
Faithfull - Light This City
Wydawca: Vinny Records / Marquee Avalon
Rok wydania: 2003
- Light This City
- There's No Turning Back
- All I Want, All I Need
- I've Been Missing You
- You Won't Get Me Now
- Ending Song
- Melting Your Ice
- Learned My Lesson
- Like A Shadow
- Way I Am
- Way Back
- Cast Out the Rain
Skład: Rui Martins - gitary; Sérgio Sabino - śpiew; Nuno Ledesma - gitara basowa; Sérgio Ramos - perkusja
Produkcja: Luís Barros
Portugalia nie jest szczególnie znana jako dostawca melodyjnego rocka na rynek światowy, nawet mimo faktu, że fanów tego gatunku muzycznego jest tam bardzo wielu. Niewiele zespołów zdołało się wybić z lokalnego rynku, ale jednym z nich jest ciekawa grupa Faithfull powstała w 2001 r. z inicjatywy gitarzysty Rui Martinsa i wokalisty Sérgio Sabino. Dwa lata po swych narodzinach formacja nagrała debiutancki krążek o tytule Light This City pod opieką producenta Luísa Barroso (perkusisty Tarantula) dla małej hiszpańskiej wytwórni Vinny Records. Co ciekawe, dla tego samego wydawcy swój debiut rejestrowała też hiszpańska ekipa z 91 Suite, a styl gry obu kapel jest dość zbliżony i momentami wydają się mieć one te same inspiracje.
Recenzję krążka zacznę może od najważniejszej rzeczy, mianowicie była to jedna z najlepszych płyt, jakie wyszły w 2003 r. i pamiętam, że wtedy zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, zwłaszcza że rok ten nie obfitował w szczególnie wyszukane pozycje. Produkcja pewnie i mogłaby być lepsza, ale kto by się tego czepiał, gdy w ręce dostaliśmy tak dobry materiał. Gorzej byłoby, gdyby koleś od kręcenia gałkami robił cuda, a muzycy nie byli w stanie nagrać niczego z sensem... Tak więc mamy porządny album, który i pomimo upływu lat się broni. W 2008 r. doczekaliśmy się drugiego wydawnictwa Portugalczyków i jeśli mam być szczery, to pomimo zdecydowanie lepszej produkcji tegoż nadal w mój gust bardziej trafia jedynka. Członkowie grupy nie kryją swoich licznych inspiracji i nie trzeba nawet przyglądać się ich liście, by wyłowić zespoły, które wywarły na Faithfull największy wpływ. Panowie nie bawili się w jakieś przydługie intra i po odgłosie ruszającego z piskiem opon samochodu wraz z pierwszym utworem dostajemy pierwszy przebój, tytułowe Light This City. Wyobraźmy sobie połączenie Harem Scarem (sposób komponowania kawałków) z późnym Bon Jovi (stylistyka gry), a do tego co nieco z Bad English (brzmienie gitar), Danger Danger (podobne partie gitar rytmicznych gdzieniegdzie) i z Hardline (brzmienie wokali i specyficzne akcentowanie) i tym sposobem będziemy od razu wiedzieć, co proponuje nam zespół. Tak, jest to taka mieszanka AORu z melodic rockiem i powinna usatysfakcjonować fanów tych gatunków. Największa siłą tego numeru jest moim zdaniem refren ukierunkowany na radiowy hit, bo zwrotki jakoś potrafią umknąć naszej pamięci, po prostu nie są aż tak bardzo zapamiętywalne. Po takim tytule jak There's No Turning Back można spodziewać się ostrej kompozycji, ale nic bardziej mylnego, toż to taka AORowa ballada w stylu 91 Suite. Brzmieniowo tym razem całość wypada znacznie lepiej, może to dlatego, że więcej tu partii granych na czystych brzmieniach gitar, a ostrzejsze momenty odgrywane są na wytłumionych strunach. W solówce brak wprawdzie wymiatania, które mogłoby dostarczyć moim uszom dodatkowych uciech, ale to, co dostajemy, też nie jest złe i przede wszystkim pasuje do potrzeb utworu. Tak czy inaczej, to już drugi hit w zestawie. Nadal chłopaki trzymają wysoki poziom w All I Want, All I Need, dobrze się tego słucha, tyle tylko, że tutaj muzycy nie silili się na oryginalność i kawałek jest niemalże klonem pozycji tytułowej. Toż to wszystko bliźniacze melodie i w zwrotkach i w refrenach. Ktoś mniej osłuchany z materiałem mógłby sobie pomyśleć, że wieża spłatała mu figla i kręci się jeszcze raz pierwsza ścieżka. Jeszcze jeden ukłon w stronę kobiet, bo dalej kolejna ballada. I've