Kramer - Tylko Ty

Kramer - Tylko Ty

Wydawca:TOP Music
Rok wydania: 1992

  1. Tylko Ty
  2. Nie Dam Się
  3. Ale Po Co
  4. To Nie Tak
  5. Do Gwiazd
  6. Będziesz Mój
  7. Nowy Jork
  8. Noc
  9. Nie Zatrzymasz Mnie
  10. Zapomnij
  11. Życie To Labirynt

Skład: Monika Bożyk - śpiew w [6, 11]; Marcin Bracichowicz - śpiew, gitara elektryczna; Piotr Wrzosowski - gitara elektryczna, chórki; Andrzej Rajski - perkusja; Mariusz Matysek - gitara basowa, chórki; Rafał Nowak - harmonijka, perkusja, chórki
Gościnnie: Artur Gadowski - śpiew w [8]

Produkcja: Kuba Płucisz

Polskie zespoły hard rockowe zazwyczaj mają krótki żywot i mało której grupie udaje się wydać więcej niż jedną płytę (dowód?... chociażby Human, Zanderhaus, Syndia). Nie inaczej było z kielecką formacją Kramer, która istniała raptem trzy lata i pozostawiła po sobie tylko debiutancki krążek, gdzie na szczęście odnaleźć można kilka nadzwyczaj udanych kompozycji.

