
Great White - Once Bitten
Wydawca: Capitol Records / Toshiba / EMI
Rok wydania: 1987
- Lady Red Light
- Gonna Getcha
- Rock Me
- All Over Now
- Mistreater
- Never Change Heart
- Fast Road
- On The Edge
- Save Your Love
Skład: Jack Russell - śpiew, chórki; Mark Kendall - gitara prowadząca, chórki; Michael Lardie- gitary, instrumenty klawiszowe, chórki; Audie Desbrow - perkusja i instrumenty perkusyjne; Lorne Black - gitara basowa
Produkcja: Alan Niven, Michael Lardie i Mark Kendall
Rok 1987, czyli cholernie dobre czasy dla melodyjnego hard rocka. Rok, w którym wychodzi trzeci studyjny krążek Great White o ciekawym tytule Once Bitten i równie ciekawej zawartości. Grupa poszukuje swojego stylu mieszając dziedzictwo poprzedniej dekady z bieżącą, lecz tym razem ulega bardziej aktualnej modzie zarzucając przy tym zeppelinowe koneksje, przez co płyta przypomina wiele innych wydawnictw z tej samej półki. Czy to źle? Nie sadzę, bardzo dobrze że kapela nagrywa tak melodyjne dzieło, to naprawdę uczta dla ucha.
Lady Red Light to bardzo składna kompozycja z typowymi dla lat osiemdziesiątych przebojowymi refrenami, coś podobnego do twórczości zespołu China. W zwrotkach słychać wpływy ekipy Dona Dokkena, chociaż Russell nie wchodzi powyżej pewnych rejestrów głosu jak Don, po prostu jego skala operuje w nieco innych częstotliwościach. Nawet gitary momentami przypominają styl gry Lyncha i to z wydanej w tym samym roku płyty Back For The Attack. Mocne i zdecydowane otwarcie. Dalej jeszcze większa dawka rock'n'rolla w postaci Gonna Getcha, gdzie muzycy zdają się hołdować AC/DC. Wprawdzie wokale nie tak falsetowo-sleaze'owe jak u znanych Australijczyków, ale to ta sama stylistyka grania, z charakterystycznymi gitarowymi riffami. Owszem, chłopaki kopiują pewne wzorce, ale nie są to przecież zapożyczenia od byle kogo, podobnie postępował zresztą Krokus. Muzyka energetyczna, więc nudzić się przy niej nie można. Najbardziej podobają mi się tutaj podciągnięcia strun, wibrato i gustownie wplecione sztuczne flażolety. Rock Me zaczyna się od nieco przydługiego bluesowego wstępu, następnie przechodzi w kawałek podobny do jednego utworu Vixen o bliźniaczym tytule, by w zwrotkach ponownie liniami wokalnymi nawiązać do Dokken (ta formacja była jedną z najpopularniejszych w owym czasie i wywarła przemożne piętno na wiele innych poruszających w tej samej stylistyce). Niby numer znakomity, ale jakoś pozostaje nieco w tyle za dwoma poprzednikami. Nawiązuje do nich za to kolejny All Over Now, będący jeszcze jednym przywołaniem rock'n'rolla. Można to nawet tańczyć! Klimatem, a nawet melodiami gitar i wokali blisko tu do dokonań Coney Hatch i wspomnianego wcześniej Krokusa, Rekiny balansują jakby gdzieś pomiędzy tymi dwoma grupami. Nie ma się zresztą czemu dziwić, że sporo kapel gra podobnie, bo ich członkowie inspirowali się przecież tymi samymi wykonawcami. Podążanie za modą i ogólnymi trendami daje się też odczuć w Mistreater. Tutaj dla odmiany pokuszono się o wstęp w stylu country, mamy więc gitary akustyczne i kilka dźwięków wykonanych techniką slide, podejrzewam że nawet przy użyciu specjalnej tulejki. Takie patenty były już wówczas oklepane na tysiące sposobów i znaleźć je można na co drugim krążku z tej epoki. Czy o czymś to świadczy? Chyba tylko o tym, że country to zawsze była popularna muzyka w USA. Większa część kawałka to już typowy amerykański rock, wprawdzie z wokalami pod Coverdale'a / Planta, ale z muzyką gdzieś pomiędzy Bon Jovi na New Jersey (głównie w gitarach i sekcji rytmicznej) a Rattem na Reach For The Sky (nawet Russell chwilami wchodzi w rejestry Pearcy'ego i przypomina jego barwę głosu). W Never Change Heart grupa próbuje zbliżyć się do AORu z domieszką dokkenową, bardzo specyficznie chodzą tu też klawisze. Trzeba przyznać, że kompozycja się chłopakom udała i nie ustępuje innym z czołówki w gatunku. Głos Russella dopasował się na jej potrzeby z łatwością kameleona i brzmi zupełnie inaczej niż wcześniej, może nawet nieco podchodzi pod wokalistę Axxis (czyżby próba naśladowania niemieckiego akcentu?). Wpływy Dokken słyszalne są jeszcze w Fast Road, ale tylko wokalnie, bo gitarowo i perkusyjnie bardzo blisko temu do co bardziej power metalowo wypadających kompozycji klasycznego Rainbow. Tak, sporo tu galopad, ale na szczęście gitary brzmią hard rockowo, z poweru pozostało tylo tempo, no i może solówka. Trzeba zwrócić uwagę, że gitarowe solo wpada tu w zupełnie inna stylistykę, niż w pozostałych utworach z płyty, jest bardziej heavy metalowe. Kendall najwidoczniej chciał się sprawdzić w innym gatunku i... sprawdził się! Dalej znów dokkenowo, aż nadto słychać to w On The Edge, lecz tym razem w partiach gitar, linie wokalne jednak bliższe tym sprzed dwóch kawałków. Środek numeru pasuje do początku "średnio na jeża" (więcej bluesa), jest trochę z innej bajki, ale całościowo piosenka się broni, choć nie jest już tak przebojowa. Płytę zamyka nastrojowa ballada Save Your Love, jedyna ballada w zestawie w pełni tego słowa znaczeniu. Podstawą są tu czyste brzmienia gitar i umiejętnie podłożone klawisze, aczkolwiek nie zabrakło solówki, która zaczyna się za połową kompozycji, potem na chwilę przycicha, a następnie znów wraca i trwa aż do wyciszenia utworu. Jeszcze jeden dowód na niebagatelne umiejętności kompozytorskie zespołu. Na krążku jest zaledwie 9 kawałków, co sprawia, że po jego przesłuchaniu pozostaje pewien niedosyt, z drugiej strony uniknięto tym samym wypełniaczy (raptem jeden słabszy numer - Rock Me, ale i tak trzyma poziom). Rozbudzony tym dziełem apetyt zaspokaja natomiast kolejne studyjne wydawnictwo grupy - ... Twice Shy.
Tym albumem Great White dostał się do czołówki najlepszych grup hair metalowych swej epoki, a następnym tę pozycję umocnił. O zespole stało się głośniej, płyty zaczęły sprzedawać się jak ciepłe bułeczki i pokryły się platyną. W latach dziewięćdziesiątych sytuacja odwróciła się, ale każdy interesujący się muzyką wie, że były to już czasy inwazji grunge'u i nu-metalu, gdzie nie było zbyt wiele miejsca na melodyjnego hard rocka. Once Bitten to już klasyka takiego grania, nie wypada jej nie znać i z pewnością warto się w ten krążek zaopatrzyć. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.mistabone.com