Been Missing You przypomina mi te nieliczne słabsze utwory z jedynki 91 Suite i posiada wraz z nimi tę charakterystyczną cechę. Są to dobre numery, ale z racji podobieństw do setek innych po prostu nie są zapamiętywalne. Słucha się ich fajnie, a potem długo do nich nie wraca. To zresztą było chyba powodem, że tę płytę zapuściłem sobie ponownie dopiero po kilku latach. Dla odmiany następne w secie You Wont't Get Me Now to już większa doza oryginalności, przynajmniej jak na ten krążek. Wokalista więcej kombinuje z wokalizami, nadal śpiewa nieco pod Gioelego z Hardline, ale z pewnymi zakrętami pod Klausa Meinego ze Scorpions. W tym numerze podoba mi się połączenie partii gitar przesterowanych z czystymi, do których z kolei dodany został gustowny pogłos, całość daje niesamowicie przestrzenny efekt, to musi robić piorunujące wrażenie podczas koncertów w dużych halach. Ending Song zgodnie z tytułem powinno raczej kończyć płytę, a jednak umieszczone zostało w środku. Raz jeszcze ballada, tym razem bliższa propozycjom Bonfire, zwłaszcza pod względem wokalnym, bo choć gardłowy dysponuje zupełnie inną barwą głosu, to śpiewa w stylu podobnym do Lessmanna. Właśnie wokalizy są tu najjaśniejszym momentem w utworze, reszta instrumentów pozostaje za nimi w tyle, trochę szkoda, bo naprawdę można by z tego kawałka wycisnąć dużo więcej, a tak jest dobrze, ale do rewelacji sporo brakuje. Pora na coś ostrzejszego i mamy znów trochę bonfireowatości, lecz teraz w partiach gitar, wokalista podryfował w inne rejony. Refren zbyt mało zdecydowany jak na mój gust, za mało różni się od zwrotek, lecz ten mankament rekompensują nam nieco zadziorne riffy gitarowe. Dalej Learned My Lesson, gdzie mamy mieszankę nowomodnego Bon Jovi ze szczyptą Def Leppard i Bad English podanego w nieco weselszej formie niż w oryginale. Mało to wyszukane, choć w uszy nie kłuje, ot po prostu dobra, poprawna piosenka, na kolana jednak nie powalająca, nadająca się natomiast do wieczornego słuchania. Like A Shadow zaczyna się niezbyt pomyślnie, później rozkręca się do w miarę przyzwoitego poziomu, dzięki czemu broni się przed przekreśleniem z góry. Więcej miksu nowszego Hardline z dwójeczką Danger Danger, może być. Powtórka z historii - tak najkrócej można ująć to, co dzieje się w The Way I Am. Najwyraźniej z braku pomysłu na coś nowego muzycy raz jeszcze zmiksowali sobie patenty znane z poprzednich szybszych numerów. Jest to jakaś metoda na zdobycie słuchaczy, ale przecież jednostajne krążki, a zwłaszcza krążki utrzymane w takiej stylistyce szybko się nudzą. No chyba, że ktoś jest zatwardziałym fanem tego gatunku... Jakieś nachodzące na siebie głosy z radia czy TV i startuje Way Back, numer zaskakujący, bo wbrew wcześniej obranej stylistyce bardzo blisko plasuje się rock'n'rolla. Takiego trochę na nutę nowoczesnego Bonfire i chyba fanom tej kapeli można między innymi płytę polecić. Co ciekawe, tutaj gitarzysta pozwolił sobie na odrobinę szaleństwa i zagrał szybszą solówkę, przemycił więcej dźwięków, wyszło całkiem nieźle. Na finiszu zamieszczona została jeszcze jedna ballada, teraz całkowicie akustyczna, taka "ogniskowa". W Please wspaniale spisuje się wokalista i myślę, że tak mogłoby brzmieć Hardline, gdyby zagrało całkowicie akustyczną balladę jak tutaj.
Płytę szybko po wydaniu docenili Japończycy i redakcja magazynu "Burrrn!" już w grudniu. raptem miesiąc po wydaniu, okrzyknęła ją albumem miesiąca . Rok 2003, ciekawych krążków jak na lekarstwo i tu taka niespodzianka, w dodatku z Portugalii. Bardzo przyzwoita zawartość, której uroku dodatkowo przydaje nadzwyczaj estetyczna okładka. Jeśli ktoś szuka retrospektywnie dobrych wydawnictw z początku XXI wieku, to Light This City jest pozycją, z którą zdecydowanie powinien się zapoznać. Po krążek powinni sięgnąć wszyscy fani muzyki z pogranicza AORu i melodic rocka, polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.faithful-band.com