
Caravellus - Knowledge Machine
Wydawca: Metalodic Records
Rok wydania: 2010
- Deus Ex Machina
- Corsairs In Black
- When The Night Has Fallen
- Beyond The Skies
- The Divine Comedy
- Behind The Mask
- Wherever I Am
- Dance Of Damnation
- Knowledge Machine
Skład: Cleison Johann - gitara basowa; Daniel Felix - instrumenty klawiszowe; Glauber Oliveira - gitary; Pedro Nunes - perkusja; Raphael Dantas - śpiew
Gościnnie: Dario Grillo - gitara; Ana Mladinovici - śpiew
Produkcja: Phillip Colodetti
Gdyby nie fajna nazwa zespołu i intrygująca okładka pewnie nie sięgnąłbym po drugą płytę brazylijskiego Caravellusa i sporo bym stracił. Grupa specjalizuje się w progmetalu, choć wciąż w jej muzyce słychać echa power metalu, bowiem ma ona właśnie power metalowy rodowód. Tak czy inaczej, cała masa fajnych melodii i technicznych zagrywek, czyli tego, czego dokładnie od takiej muzyki oczekuję.
Najpierw trochę historii. Formację powołał do życia w 2002 r. wirtuoz gitary Glauber Oliveira, początkowo jako projekt czysto studyjny. W tamtym składzie znalazła się wokalistka, co nadawało specyficznego charakteru typowemu i dość przeciętnemu power metalowemu młóceniu. Pierwszą płytę zatytułowaną Lighthouse And Shed właśnie w takim klimacie wydała grupie w 2007 r. wytwórnia Erpland Records. Potem część muzyków zdecydowała się podążyć ścieżką wytyczoną przez takie zespoły jak Symphony X, Dream Theater i Angra, słowem postanowiła grać bardziej progresywnie, w wyniku czego ze względu na rozbieżności stylistyczne ze składu odpadli basista, perkusista i wokalistka. I ta zmiana moim zdaniem wyszła formacji na dobre. Teraz panowie grają metal progresywny mieszany z muzyką poważną i ponoć z brazylijskim folkiem, za słabo się jednak na tamtejszym folku znam, by wychwycić jakieś szczególne momenty do niego nawiązujące. Tak więc w 2010 r. nakładem kanadyjskiej wytwórni Metalodic Records wydany zostaje drugi krążek w dyskografii Caravellusa o tytule Knowledge Machine, pod każdym względem stokrotnie lepszy od debiutu. Brzmieniowo są tu pewne nawiązania do Angry, ale to chyba sprawka odpowiedzialnego za mastering Philipa Colodettiego, który z tą ekipą współpracował wcześniej. Nie zabrakło i gości - zaproszeni zostali wioślarz Dario Grillo (Thy Majestie, Violet Sun) i rumuńska wokalistka Ana Mladinovici (Magica). Przy pierwszych kilku przesłuchaniach płyty jakoś nie mogłem się do końca przekonać co do barwy głosu wokalisty, wreszcie uległem doszedłszy do wniosku, iż jest on podobny w jakimś stopniu do gardłowego z Hollow Haze. Sama muzyka jest zacna, sporo w niej elementów nawiązujących do Seventh Wonder, Symphony X i Circus Maximus, czyli kapel które szczególnie sobie cenię. Słowem, jest dbałość o melodie, jest progres, no i odpowiednia cieżkość w graniu. Deus Ex Machina to zgrabne intro; ot, mamy jakieś kościelne chóry, a gdzieś tuż obok maniaka, który używa wiertarki elektrycznej. Ciekawy efekt. Pierwszym właściwym utworem na krążku jest Corsairs In Black. Rozpoczyna się od odpustowo brzmiących klawiszy, względnie czegoś jak pozytywka, by przejść w ciężkie, momentami złowieszcze progmetalowe granie. Różne refleksje mi się nasuwają, w zależności od konkretnego momentu w nagraniu. Jest tu i coś z Seventh Wonder, Symphony X, czasem szybsze momenty i brzmienia na miarę włoskiego DGM, ale i ekstrema jak w takim Cradle Of Filth z czymś na kształt growlu - takie eksperymenty z kolei przywodzą mi na myśl dokonania francuskiej ekipy