Kiedy słyszę nazwę Kramer, to pierwsze moje skojarzenie kierowane jest na słynnego producenta gitar. Kiedy z kolei mowa o polskim podwórku, to nieodparcie słowo to kojarzy mi się z Gustawem Kramerem, bohaterem filmów z seri "Vabank", a to przecież nie jedyne jego instancje, ot, choćby w sieci znaleźć można jeszcze firmę o tej samej nazwie produkującą artykuły elektroniczne. Skąd więc grupa zaczerpnęła swój szyld, mogę się tylko domyślać. Tak czy inaczej, zespół złożyli do kupy muzycy z Kielc i okolic w 1991 r. Dzięki pomocy Kuby Płucisza z IRY, który de facto został też ich menadżerem, nakładem krakowskiej wytwórni fonograficznej TOP Music zarejestrowali materiał wydany rok później jako Tylko Ty. Jak widać, sporo tu powiązań z zespołem IRA - wspólny wydawca, menadżer i producent też z tej formacji, wspólne koncerty, a do tego jeszcze gościnny udział Artura Gadowskiego w utworze Noc i wreszcie ciekawostka: Bracichowicz, gitarzysta Kramera, też w końcu dołączył do składu znanych Radomian. Kramer rozpadł się finalnie w 1993 r. i słuch po nim zaginął, pozostaje więc prześledzić jego twórczość w postaci płyty Tylko Ty. Rozpoczyna ją hard rockowymi riffami kawałek tytułowy, zdecydowanie jeden z najlepszych w całym zestawie, najbardziej zapamiętywalny. Utrzymany w średnim tempie, przypomina nieco słynną Californię IRY, co zresztą bardzo mi odpowiada. To prawie pewne, że refren tego numeru publika mogłaby śpiewać już przy jego drugiej aparencji. Ponadto silnym momentem ścieżki jest wspaniała solówka, więc maniacy sztuki wymiatania nie mogą jej przegapić. Słowem, numer jako całość trzyma światowy poziom. Dalej też na poziomie, Nie Dam Się to również cholernie dobra kompozycja i także tym razem nie obędzie się bez porównań do twórczości Radomian. Bracichowicz robi tu chyba wszystko, by jego głos barwą i manierą wokalną przypominał Gadowskiego. Gdyby kiedyś Gadzio postanowił udać się na emeryturę, Marcin może spokojnie przejąć po nim mikrofon. W utworze Ale Po Co słychać fascynacje amerykańskim hard rockiem / hair metalem z lat osiemdziesiątych, zwłaszcza na początku nagrania, a potem znów "irowato". Pozycja musowa dla fanów wczesnego Van Halena, Lillian Axe czy Ratt z okresu ich największej chwały. Kawałek bardzo składny, a i w solówce słychać solidną gitarową robotę. Nadchodzi czas na coś wolniejszego i otrzymujemy jak na zmówienie To Nie Tak. To wprawdzie nie ballada, jak można by tego oczekiwać, ale raczej łagodny, spokojny, rockowy, przyjazny dla radia numer. Piękna rzecz i myślę, że powinna spodobać się nie tylko rockowej publiczności. Wysublimowane gitarowe solo, idealnie pasujące do utworu, dopełnia dzieła zniszczenia w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po prostu kompozycja nie może się nie podobać. Do Gwiazd rozpoczyna się tak, że nie powstydziłoby się takiego wstępu samo Dokken, ale dalej, zwłaszcza pod względem wokalnym znów najbliższym porównaniem byłaby IRA. Typowy, kołyszący numer właśnie w takiej stylistyce. Przejście do grania prostego rock'n'rolla można zaobserwować w Będziesz Mój, pierwszym nagraniu, gdzie za mikrofonem pojawia się kobiecy głos. Przy całym szacunku dla pani Moniki, jej obecność w tym zespole uważam za jakąś pomyłkę. Może i jej głos nie jest zły sam w sobie, ale nie bardzo pasuje mi do tej stylistyki grania. Tak czy inaczej, kawałek potrafi rozbujać i dobrze rozbawić, choć w przeciwieństwie do poprzedników raczej brak mu jakichś aspiracji artystycznych. Nowy Jork z racji swego tytułu musiał brzmieć amerykańsko, więc dodano tu aranżacje na nutę country-bluesową. W utworze pojawiają się też partie harmonijki ustnej, co czyni tę kompozycję nieco podobną do niektórych ścieżek z najbardziej rockowej płyty Bajmu - Etna (warto zaznaczyć, że wyszła ona jednak kilka lat później od debiutu Kramera). Jeszcze jeden niezły rocker w postaci Noc, gdzie wokalnie zespół został wsparty przez Artura Gadowskiego. Kawałek rozbujany, jako w prostej linii dziedzic rock'n'rollowej tradycji potrafi nawet zachęcić do tańca, a przynajmniej do wywijańców na parkiecie. Ale też nie ma co ukrywać, w porównaniu z zestawem utworów z początku krążka nie jest to jakaś rewelacja, ot, zwyczajnie dobrze zagrany numer. Podobnie będzie z Nie Zatrzymasz Mnie, tym razem również mamy do czynienia z poprawnie zagraną rock'n'rollową kompozycją i niewiele więcej ponadto. Bliźniacze riffy słyszałem choćby na "dwójce" Firehouse, ale i tam wydawały mi się one wymuszone. Tym, co moim zdaniem ciągnie ten kawałek w dół, są polskojęzyczne teksty, które jakoś nie bardzo pasują do typowo amerykańskiego nagrania. Także nie przepadam zbytnio za ścieżką o tytule Zapomnij, która przypomina mi te słabsze piosenki z repertuaru IRY. Z jednej strony wydaje się, że grupa swoje najlepsze kawałki umieściła w pierwszej połowie albumu, a tymi słabszymi zapchała jego końcówkę, z drugiej strony istnieje też inny czynnik. Chodzi mi o to, że te wszystkie nagrania z końca krążka utrzymane są w zbyt zbliżonej konwencji i przez to wydają się bliźniaczo podobne, podczas gdy początek setu był bardziej różnorodny i przemyślany. Płytę zamyka niezbyt porywająca ballada o tytule Życie To Labirynt, gdzie mikrofon po raz drugi przejmuje wokalistka. Piosenka ma w sobie coś z muzyki country i zapewne lepiej doceniłaby ją publiczność ze słynnego piknika w Mrągowie. Chyba najsłabsza pozycja z całego zestawu, chociaż ozdabiają ją całkiem zgrabne partie harmonijki ustnej.

Rodzimych wydawnictw hard rockowych nie mamy zbyt wiele, wiec wypada cieszyć się z tych, które mamy. Płyta trochę nierówna, obok kompozycji świetnych i przebojowych dostaliśmy tu trochę kawałków przeciętnych, ale album silniejszą częścią materiału i tak się wybroni. No i cieszy fakt, że Kielce potrafiły dać nam coś więcej prócz marnej jakości hip hopu. Płytę polecam przede wszystkim fanom pierwszych krążków IRY.

Brak oficjalnej strony zespołu