
Don Dokken - Up From The Ashes
Wydawca: Geffen Records
Rok wydania: 1990
- Crash' n' Burn
- 1000 Miles Away
- When Some Nights
- Forever
- Living A Lie
- When Love Finds A Fool
- Give It Up
- Mirror, Mirror
- Stay
- Down In Flames
- The Hunger
Skład: Don Dokken - śpiew, gitary; John Norum - gitary, śpiew; Billy White - gitary; Peter Baltes - gitara basowa, śpiew; Mikkey Dee - perkusja
Produkcja: Don Dokken i Wyn Davis
Kiedy na przełomie 1988 i 1989 roku z powdu poważnych niesnasek między wokalistą Donem Dokkenem a gitarzystą Georgem Lynchem rozpadł się zespół Dokken, szanse na jego reaktywację były nikłe. Wprawdzie doszło do niej siedem lat później, ale kolejne płyty były już tylko cieniem minionej świetności. Niemniej jednak w międzyczasie wokalista tej formacji zdołał podpisać kontrakt z Geffen Records i nakładem tejże wytwórni wydał w 1990 r. doskonałą płytę solową - Up From The Ashes. Jeśli mam być szczery, to przyćmiewa ona wszystkie dokonania grupy Dokken, a także większość dokonań mainstreamowych zespołów z lat '80.
W celu nagrania albumu Don Dokken skompletował istny Dream Team złożony z muzyków różnych narodowości. Był to strzał w dziesiątkę, gdyż wszyscy oni posiadali spore doświadczenie zdobyte w innych formacjach. Basista Peter Baltes miał już za sobą współpracę z Accept, gitarzystę Johna Noruma z Europe nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Drugim gitarzystą prowadzącym został Billy White, grający wcześniej w zespole Watchtower, a za perkusją zasiadł Mikkey Dee - utalentowany perkusista grający u Kinga Diamonda (moim zdaniem jeden z najlepszych perkusistów na świecie, przede wszystkim z własnym, łatwo rozpoznawalnym stylem gry). Co potrafi zagrać taki skład, słychać już w pierwszym utworze. Crash' n ' Burn zaczyna się od niewinnej balladki zagranej na dwie gitary, by po chwili przejść w energetyczną kwintesencję hard rocka. Potężne dynamiczne gitary odgrywają chwytliwy riff, zaraz po nich pojawia się kryształowy głos Dona Dokkena łagodzący nieco całość utworu, co brzmi znakomicie. Do tego dochodzi jeszcze bardzo sugestywna, zagrana z polotem i energią solówka. I tak właściwie będzie przez cały album - muzycy nie dadzą nam się nudzić ani przez chwilę. Wolniejszą kompozycją jest już 1000 Miles Away. Wolniejszą, ale nie mniej ciężką. Gitary nadal brzmią potężnie i soczyście, refren zaaranżowano tak, by kojarzył się ze smutkiem i rozłąką. Solóweczka tak dobra, że nic nie można jej zarzucić, podobnie zresztą będzie z resztą gitarowych popisów na krążku. When Some Nights w przeciwieństwie do swoich poprzedniczek bardziej kojarzy się z dokonaniami Dona z czasów, gdy grał jeszcze z Georgem Lynchem. Ze względu na aranżacje gitar ten kawałek mógłby spokojnie znaleźć się na płycie Back For The Attack Dokkena. Być może jest to efekt zamierzony, przypuszczalnie wokalista celowo poprowadził wszystko tak, by wywoływać owe skojarzenia i nostalgię za jedną z najlepszych grup lat '80. Podobne spekulacje mogą też dotyczyć kolejnego utworu, Forever. To również typowo dokkenowska kompozycja, utrzymująca ten specyficzny klimat, który muzycy serwowali nam w latach osiemdziesiątych. Living A Lie to już rocker typowy dla solowych dokonań Dona, chociaż podkłady w zwrotce nadal nieodparcie przywodzą na myśl stylistykę Lyncha. W secie nie mogło też zabraknąć wzruszającej ballady. When Love Finds A Fool to najwolniejsza piosenka na płycie, która z pewnością spodoba się kobietom, a i mężczyźni nie powinni kręcić nosem. W dodatku grana jest w ten sposób, że nadaje się do wolnego tańca - w tle blask świec, lekki półmrok, oni w objęciach przemierzają parkiet i takie tam ;)... Po ckliwych nastrojach przychodzi kolej na kolejnego energetycznego rockera. Na wstępie do Give It Up Don wymawia coś, co brzmi jak anglojęzyczny cytat z biblijnej księgi Genesis, ale nie mogę tego sprawdzić, gdyż tej wstępnej inwokacji nie wydrukowano w booklecie. W sumie to dość prosty numer, mimo to cieszy ucho, zwłaszcza solówka. Na ósmym miejscu mamy przebojowe Mirror Mirror, do którego nakręcono nawet teledysk. Było w nim fajne ujęcie, kiedy to Don Dokken odbiera Johna Noruma z lotniska, potem jakieś powitanie i od razu do studia, by zagrać konkretny przebój. Kawałek wybrano do teledysku zapewne dlatego, że solówkę grają w nim obaj gitarzyści, robiąc to jeszcze tak dobrze, że gdyby nie teledysk, można by pomyśleć, iż to dzieło jednego muzyka. Stay znów nieodparcie kojarzyć się będzie z dokonaniami grupy Dokken. Dobrze się tego słucha, choć oryginalnością to nie grzeszy. Utwór zaopatrzono w ciekawą solóweczkę, która zaczyna się niepozornie i wolno, by pod sam koniec zaimponować nam szybkością przy jednoczesnym całkowitym zachowaniu pierwotnej artykulacji. Początek Down In Flames przenosi nas do jakiegoś szpitala, gdzie pani doktor reanimuje nas po ciężkim wypadku, uspokajając zarazem słowami "Trust me, everything is fine". Muzycznie piosenka niczym nie zaskoczy, bowiem podobne zagrywki słyszało się już w poprzednich utworach. Niemniej jednak to bardzo udany kawałek, typowo rockowy z "wściekłą i opętaną" solówką. Ostatnie na krążku The Hunger to rozbrykana perkusja i pauzujące gitary, bardzo dobrze oddające tytuł. Nie muszę chyba dodawać, że tytułowy głód nie dotyczy pizzy (choć i taki kawałek by się przydał), a kobiety...
Up From The Ashes to niezbędnik w kolekcji każdego sympatyka muzyki hard rockowej, zwłaszcza tej z końca lat osiemdziesiątych. To jedna z płyt podsumowujących tę epokę, prawdziwa uczta dla hair metalowych zmysłów. Album nie jest niestety łatwo dostępny w naszym kraju, ale warto zadać sobie trochę trudu, by sprowadzić go choćby z krańców świata.
Oficjalna strona artysty: www.dondokken.com