GUITARRIZER
Rok 1996 wydaje się być schyłkiem muzyki grunge, która zapanowała w ostatnich latach. Zarazem dało się zaobserwować wysyp zespołów poruszających się w muzycznych klimatach takich jak industrial, nu-metal czy pop punk. W gatunkach melodyjnych odmian rocka i metalu niestety kompletny nieurodzaj, tak mało godnych uwagi płyt nie było chyba jeszcze nigdy. Te, które wyszły, z niewielkimi wyjątkami były albo słabe, albo sporo słabsze od swoich poprzedniczek. Nie załamując się jednak i dokonując sporej selekcji da się wszakże polecić kilka pozycji na otarcie łez. Co więc polecamy?

1. Gotthard - G.
Uznana, szwajcarska marka wydała swój najlepszy album od czasów debiutu. Na trop tego krążka wpadłem po tym, jak zobaczyłem teledysk do "Sister Moon" na którejś ze stacji muzycznych. Po zapoznaniu się z resztą nagrań od razu w mój gust trafiła ponad połowa setu i nie znudziła się do tej pory.

2. Yngwie Malmsteen - Inspiration
Covery klasyków z solówkami Malmsteena? Czemu nie! Yngwie zadbał o dość dużą zgodność brzmieniową z oryginałami, skompletował doborową obsadę wokalistów i oddał hołd utworom, które go w jakiś sposób zainspirowały. Niektóre wykonania wydają się nawet lepsze od oryginałów...

3. Siam - Prayer
Nadzwyczaj udana "podróbka" Queensrÿche czy Fates Warning z czasów ich najlepszych wydawnictw. Za mikrofonem genialny Tony Mills (Shy), a i reszcie grupy nic ująć nie można. Bardzo przemyślane struturalnie i melodycznie utwory, a jedyną rzeczą, do której bym się przyczepił, to zbyt duża ich ilość w wolniejszych tempach.

4. Tony MacAlpine - Violent Machine
Tony wyrobił sobie u mnie opinię muzyka, którego kolejne płyty można brać w zasadzie w ciemno. Wprawdzie "Violent Machine" ustępuje nieco dwóm poprzedniczkom (akurat moje ulubione dzieła MacAlpine'a), jednak nadal wszystko na wysokim poziomie i z dużą dawką melodii. Szczególna gratka dla gitarzystów.

5. King Diamond - The Graveyard
Kolejna udana opowieść od mistrza metalowego horroru. Z jednej strony album słabszy od poprzedników i jakby gorszy brzmieniowo (zapewne z powodu mniejszego budżetu), z drugiej strony dzieło i tak lepsze od 99% tego, co ukazało się w podobnym okresie. Dla fanów Kinga rzecz obowiązkowa.

6. Brazen Abbot - Eye Of The Storm
Druga instancja ciekawego projektu Nikolo Kotzeva. Da się tu wyczuć wpływy hard rocka z jego okresu klasycznego połączone z melodyką lat '80. Może nie ponadczasowe arcydzieło, ale z pewnością warte wysłuchania, choćby z tego względu, że w roku 1996 na wysyp dobrych wydawnictw nie było co liczyć.

7. Great White - Let It Rock
Powrót do blues/hard rockowych korzeni i zarazem pierwsze wydawnictwo po rozstaniu z wieloletnim managerem i współkompozytorem Alanem Nivenem. Nie ma się co spodziewać czegoś lepszego od klasyków takich jak "Once Bitten", "Twice Shy" czy "Psycho Cafee", ale jest co najmniej równie dobrze jak na "Hooked", a może i lepiej.

8. Impellitteri - Screaming Symphony
Coś dla miłośników szybkiego hard rocka / heavy metalu lubiących neoklasyczne, gitarowe solówki w wykonaniu Chrisa Impellitteri. Znów mamy do czynienia z pozycją, która może wybitna ani przełomowa nie jest, za to nadzwyczaj pozytywnie wyróżnia się spośród płyt wydanych w tym samym roku

9. Steve Vai - Fire Garden
Twórczość tego wirtuoza gitary jest bardzo specyficzna, ponieważ wybiega poza ramy typowych gatunków muzycznych i spodziewać się możemy w zasadzie wszystkiego, przede wszystkim niespodzianek ;). "Fire Garden" jest płytą jeszcze bardziej eksperymentatorską od wcześniejszych, co może się podobać lub nie. Mnie się podoba.

10. Victory - Voiceprint
W moim odczuciu krążek ten jest wprawdzie nieco słabszy od dotychczasowej dyskografii tej niemieckiej formacji, ale zarazem prezentuje poziom muzyczny, który w obecnych czasach jest nieosiągalny dla konkurencji. Poza tym zespół dalej istnieje i ma się dobrze, w przeciwieństwie do innych, bardziej znanych grup. Posłuchać warto.
Rok 1996 był wprawdzie nieurodzajny, jeśli o płyty z melodyjnymi odmianami rocka chodzi, jednak powyższy zestaw nie wyczerpuje listy krążków godnych uwagi. Warto posłuchać również to, co zaprezentowali tacy wykonawcy jak Axel Rudi Pell, Deep Purple, Firehouse, John Norum, Marty Friedman, Jack Russell, Nevermore, Scorpions, Ten, Rush, Stratovarius, Enuff Z'nuff, Glenn Hughes, Accept, Helloween, Jaded Heart i Michael Schenker Group.
Kto tym razem "nawalił"? Czegoś lepszego spodziewałem się po Dio, najgorzej wypadło Def Leppard wydając "Slang" ex aequo z Warrantem i ich "Belly To Belly", a zawiodła Metallica robiąc się za bardzo nowoczesną. Oby w kolejnym roku wpadek było mniej.