
Kissin' Dynamite - Addicted To Metal
Wydawca: EMI / Capitol / AFM Records
Rok wydania: 2010
- Addicted To Metal
- Run For Your Life
- Supersonic Killer
- High Enough
- Love Me Hate Me
- Hysteria
- All Against All
- In The Name Of The Iron Fist
- Assassins Of Love
- Why Can't You Hear Me
- We Want More
- Metal Nation
Skład: Hannes Braun - śpiew; Ande Braun - gitara; Jim Müller - gitara; Steffen Haile - gitara basowa; Andi Schnitzer - perkusja
Gościnnie: Udo Dirkschneider - śpiew w [1]
Produkcja: Mark Nissen i Hardy Krech
W dwa lata po wydaniu Steel Of Swabia młodzi Niemcy z Kissin' Dynamite wydają swój drugi krążek, wciąż czując za plecami oddech debiutu. O ile tam sporo było jeszcze momentów nawiązujących do hard rocka, o tyle w wypadku dwójki mamy już do czynienia z typowym i niestety dość przeciętnym, acz arcymelodyjnym heavy metalem.
Czas leci nieubłaganie i by nie wypaść z rynku, trzeba nagrywać kolejne płyty. Dobre przyjęcie debiutu przez prasę z jednej strony, zapewne presja wydawniczego giganta EMI z drugiej i w zasadzie było do przewidzenia, że potencjał chłopaków nie zostanie do końca wykorzystany. Przyznam szczerze, iż miałem nadzieję, że młodzi muzycy podryfują bliżej hard rocka, a jednak oni zdecydowali pogrążać się coraz bardziej w heavy. Cóż, Addicted To Metal jest wydawnictwem takim sobie, debiutowi niewątpliwie dorównuje technicznie,jednak tym razem ciężko już o nadmierną ekscytację i po kilku przesłuchaniach ma się ochotę odstawić płytę na półkę. W pierwszym numerze o tytule tożsamym co nazwa całego dzieła pojawia się legenda niemieckiego hard'n'heavu - Udo Dirkschneider, ale nawet jego aparencja ścieżki nie ratuje. Owszem, kawałek jest melodyjny i ostry zarazem, lecz wpada jednym uchem i wypada drugim. Muzycznie wciąż zespół penetruje dobrze znane rejony stylistyki spod znaku Accept, Gamma Ray, HammerFall i Edguy. Lepiej jest wraz z Run For Your Life, tutaj niektóre riffy i chórki zdają się wskazywać na hair metal, tyle że kompozycja należy do gatunku tych szybszych i bardziej skocznych. Podoba mi się dużo bardziej od otwieracza i gdyby cały krążek trzymał ten sam fason, album byłby znacznie lepszy. Przy okazji zwrócę uwagę na rasową solówkę, gdzie można podziwiać wysoki poziom techniczny młodego wioślarza. Supersonic Killer uzbrojone zostało w interesujący wstęp, dalej niestety piosenka przeradza się w granie a'la HammerFall, zresztą brzmiące bardzo bliźniaczo do tej szwedzkiej ekipy. Wciąż wolę oryginał, chociaż gdyby podmienić tu linie wokalne, ktoś łatwo mógłby mnie oszukać i dałbym sobie wmówić, że grają tu ci legendarni wskrzesiciele klasycznego heavy metalu. Znów niebanalne solo i niebanalne, choć osłuchane patenty w jego okolicach. Zainteresowani High Enough, coverem pamiętnego utworu Damn Yankees, niech lepiej nie sięgają po wersję Niemców. Z oryginału niewiele zostało, tutaj nawet nie mamy ballady, a zwykły rockowy numer i gdyby nie ścieżki wokalne i słowa, ciężko byłoby oba kawałki ze sobą kojarzyć. Po kilku odsłuchaniach do wydania Kissin' Dynamite można się przyzwyczaić, chociaż dzięki niemu pierwotne wykonanie wydaje się być tym bardziej nieśmiertelne i niepowtarzalne. Hymnowe podejście do sprawy grupa prezentuje przy okazji kolejnego w zestawie nagrania Love Me Hate Me. Bardzo przyzwoity początek i znów zmarnowany potencjał, właśnie z powodu tych przycukrowanych zaśpiewów w refrenach. Całość ratuje shredderskie solo Andego Brauna. Hysteria łączy w sobie wpływy Accept, wczesnego Bonfire i obecnego wcielenia Edguy. Zacięcia do hołdowania melodyce chłopakom nijak odmówić nie można, natomiast raz jeszcze kompozycję ciągną w dół osłuchane u innych wykonawców tysiące razy patenty. Całkiem niezłym nagraniem mogłoby być All Against All, bo pewne jego fragmenty przywodzą mi na myśl tworczość Kinga Diamonda, nawet i jego formacji Mercyful Fate, tyle że zabrakło tu wokalnej osobistości na miarę Kinga. Nie to jest jednak najgorsze, gorzej, że w śpiewie znów dominuje hymnowo heavy metalowa maniera Hannesa. Z kolei następne w secie In The Name Of The Iron Fist to trochę jak jakiś hołd złożony Judas Priest z czasów Painkillera, choć i czegoś z Accept, a może nawet i z Grave Diggera też można się tutaj doszukać. Może bez rewelacji, ale całościowo ścieżka ujdzie. Przy okazji Assassins Of Love muzycy próbują się chyba bawić w naśladownictwa Bon Jovi, nawet głos Hannesa dziwnie przypomina momentami barwę głosu Jona. Piosenka łagodniesza od wszystkich poprzedniczek i mimo iż nie opiera się na partiach gitar akustycznych, to można chyba uznać ją za balladę. Lepiej trafia do mnie już bardziej typowo balladowe Why Can't You Hear Me. Przypominają się pościelówy Scorpions, ale i ballady HammerFall. Jak słychać, młodzi Niemcy potrafią balansować umiejętnie i pomiędzy takimi stylistykami. Czegoś takiego z pewnością nie powstydziłaby się też niejedna doświadczona załoga. Pod koniec płyty zamieszczono zupełnie wyzute z pomysłów nagranie o tytule We Want More. Brak koncepcji, w jakim kierunku ma zmierzać utwór, jest w zasadzie słyszalny od samego początku, zupełnie jakby kapela nawet nie wiedziała, jak ma zacząć. Ostatecznie ścieżka jakoś się toczy, chociaż pozbawiona jest kompletnie jakiejkolwiek chwytliwości (poza solówką, która akurat jest OK). Ostatnią pozycją z krążka jest Metal Nation. Słychać tu przemożne wpływy Accept i HammerFall. Dość przeciętne i typowe dla dzisiejszych czasów granie, tyle że nie ma co karcić Kissin' Dynamite, bo i pierwowzory obecnie nie prezentują nagrań dużo wyższych lotów. Ujdzie.
Na pewno jest to płyta bardzo melodyjna, z pewnością też metalowa. Nic górnolotnego, ale zdaję sobie sprawę, że gdyby coś takiego nagrało teraz np HammerFall albo Accept, a mogłoby, to wszyscy by się tym ekscytowali. Kto słyszał debiut Kissin' Dynamite i zagustował w takim graniu, może w zasadzie sięgnąć po "dwójkę" w ciemno, bo jest ona naturalną kontynuacją tamtego wydawnictwa.
Oficjalna strona zespołu: www.kissin-dynamite.de