o tym, że na krążku zagrało dwóch interesujących muzyków, wirtuoz gitary basowej Billy Sheehan i Atma Anur, perkusista znany głównie ze współpracy z gitarowymi wymiataczami. Dzięki nim całość wypada bardzo ciekawie, raz to pulsuje rytmicznie jak w tym utworze, raz to galopuje do przodu, jak to jest w numerze następnym. Bad Rocket to jeden z najlepszych kawałków na płycie, z pewnością jeden z najbardziej przemyślanych, wymiatania na najwyższym poziomie także tu nie zabrakło. W porównaniu z poprzednikami jest też bardziej melodyjny, do tego jeszcze te niby-zwrotki i niby-refreny stają się wyraźniejsze. Więcej eksperymentów, również z rytmem, będzie z kolei w Super Unleaded, chociaż znajdą się też smaczki w postaci wymiatania w stylu skrzypcowym, coś jak u Beckera czy Malmsteena. Znowu przeplatanka charakterystyczna dla Howe'a, pojawiaja się ponadto partie gitar rytmicznych, ale i tak w końcu zostają zdominowane przez linie melodyczne gitary prowadzącej. Mieszanka stylistyczna gdzieś spomiędzy MacAlpine'a i Tafolli to znak rozpoznawczy Land Of Ladies. Numer miał być zapewne dżentelmeński, wnioskując po tytule, toteż ogólne tempo jest wolniejsze, a wymiatania choć nie brakuje, to jest ono jakby bardziej stonowane. W środku utworu najbardziej uwagę przyciąga sekcja rytmiczna, pomimo że to przecież nie ona jest tu najbardziej wyeksponowana. Całościowo jest to coś między bluesem a swingiem, tyle że zagrane na modłę rockową, może trochę pod Franka Gambale'a. Straight Up to taki MacAlpine utrzymany w stylu funky z ciągotami w kierunku Beckera, zagrany jakby na jego gitarze (wyeksponowane brzmienie sopranów). Pojawia się także coś niby "knajpiany" blues, pod koniec też słychać, że Greg rozmija się gdzieniegdzie z rytmem, może to zabieg celowy, kto wie.... W sumie kawałek nie najgorszy, chociaż trochę odstaje od reszty. Bardziej przemyślana kompozycja to Red Handed, tempo zbliżone jak w "Land...", ale do tego więcej melodyki, jak w utworach z początku krążka, ale tez tylko do czasu, bo potem beckerowskie eksperymenty i bardziej pulsująca sekcja rytmiczna, wreszcie tradycyjna dawka wymiatania. Na pozycji ósmej numer, który najbardziej zapadł mi w pamięci na lata - After Hours. Cechą charakterystyczna jest tutaj duży zasób melodyki i powtarzająca się wielokrotnie radosna sekwencja dźwięków, nazwę ja refrenem. Chyba najlepszy utwór na płycie, powinien spodobać się fanom Jasona Beckera i wczesnego Marty Friedmana. Po tych wszystkich karkołomnych wycieczkach po gryfie przyszedł czas na coś zdecydowanie spokojniejszego. Najwolniejszy numer zamieszczono na końcu i odegrano bluesowo. Mowa oczywiście o Little Rose. Czyżby znowu coś dla Pań? Gdyby to nie była płyta instrumentalna, pewnie mielibyśmy tu balladę.

Czy jest to album dobry? Zdecydowanie tak, choć kierowany do specyficznego grona słuchaczy, którzy lubią gitarowe wymiatanie i to w dodatku non stop. Utwory są do siebie dość podobne, z jednej strony jest to wada, bo może nużyć, z drugiej zaś zaleta, bo całość jest bardzo spójna. Kto lubi Beckera, Friedmana, Tafollę i MacAlpine'a, niech śmiało sięga po tę płytę.

Oficjalna strona artysty: www.greghowe.com