Giant - Last Of The Runaways

Giant - Last Of The Runaways

Wydawca: A&M Records
Rok wydania: 1989

  1. I'm A Believer
  2. Innocent Days
  3. I Can't Get Close Enough
  4. I'll See You In My Dreams
  5. No Way Out
  6. Shake Me Up
  7. It Takes Two
  8. Stranger To Me
  9. Hold Back The Night
  10. Love Welcome Home
  11. The Big Pitch

Skład: Dann Huff - śpiew, gitary, instrumenty klawiszowe; David Lyndon Huff - perkusja, chórki; Mike Brignardello - gitara basowa, chórki

Produkcja: Dann Huff - śpiew, gitary; Alan Pasqua - instrumenty klawiszowe, chórki; Mike Brignardello - gitara basowa, chórki; David Huff - perkusja, chórki

Produkcja: Terry Thomas

Profesjonalizm, profesjonalizm i jeszcze raz profesjonalizm - tyle można powiedzieć o debiutanckim albumie grupy Giant, zatytułowanym Last Of The Runaways. Najwyższa nota należy się w pierwszej kolejności za produkcję, którą zajął się Terry Thomas (niegdyś gitarzysta grupy Charlie oraz producent takich gwiazd jak Foreigner i Bad Company). W ogóle trzeba wspomnieć o fakcie, że choć członkowie formacji pochodzili z USA, to zdecydowali się na zarejestrowanie materiału na starym kontynencie, a konkretniej w Anglii. Co do samych muzyków, myliłby się ten, kto sądziłby, że jako debiutanci nie mieli oni doświadczenia. Ot chociażby gitarzysta Dann Huff udzielał się wcześniej przede wszystkim jako muzyk sesyjny na wydawnictwach wielu wykonawców z lat '80. Jeśli słyszało się radiowy mix do utworu Here I Go Again grupy Whitesnake w wersji z 1987 r., to już wiadomo czego można się spodziewać po tym krążku.

Jak najkrócej można określić zawartość płyty? Dla mnie jest to zestaw doskonale brzmiących kompozycji, utrzymanych gdzieś pomiędzy AOR a hard rockiem. Słuchając całości trudno jest nie oprzeć się wrażeniu, że stworzyli to odpowiedni ludzie w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu. Po prostu całość jest perfekcyjna do bólu, dopracowana w każdej nucie, nie ma tu niczego przypadkowego - idealnej struktury nie burzy żaden niepotrzebny dźwięk. I'm A Believer zaczyna się od gitarowych popisów Huffa z towarzyszeniem przestrzennych klawiszy Pasquy. Można by się spodziewać jakiegoś dzikiego i pełnego energii hard rockowego numeru, a jednak zespół nas zaskakuje, bo dalej mamy już całkiem spokojną AOR-ową piosenkę (podobną nieco do tego, co muzycy nagrali jeszcze nieco później z wokalistką Amy Grant). Nieco ostrzej będzie dopiero w refrenie. Kolejny utwór również bazuje na Adult Oriented Rocku, chociaż jego początek był też bardziej dynamiczny. Tutaj większą rolę zaczyna odgrywać gitara basowa, aczkolwiek w Innocent Days moim zdaniem cała potęga tkwi w doskonale dobranych proporcjach pomiędzy wszystkimi instrumentami. Ciekawie brzmi też gitarowa solówka, gdyż zaczyna się od delikatnego bluesa, by później płynnie przejść w rockowe patenty. Samą kompozycję uznałbym za jedną z najbardziej typowych dla grupy, bowiem podobne zagrywki i aranżacje będą przewijały się na wszystkich płytach zespołu. I Can't Get Close Enough pobrzmiewa trochę jak muzyka country, ale zagrana z rockowym zacięciem. W sumie nie ma się nawet czemu dziwić, przecież Dann Huff pochodzi z Nashville, miejsca uchodzącego za stolicę wszystkiego co kowbojskie. Na czwartej pozycji umieszczono piękną balladę, I'll See You In My Dreams. Promowała ona jako singiel cały album i dotarła do pierwszej dziesiątki listy przebojów Billboardu. Organy Hammonda we wstępie, harmonijne połączenie linii wokalnych z partiami czystych gitar i instrumentów klawiszowych, a do tego przesterowanych w refrenie - to musiał być hit. Na uwagę zasługuje śpiew Huffa. Jest krystalicznie czysty, wyważony, profesjonalny. Aż trudno uwierzyć, że Dann zaczął śpiewać w tym zespole tylko dlatego, że grupa nie mogła znaleźć odpowiedniego wokalisty... No Way Out uważam akurat za słabszy utwór na krążku. Nie oznacza to, że jest jakiś niemelodyjny, zagrany mało technicznie, nic z tych rzeczy. Po prostu nie jest tak przebojowy i porywający jak jego poprzednicy i następcy. W Shake Me Up muzycy pokazują się bardziej od hard rockowej strony. Dużo więcej jest tu partii gitar przesterowanych, całość brzmi bardziej dynamicznie, można się też doszukać pewnych podobieństw do pierwszoligowych zespołów z tamtej epoki (zresztą Gianta sam zaliczyłbym do pierwszej ligi). Po dawce solidnego rocka nadszedł czas na kolejną balladę. It Takes Two to powrót do ilustracyjnych klawiszy, choć nie brak tu też mocniejszych akcentów, zwłaszcza w refrenie. Najbardziej podoba mi się tu solówka, jedna z lepszych na płycie. Nieco inną recepturę muzycy zastosowali w Stranger To Me. Solidną podstawą jest tu blues rock, dość silne są wpływy klasycznego hard rocka (Whitesnake, Kansas itp.), wyczuwa się też specyficzny klimat brytyjskich brzmień. Hold Back The Night to moja ulubiona kompozycja z tego krążka. Niby słychać tu pewne podobieństwa do kawałka I Can't Get Close Enough z początku albumu, a jednak całość stoi co najmniej o klasę wyżej. Do tego dochodzi jeszcze cudowny refren, który aż chce się odśpiewać tysiącem gardeł na jakimś ogromnym stadionie oraz wysmakowana zagrywka gitarowa pod koniec utworu - silne argumenty, by płyta była ozdobą mojej kolekcji. Love Welcome Home jest z kolei wolną balladą, jakie kochają fani muzyki spod znaku AOR. Bije z niej spokój i ciepło, na myśl przychodzą płomienie tlące się przy kominku. Całość psuje tylko gitarowa solówka, bo chociaż sama w sobie jest bez zarzutu, to jakoś nie za bardzo pasuje do reszty. Na końcu zamieszczono jeszcze jeden hard rockowy numer, The Big Pitch. Można go potraktować jako zapowiedź kolejnej płyty Amerykanów, gdyż stylistycznie pasowałaby bardziej do ich drugiego wydawnictwa. Podsumowując, bardzo dobre zakończenie albumu.

Krążek jest obowiązkową pozycją w płytotece znawców muzyki spod znaku AOR i hard rocka. Moim zdaniem jej główna siła tkwi w umiejętnym połączeniu kilku stylów muzycznych, zwłaszcza że w rockowe struktury kunsztownie zaimplementowano kilka innych gatunków muzycznych, jak choćby country czy blues.

Oficjalna strona zespołu: www.gianttheband.com