China - Sign In The Sky

China - Sign In The Sky

Wydawca: Phonogram
Rok wydania: 1989

  1. The Great Wall
  2. Dead Lights
  3. Animal Victim
  4. In The Middle Of The Night
  5. Won't Give It Up
  6. Sign In The Sky
  7. Don't Ever Say Goodbye
  8. Broken Dream
  9. Second Chance
  10. Bitter Cold
  11. Take Your Time
  12. Harder Than Hell
  13. So Long

Skład: Freddy Laurence - gitara; Brian Kofmehl - gitara basowa; Claudio Matteo - gitara; Patrick Mason - śpiew; John Dommen - perkusja

Produkcja: Stephan Galfas

Nie wiem, skąd u tej szwajcarskiej kapeli wzięło się takie zamiłowanie do chińskiej kultury, że urobili sobie od niej nazwę. Faktem pozostaje jednak, że China gra solidnego melodyjnego hard rocka, który spokojnie może równać się z dokonaniami amerykańskich reprezentantów tego gatunku. Sign In The Sky, druga płyta Szwajcarów, ukazała się już rok po debiucie i wcale mu nie ustępowała, choć różniła się nieco od niego swoim klimatem.

The Great Wall rozpoczynający płytę to w zasadzie tylko intro. Prawdziwe granie rozpoczyna się wraz z dźwiękami Dead Lights. Od razu uwagę przykuwa zgrabny gitarowy riff, zbudowany na chwytach pryma-kwarta, co nadaje mu charakterystycznej drapieżności. Można to uznać za pewnego rodzaju hołd złożony zespołom hard rockowym z lat '70 jak np. Deep Purple, które preferowały takie właśnie zagrywki. Większość gitarzystów grup z lat '80 używała raczej harmonii bazujących na wykorzystaniu kwinty i na tym tle China jawi się jako zjawisko dość oryginalne. Zarówno w tym utworze jak i w następnych, rzuci się w uszy również klarowny głos wokalisty. Animal Victim nie jest już tak przebojowe jak jego poprzednik, jednak nadal mamy do czynienia z bardzo dobra kompozycją i typową dla końca lat '80 stylistyką gry. Perełką jest z kolei In The Middle Of The Night, które jako singiel miało promować całe wydawnictwo i jest to chyba najbardziej znany hit grupy. Kompozycja utrzymana w średnim tempie, gdzie ciężko byłoby doszukać się jakichś wad. Jest tu wspaniała zwrotka, przebojowy refren zachęcający do nucenia go wraz z wokalistą i poprawnie zagrane gitarowe solo. Won't Give It Up jest następnym udanym numerem w secie, choć może już nie takim hitem. W ogóle słuchając zawartości krążka odnosi się wrażenie, że piosenki wchodzące w jego skład idealnie nadają się do emisji radiowej. Tytułowe Sign In The Sky zdecydowanie wyróznia się swoim klimatem spośród reszty utworów. Przede wszystkim jest dużo wolniejsze, mamy też charakterystyczny kontrast między łagodnym śpiewem wokalisty, a dość drapieżnym podkładem gitarowym, ale tylko w zwrotce. W przedrefrenie i refrenie całość brzmi już łagodniej, zmusza jakby do zadumy i kojarzy się trochę z górami stanowiącymi tło do odwrotnej strony bookletu. Don't Ever Say Goodbye swoją strukturą opiera się na typowym rock'n'rollu, przy czym refreny odśpiewane są już z manierą znaną z wielu innych hair metalowych kawałków. Utwór powinien spodobać się fanom wczesnego Bon Jovi i zespołów grających w podobnym stylu. Broken Dream to bardzo króciutka balladka z wyraźnym basem i czystym brzmieniem gitary, która przechodzi w bardziej dynamiczne Second Chance. Słuchając tego numeru człowiek zadaje sobie pytanie "gdzie ja to słyszałem", ale ze wskazaniem pierwowzoru jest już dużo gorzej. U podstaw Bitter Cold leżą z kolei rytmiczne zagrywki z nieco połamanym rytmem i sztucznymi flażoletami gdzieś w tle. Prawdziwą jazdę będziemy mieli po niepozornym bridge'u, kiedy zacznie się właściwa solówka, zresztą najlepsza na płycie. Tu dopiero usłyszymy, co to znaczy wyciśnięty flażolet dodatkowo podciągnięty, a ponadto usłyszymy dźwięki, które brzmią, jak by były zagrane wiertarką elektryczną. Take Your Time jest doskonałym przykładem na pop metalowy przebój, prawie słychać tu Desmonda Childa. Powinien spodobać się nie tylko fanom hard rocka, ale też słuchaczom muzyki środka. Intrygująca zwrotka, doskonały refren, a całość idealnie wyważona. Ten utwór potrafi zapaść w pamięć i potem długo prześladować. Harder Than Hell nie brzmi już tak imponująco, chociaż może to być jeszcze wrażenie spowodowane poprzednim kawałkiem. Po takim hicie spodziewaliśmy się czegoś przynajmniej w połowie tak dobrego. Zamykając album Szwajcarzy uraczyli nas jeszcze piękną balladą, So Long. Ma ona w sobie coś z kołysanek, więc słuchana z wieczora może przynieść gładki sen...

Sign In The Sky to moim zdaniem jedna z najlepszych płyt, jakie zostały nagrane poza Stanami Zjednoczonymi. Z racji tego, że niełatwo ją u nas dostać, można traktować ją jako perełkę. Miło też posłuchać tego albumu i powspominać z sentymentem, jak to się niegdyś wspaniale grało...

Oficjalna strona zespołu: www.chinamusic.ch