P.J. Band - Rockowanie

P.J. Band - Rockowanie

Wydawca: Polton / Heaven Group
Rok wydania: 1991

  1. Rockowanie
  2. Emigranci
  3. Wprawka
  4. Podniecacz
  5. Obcy
  6. Konik
  7. Ciężka woda
  8. Szalona orkiestra
  9. Joe
  10. B.A.C.H.
  11. Rap
  12. 1991'n'Roll
  13. Preludium

Skład: Piotr Jełowicki - gitary; Janusz Jeżyński - gitary; Dariusz Bełdowski- gitara basowa; Robert Hajduk - perkusja
Gościnnie: Grzegorz Skawiński - gitara [1, 4]; Krzysztof Ścierański - gitara basowa [1, 2, 7, 8, 9]; Godwin Egwuata - tekst i śpiew [11]

Produkcja: Piotr Jełowicki

Łódzki gitarzysta Piotr Jełowicki, zwany tu i ówdzie "polskim Satrianim", to osoba zasłużona na polu propagacji instrumentalnej muzyki gitarowej w naszym kraju. Nie dość, że nagrał dwie płyty o podłożu wirtuozyjnym ze swoim zespołem P.J. Band, prowadził studio nagrań, to jeszcze wydał szkółkę video dla gitarzystów w czasach, gdy mało tego typu pozycji można było znaleźć na polskim rynku. Gitarzysta przewinął się przez cały szereg kapel grających różne gatunki muzyczne, ale my zajmiemy się jego najbardziej znanym dziełem z 1991 r.