Adagio. Jestem jak najbardziej ukontentowany. When The Night Has Fallen to nagranie, gdzie cholernie dużo się dzieje. Tym razem proponuję wyobrazić sobie mieszankę Seventh Wonder (momentami prowadzenie linii wokalnych bardzo podobne, a także balladowe wstawki), Savatage z tych bardziej "operowych" momentów i powiedzmy, Circus Maximus. Generalnie podoba mi się to, zastrzeżenia miałbym jedynie do krótkiej, rapowanej partii z początku ścieżki. Propozycją kierowaną do fanów Dream Theater, zarówno tego klasycznego z czasów Awake jak i nowszych płyt, jest kompozycja Beyond The Skies. Choć od razu trzeba zaznaczyć, że wokalnie, w zależności od konkretnego momentu znów kłaniają się Hollow Haze (zazwyczaj w zwrotkach, gdy gardłowy śpiewa niżej) i Seventh Wonder (dla odmiany w refrenach, przy partiach wysokich). Cóż, klonowanie najlepszych wzorców , a to akurat nie wada. The Divine Comedy, Boska Komedia... Nie wsłuchiwałem się szczególnie w słowa, ale na pewno leci coś po włosku, może właśnie ze znanego dzieła Dantego. W sumie całkiem niezły numer, podobają mi się w nim głównie szybsze fragmenty nawiązujące w jakiś sposób do zagrywek zapodawanych przez Nevermore, choć oczywiście wysłyszeć można i inne inspiracje, bo nie da się ukryć, że muzycy czerpią pełnymi garściami od wielu kapel. Jedyny minus kawałka, to damskie wokale, moim zdaniem wplecione tu zupełnie niepotrzebnie. Kapitalne jest kolejne Behind The Mask, gdzie ścierają się wpływy klasyczne, progresywne i heavy metalowe. Trochę tu z Judas Priest z czasów Painkillera, po trochu z Symphony X (barokowe pochody w podkładach) i DGM, a klawisze czasem przypominają nawet Children Of Bodom. Czyli znów niezła mieszanka, z której Caravellus będzie słynął. Tutaj zresztą grupa nie odstaje ani trochę od ścisłej czołówki, nie brak też znakomitych solówek, których i nie brakowało we wcześniejszych pozycjach. Formacja pokusiła się też o zagranie typowej, progresywnej ballady. Jest nią Wherever I Am, które przypomina mi mocno Hymn To Desdemona szwedzkiego Vindictiv. Zbliżony sposób użycia klawiszy, podobne klimaty, nawet wokalnie numer nie odbiega od tego, co prezentowała ekipa Lindholma. Dance Of Damnation bardzo wyraźnie wskazuje na inspiracje Yngwie Malmsteenem i Symphony X, co jeszcze bardziej zbliża grupę do wspomnianego przed chwilą Vindictiv. Dużo neoklasycznych, karkołomnych galopad, dużo baroku. Oklepane granie, ale zawsze robiące wrażenie i jestem jak najbardziej za. Album wieńczy tytułowe Knowledge Machine, które trwa ponad 15 minut. Jak to zwykle przy takich kobyłach bywa, są momenty lepsze i słabsze. Mnie trochę przynudzają chwile balladowe, ale to żadna nowość, bo one mnie w kawałkach progresywnych nużą niemal zawsze. Tak poza tym, jest to jednak nagranie bardzo udane. Podsumowując całą płytę - kto lubi Dream Theater, Symphony X, Seventh Wonder, Adagio, DGM, Circus Maximus, Vindictiv, Hollow Haze i rzeczy tego typu, może kupować w ciemno.
Do najlepszych w gatunku muszą panowie jeszcze się nieco doszlifować, niemniej jednak aż tak dużo to im nie brakuje. Póki co, nagrali cholernie dobry krążek, którego nie wstyd postawić obok kilku podobnych wydawnictw progmetalowych z ostatnich kilku lat. Caravellus zasługuje na uwagę, toteż z chęcią poczekam na ich następne wynurzenie. O ile się nie zniechęcą, nie rozpadną itp., to mogą daleko w branży zajść.
Oficjalna strona zespołu: www.caravellus.net
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/caravellus