
Dokken - Hell To Pay
Wydawca: Sanctuary Records / T & T Music
Rok wydania: 2004
- The Last Goodbye
- Don't Bring Me Down
- Escape
- Haunted
- Prozac Nation
- Care For You
- Better Off Before
- Still I'm Sad
- I Surrender
- Letter To Home
- Can You See
- Care For You (Unplugged)
Skład: Don Dokken - śpiew, gitara; John Levin - gitara; "Wild" Mick Brown - perkusja, chórki; Barry Sparks - gitara basowa, chórki
Produkcja: Don Dokken
Ilekroć zabieram się za przesłuchiwanie płyty zespołu, który dwie dziesiątki lat temu święcił swe największe triumfy, a teraz próbuje dryfować po oceanie współczesnej muzyki, zawsze nachodzi mnie pewna refleksja. Jest to refleksja tym bardzie bolesna, im bardziej kiedyś lubiło się ten zespół. Wiadomo, pokłada się pewne nadzieje, że nowy album znanej marki będzie tak dobry jak sztandarowe krążki grupy. Do takich formacji zaliczam właśnie Dokken, niegdyś zgraną ekipę muzyków grających przebojowe piosenki, obecnie jedną z wielu ryb w morzu przeciętności.
Straciłem już nadzieję, że brygada dowodzona przez Dona nagra jeszcze coś w stylu genialnych Under Lock And Key czy Back For The Attack. Zespół się reaktywował już prawie dekadę temu, ale od tamtej pory w zasadzie nie zarejestrował materiału, który dorównałby owym wydawnictwom. Dysfunctional i Shadowlife były raczej słabszymi pozycjami w dyskografii grupy. Owszem, płyta Erase The Slate rokowała pewne nadzieje powrotu do dawnych brzmień, a to ze względu na kilka całkiem udanych kompozycji, ale po niej wydano cieniutki album Long Way Home. Zgodnie z zapowiedziami Hell To Pay miało być wydawnictwem cięższym i z większą ilością solówek. W zasadzie zapowiedzi te spełniły się, faktycznie krążek jest lepszy od swego poprzednika, ale nadal przebojów jest tu jak na lekarstwo. Zawód jest tym większy, że na krążku zagrali muzycy nieprzypadkowi. Basista Barry Sparks udzielał się już na udanych projektach Yngwie Malmsteena, Rolanda Grapowa i Michael Schenker Group. Gitarzystę Johna Levina mogliśmy usłyszeć na debiutanckim albumie Doro z 1989 r. o tytule Force Majeure (miała to być płyta zespołu Warlock, ale to już inna historia). Don i Mick to jedyni pozostali z klasycznego składu muzycy, więc znali się na dokkenowskim rzemiośle i mogliby się lepiej postarać, gdyby tylko chcieli. Muzycznie album jest rozwinięciem koncepcji z Erase The Slate, szkoda tylko, że więcej jest nawiązań do tych mroczniejszych i wolniejszych utworów. Ja i zapewne większość starych fanów wolę Dokken w radośniejszej odsłonie, w kompozycjach pełnych żywotności. Na szczęście w zestawie znalazły się dwa numery, które powinny zadowolić właśnie starych fanów. Są to szybkie i dynamiczne Don't Bring Me Down oraz bardzo charakterystyczne dokkenowskie Haunted. Pierwsza z tych piosenek mogłaby się spokojnie znaleźć na Erase The Slate obok tamtejszego kawałka tytułowego, jest skomponowana mniej więcej w tym samym duchu, powala też solówka Johna Levina (w ogóle na tym krążku solówki są bardzo dobre, może nie rewelacyjne, ale przynajmniej poprawnie i składnie zagrane). Drugi z tych kawałków brzmi tak, jakby grał w nim George Lynch, struktura numeru przypomina nie tylko dawne płyty Dokken, ale również czyni ukłon w stronę dokonań Lynch Mob. I chyba tylko tyle dobrego mogę powiedzieć o tym albumie.
Najprawdopodobniej zdeklarowani fani i tak ten krążek zakupią, więc im nie muszę go szczególnie polecać. Tym zaś, którzy chcieliby usłyszeć coś w starym stylu, płytę raczej odradzam. Kiedyś wydawało mi się, że styl zespołu tworzyli głównie Don i George, teraz widzę, jak bardzo grupa traci na swoim charakterze, gdy nie gra już w niej Jeff Pilson...
Oficjalna strona zespołu: www.dokken.net