Tytułowe Rockowanie rozpoczyna się od monumentalnie brzmiących klawiszy, przypominających nieco słynne Mighty Wings Cheap Trick. Potem wchodzą gitary i wygrywają całą masę miłych dla ucha melodyjek. Jedyna ich wada, to za mała różnorodność artykulacyjna, Piotr to muzyk przykładający raczej większą wagę do linii melodycznych niż do smaczków artykulacyjnych, przez co wspomniane melodyjki wypadają nieco słodkawo. Wrażenie to potęgowane jest dodatkowo dość dużym pogłosem dodanym do partii gitar. W utworze pojawiają się gościnnie takie sławy polskiego świata muzycznego jak Grzegorz Skawiński (teraz już mało kto pamięta, ale ten wioślarz nagrał bardzo udaną solową płytę i pokazał też, co potrafi, grając w kapeli Skawalker) oraz Krzysztof Ścierański, jeden z najlepszych basistów z kraju nad Wisłą (znany głównie w kręgach jazzowych). Emigranci to pozycja znacznie spokojniejsza, bardziej ilustracyjna. Są "zwrotki i refreny", czyli powtarzane cyklicznie motywy, w pewnym momencie ten wszędobylski spokój burzy ostry hard rockowy riff i pojawiają się wariacyjne improwizacje, by po chwili powrócił spokój i harmonia znane z początku numeru. Dalej następuje bardzo dynamiczna Wprawka, zgrabny utworek o charakterze etiudy i chyba najbardziej znany przebój Jełowickiego, a to dlatego, że demonstrował go na swojej szkółce. Zasadniczy trzon stanowią rozłożone akordy zagrane w stylu barokowym, powtórzone później w wyższych rejestrach, bardzo dobre ćwiczenie na stretching palców i oswojenie się z różnymi pozycjami na gryfie, a przy okazji wyrobienie sobie słuchu na interwały - wiem, bo sam to kiedyś grałem ;). Druga połowa utworu jest jakby jeszcze bardziej rozbrykana, gitarzysta pozwolił sobie na solidną dawkę wymiatania. Symfoniczny początek i startuje Podniecacz, kolejna ilustracyjna kompozycja na płycie. Plastikowo brzmi perkusja, niewykluczone że to perkusja elektroniczna lub też sekcję dogrywa syntezator. Gitary grają bardzo spokojnie i przestrzennie, za połową utworu mamy kobiece westchnienia kojarzące się zdrowemu mężczyźnie z tym, z czym powinny się kojarzyć ;). Obcy faktycznie brzmi jakby z zupełnie innej bajki w porównaniu z pozycjami poprzednimi, może nieco eksperymentalnie. Mnie tutaj najbardziej podobają się fragmenty, gdzie szybko po sobie następuje seria flażoletów naturalnych, zagranych oczywiście na przesterze, no i kilka razy powtarzający się dynamiczny riff grany na przemian na stłumionych i niestłumionych strunach. Ile to można wycisnąć skowytów z gitary przy pomocy ramienia tremolo, przekonać się można w kawałku Konik. To najbardziej rozbrykany numer w zestawie i potęguje to jeszcze dziarsko galopująca perkusja (ukłony dla pana Hajduka, niejeden power metalowy bębniarz sporo mógłby się od niego nauczyć). Niepotrzebnie wstawiono tam te angielskie gadki o stacji radiowej, ani nie pasuje to zbytnio do stylistyki utworu, ani do jego tytułu. No i robi się poważnie - Ciężka Woda. Wolny wstęp jak z jakiegoś filmu science fiction, a dalej to już bardzo dobra kompozycja hard rockowa. Można było dograć wokale i byłby hicior. Fajnie brzmią te melodie w stylu The Shadows, ale zagrane na większym przesterze, z kolei nieciekawie wypadają podkłady niby to z muzyki rozrywkowej, choć sama gitara spisuje się znakomicie. Genialny początek stylizowany na barokowy klawesyn i rusza z kopyta Szalona Orkiestra, mój osobisty faworyt z krążka. Podniośle brzmiące melodie i ciekawe zawijasy na gryfie, do tego jeszcze to gwałtowne wyciszenie i coś w rodzaju sekcji smyczkowej. Rewelacja. W Joe tytuł mówi sam za siebie, pierwsze takty przypominają znany początek jednej z piosenek Satrianiego. Jeszcze przed środkiem utworu pojawią się zagrywki artykulacyjnie charakterystyczne dla tego wirtuoza, choć moim zdaniem w podkładach niepotrzebnie znów pobrzmiewa ta elektroniczna perkusja. Rockowo nastawione ucho czuje się podrażnione, zwłaszcza że wedle zapowiedzi miało być "rockowanie'. Kilka uderzeń w bębny i leci B.A.C.H., w sumie pewien ukłon w stronę Bacha, przepraszam - Malmsteena, aczkolwiek nie usłyszymy tutaj arpeggiów na jego miarę, za to z pewnością będą barokowe pochody harmoniczne i szybkie przebiegi po gryfie. Dodatkowa atrakcja to sprytny hard rockowy riff w środku numeru, słucha się go znakomicie. No i całkowita porażka w postaci Rap, co gitarzystę naszło, by nagrać coś takiego... Jest tu kilka fajnych zagrywek gitarowych, ale to za mało, by uratować kawałek. Dźwięki perkusyjne atakują nas z szybkością mocno podkręconego metronomu, a hip hopowe teksty już tylko dobijają. 1991'n'Roll to jakby hołd dla Chucka Berry'ego i innych twórców z jego czasów. Jełowicki przemycił tu kilka atomowych flażoletów, szkoda tylko, że podkłady są tak jednostajne, to po prostu nuży. Trzeba znać umiar. Na końcu zamieszczona została neoklasyczna miniaturka, całkiem zresztą udana. Jednym z jej mocnych punktów jest ostre machnięcie ramieniem tremolo, przypominające trochę to, co Norum zrobił w Rock The Night.

Cieszy fakt, że na naszym podwórku też znaleźli się dobrzy wioślarze znający swój fach i nie bojący się nagrywać instrumentalnych płyt gitarowych. Minęło ponad półtorej dekady, a krążek nadal się broni, co jak by nie było, świadczy tylko o jego wartości. Album jest bardzo melodyjny, sporą jego część stanowią patenty hard rockowe, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić go naszym czytelnikom. Tak, to dla Was powstają takie wydawnictwa. Przy okazji wyżalę się, jak to trudno jest kupić w Polsce płytę polskiego wykonawcy. Cóż, taki kraj.

Brak oficjalnej strony wykonawcy