Deep Purple - Machine Head

Deep Purple - Machine Head

Wydawca: EMI / Warner Bros. / WEA / Rhino / JVC Victor / Hor-Zu / CD Maximum
Rok wydania: 1972

  1. Highway Star
  2. Maybe I'm A Leo
  3. Pictures Of Home
  4. Never Before
  5. Smoke On The Water
  6. Lazy
  7. Space Truckin'
  8. When A Blind Man Cries (Original B-Side) [bonus w reedycji]
  9. Maybe I'm A Leo (Quadrophonic mix) [bonus w reedycji]
  10. Lazy (Quadrophonic mix) [bonus w reedycji]

Skład: Ritchie Blackmore - gitara prowadząca; Jon Lord - organy Hammonda, pianino i instrumenty klawiszowe; Ian Gillan - śpiew, harmonijka; Roger Glover - gitara basowa; Ian Paice - perkusja

Produkcja: Deep Purple

Album owiany legendą, przez wielu słusznie uznawany za jeden z milowych kroków w rozwoju muzyki rockowej, który wywarł wpływ na powstanie wielu innych gatunków rocka i metalu. Do nagrania swej szóstej studyjnej płyty muzycy z Deep Purple wynajęli Rolling Stones Mobile Studio, a dźwięki zarejestrowali w Grand Hotel w Montreux, podobno bez żadnych dodatkowych nakładek. Po dzień dzisiejszy krążek sprzedał się w wielomilionowym nakładzie, ale przede wszystkim wypromował Smoke On The Water, jeden z najbardziej znanych utworów wszechczasów.

Zespół kontynuuje proces "komercjalizowania się" słyszalny już na poprzednim wydawnictwie, łagodzi brzmienie, co akurat nie jest wadą, w końcu to nadal hard rock. Gitary mimo iż coraz mniej szorstkie, wciąż wydają ten charakterystyczny dźwięk z pazurem. Muzycy pod względem produkcji zrobili też spory krok do przodu znacznie wyprzedzając konkurencyjne Led Zeppelin z ich "czwórką". Słychać to już w zasadzie w pierwszym numerze, Highway Star, gdzie można wychwycić elementy, które dekadę później będą inspirowały setki kapel hair metalowych. Linia basu prowadzona w ósemkach przypomina mi trochę Paranoid z repertuaru Black Sabbath, czyli inny klasyk. Takie patenty stosuje się do dnia dzisiejszego i to nie tylko w muzyce rockowej czy metalowej. Uwagę zwraca specyficzna solówka, zdradzająca kierunek, w jakim wkrótce miał podążyć Ritchie Blackmore, kiedy założy swój jeszcze bardziej "komercyjny" zespół Rainbow. Maybe I'm A Leo posiada kilka istotnych zagrywek, które wywarły przemożny wpływ na rozwój światowego rocka, w tym również polskiego, bo podobne zagrywki w latach '80 miały choćby nasze gwiazdy pokroju Bajm i Wanda i Banda. Jest w tym też coś kojarzącego się z muzyką motocyklową, pewne cechy wspólne z twórczością Steppenwolf przychodzą mi na myśl. Na pozycji trzeciej jedna z moich ulubionych kompozycji w repertuarze Purpli - Pictures Of Home. Jej struktura mocno przypomina mi dokonania The Shadows, przy czym oczywiście całość zagrana jest ostrzej, co jednak nie zmienia faktu, że linie gitar prowadzone są według podobnych schematów. Uroku, tej nutki tajemniczości, dodają ponadto organy Lorda, co czyni utwór jeszcze bardziej atrakcyjnym. Znakomity kawałek. Wcale nie gorszy jest pulsujący Never Before. Ciekawie zaaranżowane zostały partie wszystkich instrumentów, chociaż najbardziej wybija się tu tym razem Glover ze swoją basówką. Zniknęła gdzieś tajemniczość z poprzedniego numeru, teraz postawiono na bardziej radosne nuty. Kolejne w zestawie Smoke On The Water zna chyba każdy, w końcu to najsłynniejszy przebój Deep Purple, coverowany tysiące razy. Charakterystyczny riff napędowy opiera się na interwałach kwartowych, co przydaje mu charakterystycznej zadziorności, utwór brzmi ostro. Interesujące są też słowa, opowiadające ni mniej ni więcej jak o samej sesji nagraniowej do tego albumu. Mowa jest o Zappie, który występuje gdzieś w pobliżu i o kasynie podpalonym przez jakiegoś głupca. Warto posłuchać owego nagrania w wersji koncertowej z albumu Live In Japan. Przyszła pora na coś z bardziej rozbudowaną częścią instrumentalną i w tej roli otrzymujemy Lazy. Sporo tu popisów, głównie błyszczy Lord ze swoimi partiami oraz Gillan grający na harmonijce. Techniczne zawijasy i improwizacje, co trzeba podkreślić, nie burzą jednak porządku aranżacyjnego. Wokali niewiele, na dobrą sprawę mogłoby w ogóle ich nie być. Ostatnie w pierwotnym wydaniu płyty jest Space Truckin', jakoś specjalnie mnie nie porywające. Kawałek jest regresywny, bardziej kojarzy mi się z wcześniejszymi dokonaniami Purpli, gdzieś z czasów In Rock, a brzmieniowo nawet ze słynnym In-A-Gadda-Da-Vida Iron Butterfly. Jest jakby bardziej psychodeliczny od reszty, jak by nie było, dość wygładzonego setu. Podczas sesji nagraniowej do krążka zespól zarejestrował jeszcze balladowe When A Blind Man Cries, które znalazło się na drugiej stronie singla Never Before, a nie weszło do oficjalnego albumu. Piosenka bardzo spokojna, nastrojowa i o niebo lepsza od Space Truckin'. Naprawdę nie wiem, czemu to akurat ona wypadła z zestawu. na rynku muzycznym można spotkać bardzo liczne wydania Machine Head, jedna z edycji wydana z okazji 25 rocznicy ukazania się wydawnictwa zawiera dwie płyty, z czego jedna to wersje zremiksowane siedmiu utworów, druga z kolei to te same kompozycje w wersjach zremasterowanych, ponadto dwa kawałki w wydaniu kwadrofonicznym. Do tego wydania nie udało mi się dotrzeć, nie wiem niestety, jak bardzo różnią się od oryginałów.

Jedna z obowiązkowych pozycji do zapoznania się, jeśli jeszcze ktoś jej nie słyszał. Wielu muzyków z zespołów nagrywających hair metalowe krążki jako swą inspirację podawało właśnie tę płytę i faktycznie studiując nagrania z owego okresu łatwo wychwycić wiele podobieństw. Warto posłuchać chociażby dla oryginalnego brzmienia Hammondów, bo wiele późniejszych kompozycji innych kapel tworzonych było na syntezatorowych imitacjach tego instrumentu. Warto posłuchać ze względu na brak nakładek studyjnych i zobaczyć, że dobry album można nagrać bez dodatkowych elektronicznych "zabawek".

Oficjalna strona zespołu: www.deep-purple.com