
Axel Rudi Pell - Tales Of The Crown
Wydawca: Steamhammer / SPV
Rok wydania: 2008
- Higher
- Ain't Gonna Win
- Angel Eyes
- Crossfire
- Touching My Soul
- Emotional Echoes
- Riding On An Arrow
- Tales Of The Crown
- Buried Alive
- Northern Lights
Skład: Johnny Gioeli - śpiew; Axel Rudi Pell - gitary; Volker Krawczak - gitara basowa; Mike Terrana - perkusja; Ferdy Doernberg - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Axel Rudi Pell i Charlie Bauerfeind
Recenzowałem niedawno ostatnią płytę Malmsteena, nadszedł czas na opisanie nowego albumu innego niereformowalnego gitarzysty, Axela Rudiego Pella. Trzeba przyznać, że ten Niemiec dobrał sobie doświadczonych muzyków i jakimś cudem sprawił, że skład jego grupy można uznać za bardzo stabilny (od ośmiu lat tworzą go ci sami muzycy). Jeszcze przed wydaniem kolejnego krążka Axel zapowiadał, że znajdzie się na nim kilka innowacji i ta część jego wypowiedzi zwróciła najbardziej moją uwagę.
Dla odmiany więc nowe dziecko Pella rozpoczyna się od wolniejszej kompozycji, podczas gdy zazwyczaj początki bywały szybkie. Higher po klimatycznym intrze przechodzi w bardzo majestatyczny utwór, utrzymany w tempie wolniejszym niż średni, ale gitary brzmią bardzo ostro, co przypomina mi nieco kawałki Grave Diggera, choć rodacy Pella grają akurat szybciej. Zresztą właśnie ze względu na takie brzmienia Axel często kojarzony jest ze sceną metalową i wielu recenzentów zapomina, że to przecież muzyk zasłużony także dla hard rocka. Najsilniejszym momentem numeru jest dla mnie solówka, oryginalnością wprawdzie nie grzesząca, utrzymana jednak na wysokim poziomie i co najważniejsze, pasująca do reszty. Napędowy riff Ain't Gonna Win przywodzi na myśl dokonania Running Wild, przy czym większa część piosenki plasuje się bliżej tradycyjnego hard rocka z gitarami w zwrotkach wygrywającymi ósemki, co sprawia wrażenie charakterystycznej pulsacji. No i Gioeli wręcz błyszczy w refrenach, a Pell dba o moje dobre samopoczucie serwując rewelacyjną zagrywkę tuż przed solówką. Angel Eyes jest już zaledwie poprawne i jeszcze mniej oryginalne, bo takich kompozycji w swym repertuarze gitarzysta ma już dziesiątki. Patent jest prosty, gitary wygrywają dłużej wybrzmiewające akordy, podczas gdy sekcja rytmiczna prze do przodu bardziej żwawo, także linie wokalne wielokrotnie słyszane wcześniej. Ot, taki numer wyprodukowany taśmowo, jak w fabryce, słuchany jednak głośno ma w sobie pewną moc. Śpiewem kolejne Crossfire nasuwa mi na myśl dokonania Hardline, macierzystej formacji Johnny'ego, ale tylko wokalnie, bo pozostała część struktury jest już typowo pellowa. Niestety tym razem są to nawiązania do tych słabszych kawałków. W porównaniu z tym numerem następna w kolejce ballada Touching My Soul to już rewelacja. Nie od dziś wiadomo, że do nagrywania ballad Axel ma szczególny talent i w tym gatunku spisał się nie raz. Proporcje między gitarami elektrycznymi, akustycznymi i klawiszami są tak znakomicie dobrane, że słuchacz zaczyna się dziwić, jak to możliwe, że przy tak małej ilości dźwięków i wolnym tempie utwór może tak poruszyć. Tytuł bardzo dobrze oddaje treść kompozycji. No i mamy zapowiadane przez gitarzystę innowacje - Emotional Echoes wypada tak, jakby to grała jakaś zupełnie inna kapela. Gdyby coś takiego nagrał np. Vinnie Moore, to bym się wcale nie zdziwił, bo podobne rytmy i zagrywki miewał właśnie Vinnie. Więcej bluesa, więcej specyficznie grającej perkusji ("cykająco" wypadające talerze), sporo pół-przesterowanych gitar w podkładach, także bas gra inaczej niż zwykle. Mając takiego pałkera w składzie jak Terrana Pell musiał kiedyś nagrać coś takiego. Dalej już bardziej standardowo, Riding On An Arrow powraca do początkowej stylistyki. Rewelacji niby nie ma, ale refren pobrzmiewa bardzo ciepło, a gitary i sekcja powodują fajną pulsację w głośnikach, efekt tym lepszy, im bliżej głośników się stoi. Tytułowe Tales Of The Crown zaczyna się złowieszczym intrem przywodzącym na myśl jakieś czasy z odległych wieków i przechodzi w kompozycję utrzymaną w średnim tempie. Jeden z najlepszych kawałków na płycie i nic dziwnego, że to od niego album wziął swoją nazwę. Oryginalności dużo w nim nie ma, ale któż by się czepiał takich szczegółów, kiedy muzyk dostarcza nam po prostu kolejny dobry numer. Ciekawie wypada ten akustyczny moment, kiedy Gioeli śpiewa na tle klawiszowego podkładu symulującego dawne chóry i oczywiście solówka występująca zaraz po tym. Tęskniących za power metalem powinien zaspokoić Buried Alive, więcej galopad perkusyjnych i bliźniaczy to numer do wielu starszych kawałków Pella. Zazwyczaj nie lubię takich kompozycji, ale akurat ta mi się podoba, może ze względu na pojawiający się kilkakrotnie w środku dość niezły riff, może dlatego że wyciąganie długich dźwięków Gioelemu bardzo dobrze wychodzi. Na zamknięciu krążka zapodana została jeszcze jedna ballada, ale już nie tak rewelacyjna jak wcześniejsze Touching My Soul. Dobrze się słucha Northern Lights, wciąż jednak mając świadomość, że Axel potrafi komponować lepsze rzeczy. Tak czy inaczej ballada jest bardzo majestatyczna, niemal rycerska i powinna przypaść do gustu wszystkim tym, którzy tęsknią za czasami, kiedy to wyruszało się na bitwy z mieczem u boku.
Podsumowanie albumu jest dość proste, bo to typowy album Axela, gdzie kilka piosenek jest wręcz cudownych, a kilka to zwykłe rzemiosło. Wydaje mi się, ze gdyby Pell zrobił sobie przerwę na jakieś trzy lata, przez ten czas nie komponował i nie koncertował, to mógłby później nagrać płytę genialną. Złośliwi twierdzą, że gitarzysta nagrywa wciąż te same rzeczy i jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy, ale prawdą jest też to, że jak ktoś kocha takie granie, to kupi każdy krążek Pella w ciemno.
Oficjalna strona zespołu: www.axel-rudi-pell.de